niedziela, 8 października 2017

Spotkanie autorskie w Opolu




Więcej informacji TUTAJ.

Dialog anonsujący spotkanie autorskie w Opolu



Rozmowę przeprowadził dr Bartosz Suwiński.


Pisze Pan o zapomnianych bądź przemilczanych kartach z naszej historii. Jakie wydarzenia wciąż dopominają się o nasz głos?

Odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana. Większość spraw mających wpływ na porządek historii w minionym stuleciu jest dziś lepiej lub gorzej opisana. Dostrzegam problem na poziomie świadomości przeciętnego odbiorcy kultury, który ma kłopot z odniesieniem przeszłości, wydarzeń – powiedzmy – sprzed 70-80 lat, do porządku teraźniejszego. Nie dostrzega związku między jednym a drugim, więcej – ten związek raczej go nie interesuje. Tymczasem wiele spraw, które zajmują nas dziś, ma swój początek w latach 1939-1949. To wtedy zgładzono większą część polskiej inteligencji i położono fundament pod „nową Polskę”, tę, o której Jakub Berman mówi w książce Teresy Torańskiej Oni. Berman, jeden z dwóch-trzech najwierniejszych wykonawców woli Stalina w państwie zbudowanym na ruinach II Rzeczypospolitej, przyznał to wprost: Sowietom i krajowym komunistom chodziło „o zmianę koncepcji kraju, o zbudowanie całkiem nowej Polski w kształcie i strukturze, zupełnie niepodobnej do tej, jaka była kiedykolwiek w historii”.

Czy Pana zdaniem przeszłość zupełnie determinuje naszą teraźniejszość? Innymi słowy, jakie Pana pisaniu przyświecają motywacje?

Przeszłość – to oczywiste – wpływa na kształt teraźniejszości. Jest determinantą ogromnie istotną, ale nie jedyną. Obie części Afazji polskiej, tomiki Teoria wiersza polskiego i Łączka napisałem z głęboką świadomością, że literatura nie może pozostać obojętna wobec nieopłakanego cierpienia i nieopłakanych śmierci. Ta najprostsza motywacja jest więc następująca: oddać sprawiedliwość zamordowanym i skrzywdzonym. Kultura polska nie przepracowała należycie przeszłej traumy. Nie przepracowała, bo przez kilkadziesiąt lat trwania komunizmu nie była wolna. Teraz owo zaniedbanie trzeba nadrobić, lecz jest to zadanie ogromnie trudne.

Jest Pan zwolennikiem jasno zarysowanego kanonu czy raczej stoi Pan po stronie rozproszonych głosów, które mają niuansować jedną, określoną wizję?

Nie wiem, czy dobrze rozumiem Pańskie pytanie. Jestem zwolennikiem absolutnej wolności twórczej. Akt pisarski to akt najwyższej wolności. Kultura mieści w sobie najbardziej skrajne stanowiska, całkowicie odmienne wizje świata i człowieka – ale nie jest do pomyślenia bez porządku i hierarchii. A zatem pełna wolność, dzięki której twórca ma szansę wypracować sobie jedyne i niepowtarzalne miejsce w ciągu tych, którzy go poprzedzają i tych, którzy przyjdą po nim. Kanon w kulturze jest koniecznością, tyle tylko, że jego kształt ustala się w wyniku kompromisu między ruchem i stałością. Słowem – zbiór ksiąg uznanych za „święte”, kanoniczne jest zbiorem ruchomym. W jego obrębie mogą – i muszą– zachodzić zmiany.
I na koniec, ogólnie: czy przed literaturą stoją dzisiaj jakieś konkretne zadania czy jest raczej ilustracją wewnętrznych, nieuświadamianych poszukiwań?
Literatura ma tylko jedno zadanie: sprostać światu, opisać go, dotknąć, podjąć próbę zrozumienia. Mniejsza o to, czy czyni to w sposób uświadomiony czy nieuświadomiony.

Co z ostatnio przeczytanych książek poleciłby Pan czytelnikom?

W ostatnich tygodniach jest to w zasadzie jedno nazwisko: Bohumil Hrabal. Do autora Auteczka wróciłem po latach i jego prozę chłonę z niezmiennym zachwytem. Od niezwykłej powieści Obsługiwałem angielskiego króla, czytanej po raz trzeci lub czwarty, przez opowiadania ze zbiorów Pabitele (pierwsze polskie wydanie w oryginalnym kształcie właśnie się ukazało) i Święto przebiśniegu, po trylogię autobiograficzną Wesela w domu, Vita nuova, Przerwy. Zwolennikom twórczości tego pisarza rekomenduję biografię Hrabal. Słodka apokalipsa Aleksandra Kaczorowskiego. Jest to rozszerzona, lepsza wersja książki Gra w życie. Opowieść o Bohumilu Hrabalu sprzed kilku lat. Na uwagę zasługuje także znakomita książka José Ignacio Tellechea Idígorasa Ignacy Loyola. Sam i na piechotę, traktująca o bliskim mi autorze Ćwiczeń duchownych. W ostatnim czasie ukazał się w Krakowie tom wierszy zebranych Jana Polkowskiego Gdy Bóg się waha, przygotowany przez niespracowanego Józefa M. Ruszara. I na koniec – nowa książka poetycka Krzysztofa Kuczkowskiego, Ruchome świętamądra i piękna. Wszystkie te tomy leżały ostatnio w pobliżu mojej lampki nocnej i były czytane.


piątek, 1 września 2017

Radiowa "Trójka": o śp. Tomaszu Burku, śp. Feliksie Netzu, śp. Kazimierzu Hoffmanie i poetach grupy 'Topoi'



Audycji Mateusza Matyszkowicza z cyklu Trójkowy chuligan literacki, w której udział wzięli Krzysztof Kuczkowski (red. nacz. "Toposu"), prof. Krzysztof Dybciak (UKSW) i dr Przemysław Dakowicz (UŁ), można wysłuchać TUTAJ.



sobota, 29 lipca 2017

Radio Olsztyn: rozmowa o powązkowskiej kwaterze Ł, historii i literaturze


Rozmowy, którą w ramach radiowego cyklu Wieczór z Kulturą przeprowadziła red. Ewa Zdrojkowska, można wysłuchać TUTAJ.



Należy wybrać materiał dźwiękowy umieszczony pod datą 10.07.2017 (jak na grafice poniżej).



piątek, 28 lipca 2017

Wspomnienie o śp. Tomaszu Burku


Tekst opublikowany w najnowszym numerze dwumiesięcznika literackiego "Topos" (2017, nr 3).



DROGA RODZINY BURKÓW

Pożegnaliśmy się. Wróciłem do samochodu. Pan Tomasz przez chwilę stał na chodniku, a potem ruszył wdłuż linii drzew. Zerkałem w lusterka, oglądałem się – chcąc zapamiętać tę chwilę. Szarobłękitna marynarka i jasne sportowe buty Tomasza Burka świeciły w cieniu rzucanym przez brzozy i topole. Szedł wolno, nieznacznie pochylony w lewo.
Kilkadziesiąt minut wcześniej zjedliśmy obiad w podkowiańskiej restauracji „Weranda”. Gdzieś między Podkową Leśną a Brwinowem, przed skrzyżowaniem ulicy Brwinowskiej z szosą nr 719, poprosił o zatrzymanie samochodu. Chciałem Go podwieźć pod sam dom, na Leśną 8, gdzie tego dnia długo rozmawialiśmy1 – ale był zdecydowany. Spacer dobrze mi zrobi, powiedział. Nie śmiałem oponować.
Czy obawiałem się, że to jedno ze spotkań ostatnich? Tak. Od kilku lat każde zetknięcie z Panem Tomaszem, jakby coraz mniej cielesnym, przymuszało do ponawiania nieznośnego pytania: „Jak długo jeszcze?”.
A przecie widzieliśmy się i rozmawiali jeszcze kilka miesięcy później, 12 listopada 2016 roku, w warszawskim Klubie Księgarza, gdzie mieliśmy zaszczyt wręczyć Autorowi Niewybaczalnych sentymentów honorową nagrodę konfraterni 'Topoi'. Godząc się przyjąć symboliczny laur, to On nadawał mu wartość, to On wyróżniał wyróżniających. Po wieczorze wypełnionym opowieściami Pana Tomasza oraz wspomnieniami-laudacjami wygłoszonymi przez Jego licznych przyjaciół, dostojny Laureat kierował się do mieszkania siostry. Zatrzymaliśmy się pod pomnikiem Kilińskiego, u zbiegu Piekarskiej i Podwala. Wieczór był ciepły, szabla dzielnego szewca wskazywała księżyc, a my zaintonowaliśmy gromkie Sto lat. Pan Tomasz słuchał zawstydzony, ale i – tak mniemam – szczęśliwy. Stojąc tam z nami, przemieniał tę krótką chwilę u stóp Kilińskiego w chwilę historyczną, przenosił nas wszystkich – Krzysztofa Kuczkowskiego, Wojciecha Gawłowskiego, Wojciecha Kassa, Artura Nowaczewskiego, Adriana Glenia oraz niżej podpisanego – w samo centrum polskiej literatury i kultury powojennej.
Zbyt rzadko bywał doceniany, szczególnie po roku 1989. Wybrał intelektualną wolność, pozostał wierny sobie i wartościom, za którymi już w latach pięćdziesiątych, jako młodzieniec kilkunastoletni, się opowiedział – wierny przede wszystkim Prawdzie, tej, co nic nie chce wiedzieć o „mądrościach etapów”, „strategiach czytania” i modnych „metodologiach”, tej, co niczego z nikim nie uzgadnia, nie idzie na kompromisy, nie domaga się poklasku, która co wieczór przepowiada sobie suchy poemat moralisty: tak – tak, nie – nie.
Za swoją wierność płacił bez wyrzekania na los i ludzi. Płacił tym, czym zwykle płaci się za wierność – przesunięciem z samego centrum parnasu na margines oficjalnego życia intelektualnego i kulturalnego. Bogu dzięki – do kogóż mielibyśmy wtedy pójść? – nie potrafił inaczej. Wspinając się stromą ścieżką, tą samą, którą szli jego rodzice, na Ich życiowy trud wskazywał, pochwałę Ich niezłomności głosił.
Wiem, to słowa wielkie, skażone patosem, irytujące – Wierność, Niezłomność, Prawda. Pan Tomasz wolałby ich uniknąć. Powiedziałby, że nie miał wyboru, że tak to się ułożyło. Ale ja zbyt pilnie czytałem, wciąż mało liczne, książki traktujące o życiu literackim w czasach komunizmu, między innymi jego gorzki tom Żadnych marzeń, zbyt uparcie studiowałem gazety czytelnikowskie i partyjne sprzed dekad, by nie zdawać sobie sprawy, ile kosztowało owo pierwsze, fundamentalne, całym życiem ponawiane i utwierdzane NIE. Kiedy późną jesienią 1944 roku w sandomierskim mieszkaniu Wincentego Burka, autora głośnej przed wojną Drogi przez wieś, i jego żony, Zofii z Młodożeńców Burkowej, zjawił się Jerzy Putrament, posłaniec nowych, ze Wschodu idących, samozwańczych władców Polski – na jego zachęty i kuszenia odpowiedziano jednoznaczną odmową. Tamto rodzicielskie NIE Tomasz Burek niósł i pielęgnował z równą konsekwencją w swojej młodości, w latach dojrzałych i w zadziwiająco pracowitej jesieni życia; a kiedy było trzeba, stawiał je przed oczy swoim biegłym w kazuistyce interlokutorom. Non possum – powtarzał, by zaraz odejść do własnych niepoliczonych prac.
Gdy na zakończenie wczorajszych uroczystości żałobnych w kościele św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej (dokładnie trzydzieści siedem lat wcześniej Tomasz Burek przyłączył się do trwającej w tej świątyni głodówki solidarnościowej) śpiewaliśmy pieśń rozpoczynającą się od słów „Przybądźcie z nieba na głos naszych modlitw / mieszkańcy chwały, wszyscy święci Boży”, różne obrazy, między innymi ten z 10 maja 2017 i ten z 6 lipca 2016 roku, nałożyły się na siebie. Ujrzałem Pana Tomasza na chodniku obok ulicy Brwinowskiej, zarazem zaś na kocich łbach Sandomierza i na kamiennych płytach przed warszawskim Pałacem Staszica, zmierzającego ku trasie 719 lub w stronę Domu Literatury na Krakowskim Przedmieściu; słowem – na drodze życia, które wybrał.
U końca tej drogi jest miejsce, które pożegnalna pieśń nazywa „królestwem światła”. W miejscu tym nigdy nie było i nie będzie ukąszeń heglowskich, aresztowań ludowców w przededniu sfałszowanych wyborów, ubeckich pogwarek ze struchlałymi żonami więźniów, przesłuchiwania studentów na komisariatach MO, relegowania pracowników z instytutów naukowych ani podziałów politycznych, które niegdysiejszych przyjaciół przemieniają w zapiekłych przeciwników.
Drogi Panie Doktorze, kochany Panie Tomaszu, wiara w to, że i dla Pana przygotowano tam mieszkanie, nieco łagodzi żal wywołany Pańskim niepojętym, nagłym odejściem.

                                                                          Łódź, 11 maja 2017 r.


1 Zapis tej rozmowy, opatrzonej tytułem Płaszcz Putramenta i koniec świata, ukazał się w druku – zob. „Topos” 2016, nr 5, s. 21–49.

niedziela, 2 lipca 2017

Tekst dla Muzeum Narodowego w Krakowie



Przed tygodniem otwarta została w Muzeum Narodowym w Krakowie jedna z największych ekspozycji ostatnich lat – wystawa zatytułowana #Dziedzictwo. Autorami eseistycznych wypowiedzi zamieszczonych w katalogu wystawy są m.in. prof. Maria Korytowska, prof. Krzysztof Koehler, prof. Krzysztof Dybciak, prof. Andrzej Nowak, prof. Paweł Śpiewak, prof. Joanna Wnuk-Nazarowa, prof. Andrzej Waśko i dr Przemysław Dakowicz.




Poniżej tekst prezentowany w tomie zredagowanym przez dr. hab. Andrzeja Szczerskiego, wicedyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie.







Meblościanka Kowalskich a sprawa polska. 
Notatki do nienapisanego eseju


Spółczesna historia każdego wieku świadczy, jako się naród w obecnym jestestwie swoim rozumiał, jak uważał i pojmował to jestestwo? Wszystkie zaś dzieje od najdawniejszych czasów do dnia dzisiejszego są, a raczej powinny być, zebraniem w treść jedną szykownie, umiejętnie, porządnie rozwinioną tych cząstkowych świadectw, tych ułamkowych, przemijających uznawań. Stąd jak z wątku potrzeba wyciągnąć nić historycznej powieści, zawierającej sumę wszystkich minionych momentów życia. Zachodzi więc pytanie: czy mamy w literaturze polskiej takie dzieło ojczystej poświęcone pamięci? Taką powieść od najdawniejszych czasów do dni naszych? Powieść jednej treści, tchnącą jednym duchem […]? Albo, co na jedno wychodzi: czy pojęliśmy wszystkie minione narodowego jestestwa chwile? I czy się teraz w tym minionym jestestwie uznajemy? Jakaż jest pamięć nasza?”

Maurycy Mochnacki, O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym


Polska historia ostatnich trzech stuleci to opowieść o zerwanej ciągłości, o upartym poszukiwaniu zasady organizującej, o trudzie odzyskiwania samych siebie. Pytanie o istotę doświadczenia, przez które przeszliśmy jako zbiorowość, wiąże się z namysłem nad zespołem znaczeń i wartości, które większość z nas podziela, które chcielibyśmy uczynić podstawą teraźniejszości. Owe znaczenia i wartości odnajdujemy w tym, co minione – w wydarzeniach, postawach, gestach utrwalonych przez ponadjednostkową, wspólną pamięć.
Mechanizm działania pamięci regulują dwie przeciwstawne aktywności/postawy: ocalanie (zatrzymywanie i przechowywanie w pamieci zbiorowej) oraz gubienie (pozostawianie za sobą, tracenie z pola widzenia). Niektóre spośród składników przeszłości zostają wyniesione ponad czas, by trafić do wspólnotowego imaginarium, inne giną w strefie bezkształtu i ciszy, roztapiają się w półmroku. To, co zapamiętane, staje się znakiem – zyskuje wyrazistą i trwałą strukturę, dzięki czemu może się odróżniać i wyróżniać. To, co pominięte, traci znaczenie.
Jeśli procesy zapamiętywania i zapominania przebiegają w warunkach normalnych, należy je uznać za niezbędny etap konstruowania tożsamości – przecież żadna jednostka i żadna zbiorowość nie są zdolne zapamiętać wszystkiego. Hierarchia zdarzeń, gestów i postaci, które – zyskując rangę znaku – przechodzą do imaginarium wspólnoty, powstaje na drodze selekcji i eliminacji. Tam, gdzie wszystko byłoby równie ważne, nic nie miałoby znaczenia.
W polskiej historii ostatnich trzech wieków, przede wszystkim zaś w ciągu kilku dziesięcioleci rządów komunistycznych, nie wszystko przebiegało jednak w zgodzie z naturalnym biegiem spraw – część znaków przeszłości celowo zatarto, by na ich miejsce wstawić treści zgodne z ideologią, która (za sprawą przemocy symbolicznej) zyskała pozycję dominującą.




*



O nieporządku w warstwie symboli pomyślałem, kiedy wśród „obiektów wiodących” wystawy Muzeum Narodowego w Krakowie zatytułowanej #dziedzictwo ujrzałem tzw. meblościankę Kowalskich. Z błędnym przeświadczeniem, że eksponat ów należy traktować jako wstydliwy emblemat komunistycznej przeszłości, zapewne nieprędko bym się rozstał, gdyby nie lektura książki Jacka Kowalskiego. Syn Bogusławy i Czesława, poznańskich architektów wnętrz i projektantów mebli, przedstawił w niej dzieje swojej rodziny. Opowieść ta zmusza czytelnika do zmiany perspektywy – odtąd będzie on oglądał minione wypadki (również dzieje literatury, nauki, sztuk plastycznych) przez pryzmat indywidualnych ludzkich doświadczeń, a obiegowe wyobrażenia i sądy chętnie zastąpi krytycznym namysłem nad zadziwiającym losem jednostek wprzęgniętych w koło historii.

czwartek, 22 czerwca 2017

Pożegnanie Profesora Jacka Brzozowskiego





Profesor Jacek Brzozowski, kierownik Katedry Literatury i Tradycji Romantyzmu UŁ, jeden z najwybitniejszych badaczy polskiego romantyzmu, Nauczyciel i Mistrz wielu z nas, odszedł w wieku sześćdziesięciu sześciu lat, w pełni sił twórczych, w momencie, gdy dzieło Jego życia poczynało objawiać swój pełny, dojrzały, ostateczny kształt.
Od kilkunastu lat pracował, wespół ze swoim przyjacielem z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, prof. Zbigniewem Przychodniakiem, nad życiowym opus magnum – monumentalnym, wielotomowym wydaniem dzieł Juliusza Słowackiego (dziś znaleźć je można na półkach każdej biblioteki polonistycznej i humanistycznej). Przed dwunastoma laty ukazał się liczący 925 stron wolumin zawierający nowe krytyczne wydanie wszystkich wierszy autora Pieśni na Nilu. W roku 2009 wyszły dwa tomy poematów i fragmentów (łącznie 1595 stron), pięć lat później na nowo opracowana całość poematu dygresyjnego Beniowski (632 strony). 5 czerwca, podczas katedralnego seminarium, Profesor mówić miał o problemach edytorskich związanych z opracowywanym tekstem Króla-Ducha – spotkanie to, niestety, nie mogło już się odbyć.
Skrupulatnie liczę stronice kolejnych tomów, albowiem wiele z nich (zwykle znacznie więcej niż trzecią część całości) wypełniają objaśnienia i komentarze. Komentowanie, objaśnianie, opatrywanie przypisami to najmniej wdzięczna, najbardziej żmudna strona pracy filologa, historyka literatury, interpretatora. Lecz także – najniezbędniejsza. Niewielu decyduje się ją wykonywać – trzeba bowiem uniżyć się wobec dzieła, stać się jego sługą. Profesor Jacek Brzozowski chciał i potrafił to uczynić.
W krótkim wstępie do drugiego tomu Odczytywania romantyków (Poznań 2011), zbioru błyskotliwych analiz i interpretacji, charakteryzował własną pracę literaturoznawczą nie wprost, lecz poprzez przywołanie „metaforycznego” fragmentu Prozodii polskiej Józefa Franciszka Królikowskiego:

Nie byłoby rzeczą niegodną badacza udać się umyślnie do kuźni kowalskiej natenczas, kiedy około większej sztuki żelaza pracują. Majster albo starszy czeladnik, który na kowadle obraca żelazo, trzyma zwykle mały młotek. Nie zawsze nim bije w obrabiające się żelazo, ale za to uderza w kowadło. Może się z tego nie zawsze wytłumaczyć, wie to jednak dokładnie, że gdyby tego uderzenia w kowadło zaniechał, drudzy pracownicy młotami bałamucić zaczną; wie i to dokładnie, że przy tak porządnym biciu praca ich staje się mniej uciążliwą.

Cytując dziewiętnastowiecznego poetę i teoretyka literatury, Profesor określał własne zadanie jako „zajmowanie się drobiazgami”. „Inaczej pisać nie umiem – dodawał – zajmować się nie-drobiazgami również ani nie umiem, ani nie chcę”. Jego „szkice”, „notatki”, „glosy”, „próby lektury”, „uwagi” i dopiski „na marginesie” są wszakże czymś znacznie więcej – wydobywaniem na światło dzienne głębokich sensów dzieł rzekomo definitywnie rozpoznanych i opisanych, porządkowaniem, utwierdzaniem i pochwalaniem literatury, jej najwyższą apologią.
Nierzadko mówienie o literaturze przemienia się tu w literaturę par excellence – tak wiele w książkach Profesora zdań krystalicznie czystych, jaśniejących niespodziewanym wewnętrznym blaskiem, zamykających w meandrującej składni niepojęte bogactwo poetyckich fenomenów, nazywających z dziwną precyzją to, co dotąd nie mogło znaleźć nazwy. Na dowód – jedno zdanie ze studium o Sonetach krymskich:

Już więc tu, na Krymie, o świtaniu, za dnia, w widoku miejsca najrozkoszniejszego, w sonetowej o tym opowieści – odkrył Mickiewiczowski pielgrzym, odkrył twórca tego pielgrzyma uniwersalne prawa rządzące skomplikowanym światem i życiem, egzystencją, losem, i dał temu wyraz od razu w pierwszym, entuzjastycznym i epifanicznym słowie Ałuszty w dzień.

oraz ciąg zdań krótkich i bardzo krótkich układających się w lapidarną – jakże przejmującą w owej niechybiającej lapidarności – interpretację jednego z wierszy lozańskich:

Tutaj mój trup, ja trup. Z drugiej zaś strony – dusza, fundament mojego istnienia, błąkająca się w czasie i w przestrzeni, które minęły bezpowrotnie. Słowem, nie ma mnie tu, gdzie jestem. Jestem zaś tam – ileż jednak pozoru i ułudy w tym jestem! – gdzie mnie nie ma. Bezdomność, o jakiej mówi ten wiersz, jest absolutna.

Takim właśnie językiem – językiem nauki i literatury zarazem – napisane zostały wszystkie fundamentalne, niemożliwe do pominięcia studia analityczno-interpretacyjne Profesora Jacka Brzozowskiego (o Romantyczności, Ałuszcie w dzień i późnych lirykach Mickiewicza, o wierszach Słowackiego i Norwida, o twórczości Miłosza, Herberta, Białoszewskiego, Iwaszkiewicza, Różewicza i Szymborskiej), wszystkie Jego książki – Muzy w poezji polskiej. Dzieje toposu do przełomu romantycznego (1986), Odczytywanie znaczeń. Studia o poezji Mickiewicza (1997), Odczytywanie romantyków. Szkice i notatki o Mickiewiczu, Malczewskim i Słowackim (2002), Późne wiersze poetów polskich XX wieku. Dwanaście szkiców i komentarzy (2007), Odczytywanie romantyków (2). Dwadzieścia dwa szkice i notatki o Mickiewiczu, Słowackim i Norwidzie (2011), 11 szkiców o czytaniu wierszy (2013), Parerga edytorskie. (Z prac nad tekstami Juliusza Słowackiego) (2013).
To, co najistotniejsze, utrwaliło się jednak nie na papierze, lecz w pamięci ludzi, którzy mieli przywilej obcowania z Profesorem. Był przewodnikiem wyrozumiałym i cierpliwym, lecz także wymagającym i stawiającym przed adeptami sztuki filologicznej wysokie cele. Jego ironia nie gryzła – pomagała utrzymać pion. Zarażał entuzjazmem do słowa przechowanego w piśmie, konsekwentnie wskazując na cienką linię graniczną między literaturą a życiem. W książkach poszukiwał śladu żywego człowieka – trudził się, by zrozumieć tych, których zrozumieć nie mógł (casus Słowackiego). Posiadł dar empatycznego, uważnego słuchania. Dzielił się tym, co miał, nie oczekując odpłaty.
Był człowiekiem mądrym, dobrym i dzielnym.
Niech spoczywa w pokoju.

piątek, 28 kwietnia 2017

czwartek, 30 marca 2017

Literatura prawdy - prawda literatury


Zapis pierwszej części debaty Bartczak - Grobliński - Dakowicz, która odbyła się w Łodzkim Domu Kultury, TUTAJ.



czwartek, 16 marca 2017

"Topos": rozmowa o książce "Ćwiczenia duchowne. Poematy"


W najnowszym numerze dwumiesięcznika literackiego "Topos" m.in. rozmowa z Barbarą Schabowską (2. Program Polskiego Radia) o książce Ćwiczenia duchowne. Poematy (wyd. "Sic!", Warszawa 2016).
Poniżej fragment rozmowy.


 



Serce, które milczy.
O tomie Ćwiczenia duchowne. Poematy rozmawiają Barbara Schabowska i Przemysław Dakowicz


BARBARA SCHABOWSKA: Czytam Pana poematy razem z esejami z tomu Obcowanie, tak jakby były jakimś poetyckim dopowiedzeniem wcześniej rozważanych myśli. Czym są dla Pana Ćwiczenia duchowne?

PRZEMYSŁAW DAKOWICZ: Ćwiczenia duchowne są książką – choć może raczej należałoby powiedzieć „książeczką”, bo to przecież niespełna osiemdziesiąt stron – zbierającą część dłuższych tekstów pisanych w ostatnich latach. Książeczką niezwykle istotną dla mnie, daje ona bowiem najpełniejszy, najbardziej pogłębiony wgląd w to, co myślę o świecie, o człowieku. Wiem, że to wielkie słowa. O sobie w świecie – może tak należałoby określić ogólnie zakres tematyczny Ćwiczeń duchownych. Traktuję je jako wgląd we własną świadomość, a od wielu lat wydaje mi się, że podstawową funkcją literatury jest zdawanie sprawy ze świadomości człowieka w czasie, w jakim przyszło mu żyć.

To jest rola niemal psychoterapeutyczna...

niedziela, 12 marca 2017

Tekst w tomie "Saligia. Człowiek w kryzysie"


Nakładem Centrum Myśli Jana Pawła II wydana została książka Saligia. Człowiek w kryzysie, poświęcona zagadnieniu tzw. grzechów głównych.
Z wszystkimi artykułami, które się na nią składają, można się zapoznać TUTAJ.

Niżej prezentuję fragment notatek Komar i wielbłąd. O chciwości...






Komar i wielbłąd. O chciwości
(notatki do nienapisanego eseju)

Bodaj najbardziej popularna z ksiąg mądrościowych chrześcijaństwa wschodniego, dzieło Jana Klimaka, funkcjonuje w tradycji pod trzema tytułami. Najsłynniejszy z nich to Κλίμαξ Θείας ανόδου – Drabina boskiego wstępowania.
Jan, co oczywiste, nie wymyślił motywu drabiny, po której człowiek wstępuje do rzeczywistości niebieskiej. Zaczerpnął go z Księgi Rodzaju.
Jakub zostaje wysłany przez swego ojca Izaaka do Paddan-Aram. Ma sobie wziąć za żonę jedną zcórek swego wuja Labana. Wdrodze zBeer-Szeby do Charanu zatrzymuje się na nocleg wmiejscu, gdzie zastał go zachód słońca. Podkłada sobie kamień pod głowę i śni. Ukazuje mu się „drabina oparta na ziemi, sięgająca swym wierzchołkiem nieba, oraz aniołowie Boży” (Rdz 28,12) poruszający się wobu kierunkach po szczeblach drabiny. Synowi Izaaka zostaje objawiona wola Stwórcy: ma objąć wposiadanie ziemię, na której spoczywa; ma stać się ojcem potomstwa „tak licznego jak proch ziemi”. Kiedy Jakub budzi się ze snu, wypowiada następującą myśl: „Prawdziwie Pan jest na tym miejscu. […] O, jakże miejsce to przejmuje grozą! Prawdziwie jest to dom Boga i brama nieba” (Rdz 28,17). Miejscu, w którym usłyszał obietnicę dotyczącą własnej przyszłości, nadaje nazwę Betel (Dom Boży).
Drabina Jana Klimaka to szlak peregrynacji duchowej. Człowiek stosujący się do wskazań księgi wspina się na kolejne szczeble osobistej doskonałości. Stopni jest trzydzieści – ich liczba odpowiada liczbie lat, które minęły od narodzin Jezusa do chwili, w której rozpoczął On swoją publiczną działalność. Z rozdziału siedemnastego Drabiny boskiego wstępowania:
Ubóstwo jest pozbyciem się trosk, wolnością od kłopotów życia, niedoznającym przeszkód podróżowaniem, wiernością wobec przykazań, obcą zmartwieniu”.
Ubogi robotnik jest synem oddalenia się od namiętności: to, co dostaje, uważa za nieistniejące; wycofujący się odkrywa, że na wszystko, jak na gnój, spojrzeć trzeba. A jeśli o coś się martwi, to jeszcze nie stał się ubogim”.
Mąż ubogi jest czysty w modlitwie, a chciwy modli się o widma materii”.
Kto skosztował tych [dóbr], które są w górze, łatwo pogardzi tymi, które są na dole; a ów, który nie skosztował, pyszni się z bogactwa”.
Kto pogardził materią – wykupił się od obrony i sporu, a kto chciwy jest zysku – z powodu igły walczyć będzie do śmierci”.
Cywilizacja źle się obeszła ze znakami przeszłości.
Nie drabina boskiego wstępowania jej się śni, lecz piramida finansowa.
W miejscu Betel, które było domem Boga i bramą niebios, postawiła dom maklerski.

***

Z apoftegmatów Ojców Pustyni:
Kiedyś abba Makary Egipcjanin przyszedł ze Sketis do Nitrii, żeby uczestniczyć we mszy ojca Pambo. A starcy go prosili: «Ojcze, powiedz braciom słowo». On zaś powiedział: «Nie jestem ja jeszcze mnichem, alem mnichów widział. Kiedyś, gdy siedziałem wSketis wswojej celi, narzucała mi się natrętnie myśl: Idź wgłąb pustyni i przyjrzyj się temu, co tam zobaczysz. Opierałem się tej myśli przez pięć lat, mówiąc sobie: Może pochodzi od diabła. Ale ponieważ trwała we mnie, poszedłem w głąb pustyni. Znalazłem tam jeziorko mające wyspę pośrodku; a dzikie zwierzęta z pustyni przychodziły do wodopoju. Pomiędzy nimi ujrzałem dwóch nagich ludzi i moje ciało zadrżało, bo ich wziąłem za duchy. Oni zaś, widząc, że drżę, odezwali się do mnie: ‘Nie bój się, i my także jesteśmy ludzie’. Zapytałem ich: ‘Skąd jesteście i w jaki sposób przyszliście na tę pustynię?’. Odrzekli: ‘Jesteśmy z pewnego klasztoru; i zgodziliśmy się jednomyślnie, żeby przyjść tutaj: oto już przebywamy tu czterdzieści lat. Jeden z nas jest Egipcjaninem, a drugi Libijczykiem’. Ale i oni zadawali mi pytania: ‘Co się dzieje ze światem? Czy Nil wylewa w swojej porze i czy jest dobrobyt na świecie?’. Odpowiedziałem, że tak, i pytałem dalej: ‘Jak mogę zostać mnichem?’. Oni na to: ‘Jeśli ktoś się nie wyrzeknie wszystkiego, co jest na świecie, nie może zostać mnichem’. Powiedziałem im: ‘Jestem słaby i nie mogę was naśladować’. Oni zaś odrzekli: ‘Jeśli nie możesz nas naśladować, siedź w celi i opłakuj swoje grzechy’. Pytałem jeszcze: ‘Czy w zimie nie marzniecie? Czy upał waszych ciał nie pali?’. Odpowiedzieli: ‘Bóg dał nam taki sposób życia, i ani nie marzniemy w zimie, ani upały nam nie szkodzą’. Oto dlaczego wam mówię, że sam nie jestem mnichem, alem mnichów widział: wybaczcie mi, bracia»”.
Tę opowieść o św. Makarym z Aleksandrii streszcza w swojej książce Ryszard Przybylski (R. Przybylski, Pustelnicy i demony, Kraków 1994). Czyni to, by zwrócić naszą uwagę przede wszystkim na sekwencję trzech pytań: „Co się dzieje ze światem? Czy Nil wylewa w swojej porze i czy jest dobrobyt na świecie?”.
Ojcowie Pustyni dobrowolnie rezygnowali z życia w świecie, wycofywali się z agory, na której właśnie zatriumfowało chrześcijaństwo, stając się religią państwową. Jaki był powód ich ucieczki? Pragnęli odnaleźć źródła własnej wiary, chcieli na powrót stanąć oko w oko z tajemnicą. „Rozgłośne czasów przechwałki”, bogactwo instytucjonalnego chrześcijaństwa rozwijającego się odtąd w cieniu dworu cesarskiego – wszystko to domagało się kontrakcji. Kandydat na anachoretę dobrowolnie wyrzekał się przywiązania do wszystkiego, co „światowe”. Ojcowie Pustyni dobrowolnie rezygnowali z życia w świecie, wycofywali się z agory, na której właśnie zatriumfowało chrześcijaństwo, stając się religią państwową. Jaki był powód ich ucieczki? Pragnęli odnaleźć źródła własnej wiary, chcieli na powrót stanąć oko w oko z tajemnicą. Czy można wycofać się ze świata, pozostając w jego centrum? Czy współcześnie da się realizować ideał życia pustelniczego, opartego na ascezie i wyrzeczeniu?
Obawa, że nie wystarcza formuła Ryszarda Przybylskiego: „Uciekam […], jak zwykli czynić ludzie zgnębieni wulgarnością współczesnego życia społecznego, do oazy pięknych tekstów pozostawionych przez niezwykłych anachoretów, którym kiedyś ich świat wydał się równie trywialny i równie mało atrakcyjny”.
Ucieczka do biblioteki – porażka czy zwycięstwo? 

CAŁOŚĆ TUTAJ (początek: s. 47).

sobota, 11 marca 2017

Seminarium naukowe "Religia a nowoczesność" w Ośrodku Badań nad Literaturą Religijną KUL


Prof. Tomaszowi Garbolowi i wszystkim Przyjaciołom z Ośrodka Badań nad Literaturą Religijną serdecznie dziękuję za zaproszenie i inspirujące rozmowy.