środa, 1 listopada 2017

Praga: Dušičkové čtení


Wspólne czytanie wierszy z poetą Milošem Doležalem.
Praga, Kavarna Fra, 31.10.2017, g. 19:30

Więcej informacji TUTAJ.


Relacja fotograficzna i zapis dźwiękowy spotkania TUTAJ.



czwartek, 26 października 2017

Rozmowa o Piłsudskim i literaturze


Uczestnicy debaty: prof. Krzysztof Piątkowski, dr Mateusz Werner, dr Przemysław Dakowicz

Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi, g. 19:00

Więcej informacji TUTAJ.



czwartek, 19 października 2017

"Afazja polska 2" w plebiscycie Książka Historyczna Roku


Do 31 października każdy internauta może głosować raz dziennie na wybrane tytuły w dwóch kategoriach:

1. najlepsza książka naukowa dotycząca dziejów Polski i Polaków w XX wieku;
2. najlepsza książka popularnonaukowa dotycząca historii Polski w XX wieku.

Zakończenie głosowania: 31 października 2017 r.


Głos można oddać TUTAJ.












"Konstelacja Topoi" - nowy tom zbiorowy



Ukazała się druga z antologii firmowanych przez środowisko 'Topoi'. 

Książka zbierająca najważniejsze teksty krytyczne publikowane w ostatnich latach na łamach dwumiesięcznika literackiego "Topos" nosi tytuł Konstelacja Topoi. Wśród autorów poeci Topoi (K. Kuczkowski, W. Kass, W. Gawłowski, dr hab. W. Kudyba, dr hab. A. Gleń, J. Jakubowski, dr A. Nowaczewski, dr P. Dakowicz) oraz prof. Zbigniew Chojnowski, dr Stanisław Dłuski, prof. Krzysztof Dybciak, dr hab. Mirosław Dzień, Grzegorz Kociuba i Sławomir Matusz.

Niżej  okładka tomu oraz spis rzeczy.






niedziela, 8 października 2017

Spotkanie autorskie w Opolu




Więcej informacji TUTAJ.

Dialog anonsujący spotkanie autorskie w Opolu



Rozmowę przeprowadził dr Bartosz Suwiński.


Pisze Pan o zapomnianych bądź przemilczanych kartach z naszej historii. Jakie wydarzenia wciąż dopominają się o nasz głos?

Odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana. Większość spraw mających wpływ na porządek historii w minionym stuleciu jest dziś lepiej lub gorzej opisana. Dostrzegam problem na poziomie świadomości przeciętnego odbiorcy kultury, który ma kłopot z odniesieniem przeszłości, wydarzeń – powiedzmy – sprzed 70-80 lat, do porządku teraźniejszego. Nie dostrzega związku między jednym a drugim, więcej – ten związek raczej go nie interesuje. Tymczasem wiele spraw, które zajmują nas dziś, ma swój początek w latach 1939-1949. To wtedy zgładzono większą część polskiej inteligencji i położono fundament pod „nową Polskę”, tę, o której Jakub Berman mówi w książce Teresy Torańskiej Oni. Berman, jeden z dwóch-trzech najwierniejszych wykonawców woli Stalina w państwie zbudowanym na ruinach II Rzeczypospolitej, przyznał to wprost: Sowietom i krajowym komunistom chodziło „o zmianę koncepcji kraju, o zbudowanie całkiem nowej Polski w kształcie i strukturze, zupełnie niepodobnej do tej, jaka była kiedykolwiek w historii”.

Czy Pana zdaniem przeszłość zupełnie determinuje naszą teraźniejszość? Innymi słowy, jakie Pana pisaniu przyświecają motywacje?

Przeszłość – to oczywiste – wpływa na kształt teraźniejszości. Jest determinantą ogromnie istotną, ale nie jedyną. Obie części Afazji polskiej, tomiki Teoria wiersza polskiego i Łączka napisałem z głęboką świadomością, że literatura nie może pozostać obojętna wobec nieopłakanego cierpienia i nieopłakanych śmierci. Ta najprostsza motywacja jest więc następująca: oddać sprawiedliwość zamordowanym i skrzywdzonym. Kultura polska nie przepracowała należycie przeszłej traumy. Nie przepracowała, bo przez kilkadziesiąt lat trwania komunizmu nie była wolna. Teraz owo zaniedbanie trzeba nadrobić, lecz jest to zadanie ogromnie trudne.

Jest Pan zwolennikiem jasno zarysowanego kanonu czy raczej stoi Pan po stronie rozproszonych głosów, które mają niuansować jedną, określoną wizję?

Nie wiem, czy dobrze rozumiem Pańskie pytanie. Jestem zwolennikiem absolutnej wolności twórczej. Akt pisarski to akt najwyższej wolności. Kultura mieści w sobie najbardziej skrajne stanowiska, całkowicie odmienne wizje świata i człowieka – ale nie jest do pomyślenia bez porządku i hierarchii. A zatem pełna wolność, dzięki której twórca ma szansę wypracować sobie jedyne i niepowtarzalne miejsce w ciągu tych, którzy go poprzedzają i tych, którzy przyjdą po nim. Kanon w kulturze jest koniecznością, tyle tylko, że jego kształt ustala się w wyniku kompromisu między ruchem i stałością. Słowem – zbiór ksiąg uznanych za „święte”, kanoniczne jest zbiorem ruchomym. W jego obrębie mogą – i muszą– zachodzić zmiany.
I na koniec, ogólnie: czy przed literaturą stoją dzisiaj jakieś konkretne zadania czy jest raczej ilustracją wewnętrznych, nieuświadamianych poszukiwań?
Literatura ma tylko jedno zadanie: sprostać światu, opisać go, dotknąć, podjąć próbę zrozumienia. Mniejsza o to, czy czyni to w sposób uświadomiony czy nieuświadomiony.

Co z ostatnio przeczytanych książek poleciłby Pan czytelnikom?

W ostatnich tygodniach jest to w zasadzie jedno nazwisko: Bohumil Hrabal. Do autora Auteczka wróciłem po latach i jego prozę chłonę z niezmiennym zachwytem. Od niezwykłej powieści Obsługiwałem angielskiego króla, czytanej po raz trzeci lub czwarty, przez opowiadania ze zbiorów Pabitele (pierwsze polskie wydanie w oryginalnym kształcie właśnie się ukazało) i Święto przebiśniegu, po trylogię autobiograficzną Wesela w domu, Vita nuova, Przerwy. Zwolennikom twórczości tego pisarza rekomenduję biografię Hrabal. Słodka apokalipsa Aleksandra Kaczorowskiego. Jest to rozszerzona, lepsza wersja książki Gra w życie. Opowieść o Bohumilu Hrabalu sprzed kilku lat. Na uwagę zasługuje także znakomita książka José Ignacio Tellechea Idígorasa Ignacy Loyola. Sam i na piechotę, traktująca o bliskim mi autorze Ćwiczeń duchownych. W ostatnim czasie ukazał się w Krakowie tom wierszy zebranych Jana Polkowskiego Gdy Bóg się waha, przygotowany przez niespracowanego Józefa M. Ruszara. I na koniec – nowa książka poetycka Krzysztofa Kuczkowskiego, Ruchome świętamądra i piękna. Wszystkie te tomy leżały ostatnio w pobliżu mojej lampki nocnej i były czytane.


piątek, 1 września 2017

Radiowa "Trójka": o śp. Tomaszu Burku, śp. Feliksie Netzu, śp. Kazimierzu Hoffmanie i poetach grupy 'Topoi'



Audycji Mateusza Matyszkowicza z cyklu Trójkowy chuligan literacki, w której udział wzięli Krzysztof Kuczkowski (red. nacz. "Toposu"), prof. Krzysztof Dybciak (UKSW) i dr Przemysław Dakowicz (UŁ), można wysłuchać TUTAJ.



sobota, 29 lipca 2017

Radio Olsztyn: rozmowa o powązkowskiej kwaterze Ł, historii i literaturze


Rozmowy, którą w ramach radiowego cyklu Wieczór z Kulturą przeprowadziła red. Ewa Zdrojkowska, można wysłuchać TUTAJ.



Należy wybrać materiał dźwiękowy umieszczony pod datą 10.07.2017 (jak na grafice poniżej).



piątek, 28 lipca 2017

Wspomnienie o śp. Tomaszu Burku


Tekst opublikowany w najnowszym numerze dwumiesięcznika literackiego "Topos" (2017, nr 3).



DROGA RODZINY BURKÓW

Pożegnaliśmy się. Wróciłem do samochodu. Pan Tomasz przez chwilę stał na chodniku, a potem ruszył wdłuż linii drzew. Zerkałem w lusterka, oglądałem się – chcąc zapamiętać tę chwilę. Szarobłękitna marynarka i jasne sportowe buty Tomasza Burka świeciły w cieniu rzucanym przez brzozy i topole. Szedł wolno, nieznacznie pochylony w lewo.
Kilkadziesiąt minut wcześniej zjedliśmy obiad w podkowiańskiej restauracji „Weranda”. Gdzieś między Podkową Leśną a Brwinowem, przed skrzyżowaniem ulicy Brwinowskiej z szosą nr 719, poprosił o zatrzymanie samochodu. Chciałem Go podwieźć pod sam dom, na Leśną 8, gdzie tego dnia długo rozmawialiśmy1 – ale był zdecydowany. Spacer dobrze mi zrobi, powiedział. Nie śmiałem oponować.
Czy obawiałem się, że to jedno ze spotkań ostatnich? Tak. Od kilku lat każde zetknięcie z Panem Tomaszem, jakby coraz mniej cielesnym, przymuszało do ponawiania nieznośnego pytania: „Jak długo jeszcze?”.
A przecie widzieliśmy się i rozmawiali jeszcze kilka miesięcy później, 12 listopada 2016 roku, w warszawskim Klubie Księgarza, gdzie mieliśmy zaszczyt wręczyć Autorowi Niewybaczalnych sentymentów honorową nagrodę konfraterni 'Topoi'. Godząc się przyjąć symboliczny laur, to On nadawał mu wartość, to On wyróżniał wyróżniających. Po wieczorze wypełnionym opowieściami Pana Tomasza oraz wspomnieniami-laudacjami wygłoszonymi przez Jego licznych przyjaciół, dostojny Laureat kierował się do mieszkania siostry. Zatrzymaliśmy się pod pomnikiem Kilińskiego, u zbiegu Piekarskiej i Podwala. Wieczór był ciepły, szabla dzielnego szewca wskazywała księżyc, a my zaintonowaliśmy gromkie Sto lat. Pan Tomasz słuchał zawstydzony, ale i – tak mniemam – szczęśliwy. Stojąc tam z nami, przemieniał tę krótką chwilę u stóp Kilińskiego w chwilę historyczną, przenosił nas wszystkich – Krzysztofa Kuczkowskiego, Wojciecha Gawłowskiego, Wojciecha Kassa, Artura Nowaczewskiego, Adriana Glenia oraz niżej podpisanego – w samo centrum polskiej literatury i kultury powojennej.
Zbyt rzadko bywał doceniany, szczególnie po roku 1989. Wybrał intelektualną wolność, pozostał wierny sobie i wartościom, za którymi już w latach pięćdziesiątych, jako młodzieniec kilkunastoletni, się opowiedział – wierny przede wszystkim Prawdzie, tej, co nic nie chce wiedzieć o „mądrościach etapów”, „strategiach czytania” i modnych „metodologiach”, tej, co niczego z nikim nie uzgadnia, nie idzie na kompromisy, nie domaga się poklasku, która co wieczór przepowiada sobie suchy poemat moralisty: tak – tak, nie – nie.
Za swoją wierność płacił bez wyrzekania na los i ludzi. Płacił tym, czym zwykle płaci się za wierność – przesunięciem z samego centrum parnasu na margines oficjalnego życia intelektualnego i kulturalnego. Bogu dzięki – do kogóż mielibyśmy wtedy pójść? – nie potrafił inaczej. Wspinając się stromą ścieżką, tą samą, którą szli jego rodzice, na Ich życiowy trud wskazywał, pochwałę Ich niezłomności głosił.
Wiem, to słowa wielkie, skażone patosem, irytujące – Wierność, Niezłomność, Prawda. Pan Tomasz wolałby ich uniknąć. Powiedziałby, że nie miał wyboru, że tak to się ułożyło. Ale ja zbyt pilnie czytałem, wciąż mało liczne, książki traktujące o życiu literackim w czasach komunizmu, między innymi jego gorzki tom Żadnych marzeń, zbyt uparcie studiowałem gazety czytelnikowskie i partyjne sprzed dekad, by nie zdawać sobie sprawy, ile kosztowało owo pierwsze, fundamentalne, całym życiem ponawiane i utwierdzane NIE. Kiedy późną jesienią 1944 roku w sandomierskim mieszkaniu Wincentego Burka, autora głośnej przed wojną Drogi przez wieś, i jego żony, Zofii z Młodożeńców Burkowej, zjawił się Jerzy Putrament, posłaniec nowych, ze Wschodu idących, samozwańczych władców Polski – na jego zachęty i kuszenia odpowiedziano jednoznaczną odmową. Tamto rodzicielskie NIE Tomasz Burek niósł i pielęgnował z równą konsekwencją w swojej młodości, w latach dojrzałych i w zadziwiająco pracowitej jesieni życia; a kiedy było trzeba, stawiał je przed oczy swoim biegłym w kazuistyce interlokutorom. Non possum – powtarzał, by zaraz odejść do własnych niepoliczonych prac.
Gdy na zakończenie wczorajszych uroczystości żałobnych w kościele św. Krzysztofa w Podkowie Leśnej (dokładnie trzydzieści siedem lat wcześniej Tomasz Burek przyłączył się do trwającej w tej świątyni głodówki solidarnościowej) śpiewaliśmy pieśń rozpoczynającą się od słów „Przybądźcie z nieba na głos naszych modlitw / mieszkańcy chwały, wszyscy święci Boży”, różne obrazy, między innymi ten z 10 maja 2017 i ten z 6 lipca 2016 roku, nałożyły się na siebie. Ujrzałem Pana Tomasza na chodniku obok ulicy Brwinowskiej, zarazem zaś na kocich łbach Sandomierza i na kamiennych płytach przed warszawskim Pałacem Staszica, zmierzającego ku trasie 719 lub w stronę Domu Literatury na Krakowskim Przedmieściu; słowem – na drodze życia, które wybrał.
U końca tej drogi jest miejsce, które pożegnalna pieśń nazywa „królestwem światła”. W miejscu tym nigdy nie było i nie będzie ukąszeń heglowskich, aresztowań ludowców w przededniu sfałszowanych wyborów, ubeckich pogwarek ze struchlałymi żonami więźniów, przesłuchiwania studentów na komisariatach MO, relegowania pracowników z instytutów naukowych ani podziałów politycznych, które niegdysiejszych przyjaciół przemieniają w zapiekłych przeciwników.
Drogi Panie Doktorze, kochany Panie Tomaszu, wiara w to, że i dla Pana przygotowano tam mieszkanie, nieco łagodzi żal wywołany Pańskim niepojętym, nagłym odejściem.

                                                                          Łódź, 11 maja 2017 r.


1 Zapis tej rozmowy, opatrzonej tytułem Płaszcz Putramenta i koniec świata, ukazał się w druku – zob. „Topos” 2016, nr 5, s. 21–49.

niedziela, 2 lipca 2017

Tekst dla Muzeum Narodowego w Krakowie



Przed tygodniem otwarta została w Muzeum Narodowym w Krakowie jedna z największych ekspozycji ostatnich lat – wystawa zatytułowana #Dziedzictwo. Autorami eseistycznych wypowiedzi zamieszczonych w katalogu wystawy są m.in. prof. Maria Korytowska, prof. Krzysztof Koehler, prof. Krzysztof Dybciak, prof. Andrzej Nowak, prof. Paweł Śpiewak, prof. Joanna Wnuk-Nazarowa, prof. Andrzej Waśko i dr Przemysław Dakowicz.




Poniżej tekst prezentowany w tomie zredagowanym przez dr. hab. Andrzeja Szczerskiego, wicedyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie.







Meblościanka Kowalskich a sprawa polska. 
Notatki do nienapisanego eseju


Spółczesna historia każdego wieku świadczy, jako się naród w obecnym jestestwie swoim rozumiał, jak uważał i pojmował to jestestwo? Wszystkie zaś dzieje od najdawniejszych czasów do dnia dzisiejszego są, a raczej powinny być, zebraniem w treść jedną szykownie, umiejętnie, porządnie rozwinioną tych cząstkowych świadectw, tych ułamkowych, przemijających uznawań. Stąd jak z wątku potrzeba wyciągnąć nić historycznej powieści, zawierającej sumę wszystkich minionych momentów życia. Zachodzi więc pytanie: czy mamy w literaturze polskiej takie dzieło ojczystej poświęcone pamięci? Taką powieść od najdawniejszych czasów do dni naszych? Powieść jednej treści, tchnącą jednym duchem […]? Albo, co na jedno wychodzi: czy pojęliśmy wszystkie minione narodowego jestestwa chwile? I czy się teraz w tym minionym jestestwie uznajemy? Jakaż jest pamięć nasza?”

Maurycy Mochnacki, O literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym


Polska historia ostatnich trzech stuleci to opowieść o zerwanej ciągłości, o upartym poszukiwaniu zasady organizującej, o trudzie odzyskiwania samych siebie. Pytanie o istotę doświadczenia, przez które przeszliśmy jako zbiorowość, wiąże się z namysłem nad zespołem znaczeń i wartości, które większość z nas podziela, które chcielibyśmy uczynić podstawą teraźniejszości. Owe znaczenia i wartości odnajdujemy w tym, co minione – w wydarzeniach, postawach, gestach utrwalonych przez ponadjednostkową, wspólną pamięć.
Mechanizm działania pamięci regulują dwie przeciwstawne aktywności/postawy: ocalanie (zatrzymywanie i przechowywanie w pamieci zbiorowej) oraz gubienie (pozostawianie za sobą, tracenie z pola widzenia). Niektóre spośród składników przeszłości zostają wyniesione ponad czas, by trafić do wspólnotowego imaginarium, inne giną w strefie bezkształtu i ciszy, roztapiają się w półmroku. To, co zapamiętane, staje się znakiem – zyskuje wyrazistą i trwałą strukturę, dzięki czemu może się odróżniać i wyróżniać. To, co pominięte, traci znaczenie.
Jeśli procesy zapamiętywania i zapominania przebiegają w warunkach normalnych, należy je uznać za niezbędny etap konstruowania tożsamości – przecież żadna jednostka i żadna zbiorowość nie są zdolne zapamiętać wszystkiego. Hierarchia zdarzeń, gestów i postaci, które – zyskując rangę znaku – przechodzą do imaginarium wspólnoty, powstaje na drodze selekcji i eliminacji. Tam, gdzie wszystko byłoby równie ważne, nic nie miałoby znaczenia.
W polskiej historii ostatnich trzech wieków, przede wszystkim zaś w ciągu kilku dziesięcioleci rządów komunistycznych, nie wszystko przebiegało jednak w zgodzie z naturalnym biegiem spraw – część znaków przeszłości celowo zatarto, by na ich miejsce wstawić treści zgodne z ideologią, która (za sprawą przemocy symbolicznej) zyskała pozycję dominującą.




*



O nieporządku w warstwie symboli pomyślałem, kiedy wśród „obiektów wiodących” wystawy Muzeum Narodowego w Krakowie zatytułowanej #dziedzictwo ujrzałem tzw. meblościankę Kowalskich. Z błędnym przeświadczeniem, że eksponat ów należy traktować jako wstydliwy emblemat komunistycznej przeszłości, zapewne nieprędko bym się rozstał, gdyby nie lektura książki Jacka Kowalskiego. Syn Bogusławy i Czesława, poznańskich architektów wnętrz i projektantów mebli, przedstawił w niej dzieje swojej rodziny. Opowieść ta zmusza czytelnika do zmiany perspektywy – odtąd będzie on oglądał minione wypadki (również dzieje literatury, nauki, sztuk plastycznych) przez pryzmat indywidualnych ludzkich doświadczeń, a obiegowe wyobrażenia i sądy chętnie zastąpi krytycznym namysłem nad zadziwiającym losem jednostek wprzęgniętych w koło historii.

czwartek, 22 czerwca 2017

Pożegnanie Profesora Jacka Brzozowskiego





Profesor Jacek Brzozowski, kierownik Katedry Literatury i Tradycji Romantyzmu UŁ, jeden z najwybitniejszych badaczy polskiego romantyzmu, Nauczyciel i Mistrz wielu z nas, odszedł w wieku sześćdziesięciu sześciu lat, w pełni sił twórczych, w momencie, gdy dzieło Jego życia poczynało objawiać swój pełny, dojrzały, ostateczny kształt.
Od kilkunastu lat pracował, wespół ze swoim przyjacielem z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, prof. Zbigniewem Przychodniakiem, nad życiowym opus magnum – monumentalnym, wielotomowym wydaniem dzieł Juliusza Słowackiego (dziś znaleźć je można na półkach każdej biblioteki polonistycznej i humanistycznej). Przed dwunastoma laty ukazał się liczący 925 stron wolumin zawierający nowe krytyczne wydanie wszystkich wierszy autora Pieśni na Nilu. W roku 2009 wyszły dwa tomy poematów i fragmentów (łącznie 1595 stron), pięć lat później na nowo opracowana całość poematu dygresyjnego Beniowski (632 strony). 5 czerwca, podczas katedralnego seminarium, Profesor mówić miał o problemach edytorskich związanych z opracowywanym tekstem Króla-Ducha – spotkanie to, niestety, nie mogło już się odbyć.
Skrupulatnie liczę stronice kolejnych tomów, albowiem wiele z nich (zwykle znacznie więcej niż trzecią część całości) wypełniają objaśnienia i komentarze. Komentowanie, objaśnianie, opatrywanie przypisami to najmniej wdzięczna, najbardziej żmudna strona pracy filologa, historyka literatury, interpretatora. Lecz także – najniezbędniejsza. Niewielu decyduje się ją wykonywać – trzeba bowiem uniżyć się wobec dzieła, stać się jego sługą. Profesor Jacek Brzozowski chciał i potrafił to uczynić.
W krótkim wstępie do drugiego tomu Odczytywania romantyków (Poznań 2011), zbioru błyskotliwych analiz i interpretacji, charakteryzował własną pracę literaturoznawczą nie wprost, lecz poprzez przywołanie „metaforycznego” fragmentu Prozodii polskiej Józefa Franciszka Królikowskiego:

Nie byłoby rzeczą niegodną badacza udać się umyślnie do kuźni kowalskiej natenczas, kiedy około większej sztuki żelaza pracują. Majster albo starszy czeladnik, który na kowadle obraca żelazo, trzyma zwykle mały młotek. Nie zawsze nim bije w obrabiające się żelazo, ale za to uderza w kowadło. Może się z tego nie zawsze wytłumaczyć, wie to jednak dokładnie, że gdyby tego uderzenia w kowadło zaniechał, drudzy pracownicy młotami bałamucić zaczną; wie i to dokładnie, że przy tak porządnym biciu praca ich staje się mniej uciążliwą.

Cytując dziewiętnastowiecznego poetę i teoretyka literatury, Profesor określał własne zadanie jako „zajmowanie się drobiazgami”. „Inaczej pisać nie umiem – dodawał – zajmować się nie-drobiazgami również ani nie umiem, ani nie chcę”. Jego „szkice”, „notatki”, „glosy”, „próby lektury”, „uwagi” i dopiski „na marginesie” są wszakże czymś znacznie więcej – wydobywaniem na światło dzienne głębokich sensów dzieł rzekomo definitywnie rozpoznanych i opisanych, porządkowaniem, utwierdzaniem i pochwalaniem literatury, jej najwyższą apologią.
Nierzadko mówienie o literaturze przemienia się tu w literaturę par excellence – tak wiele w książkach Profesora zdań krystalicznie czystych, jaśniejących niespodziewanym wewnętrznym blaskiem, zamykających w meandrującej składni niepojęte bogactwo poetyckich fenomenów, nazywających z dziwną precyzją to, co dotąd nie mogło znaleźć nazwy. Na dowód – jedno zdanie ze studium o Sonetach krymskich:

Już więc tu, na Krymie, o świtaniu, za dnia, w widoku miejsca najrozkoszniejszego, w sonetowej o tym opowieści – odkrył Mickiewiczowski pielgrzym, odkrył twórca tego pielgrzyma uniwersalne prawa rządzące skomplikowanym światem i życiem, egzystencją, losem, i dał temu wyraz od razu w pierwszym, entuzjastycznym i epifanicznym słowie Ałuszty w dzień.

oraz ciąg zdań krótkich i bardzo krótkich układających się w lapidarną – jakże przejmującą w owej niechybiającej lapidarności – interpretację jednego z wierszy lozańskich:

Tutaj mój trup, ja trup. Z drugiej zaś strony – dusza, fundament mojego istnienia, błąkająca się w czasie i w przestrzeni, które minęły bezpowrotnie. Słowem, nie ma mnie tu, gdzie jestem. Jestem zaś tam – ileż jednak pozoru i ułudy w tym jestem! – gdzie mnie nie ma. Bezdomność, o jakiej mówi ten wiersz, jest absolutna.

Takim właśnie językiem – językiem nauki i literatury zarazem – napisane zostały wszystkie fundamentalne, niemożliwe do pominięcia studia analityczno-interpretacyjne Profesora Jacka Brzozowskiego (o Romantyczności, Ałuszcie w dzień i późnych lirykach Mickiewicza, o wierszach Słowackiego i Norwida, o twórczości Miłosza, Herberta, Białoszewskiego, Iwaszkiewicza, Różewicza i Szymborskiej), wszystkie Jego książki – Muzy w poezji polskiej. Dzieje toposu do przełomu romantycznego (1986), Odczytywanie znaczeń. Studia o poezji Mickiewicza (1997), Odczytywanie romantyków. Szkice i notatki o Mickiewiczu, Malczewskim i Słowackim (2002), Późne wiersze poetów polskich XX wieku. Dwanaście szkiców i komentarzy (2007), Odczytywanie romantyków (2). Dwadzieścia dwa szkice i notatki o Mickiewiczu, Słowackim i Norwidzie (2011), 11 szkiców o czytaniu wierszy (2013), Parerga edytorskie. (Z prac nad tekstami Juliusza Słowackiego) (2013).
To, co najistotniejsze, utrwaliło się jednak nie na papierze, lecz w pamięci ludzi, którzy mieli przywilej obcowania z Profesorem. Był przewodnikiem wyrozumiałym i cierpliwym, lecz także wymagającym i stawiającym przed adeptami sztuki filologicznej wysokie cele. Jego ironia nie gryzła – pomagała utrzymać pion. Zarażał entuzjazmem do słowa przechowanego w piśmie, konsekwentnie wskazując na cienką linię graniczną między literaturą a życiem. W książkach poszukiwał śladu żywego człowieka – trudził się, by zrozumieć tych, których zrozumieć nie mógł (casus Słowackiego). Posiadł dar empatycznego, uważnego słuchania. Dzielił się tym, co miał, nie oczekując odpłaty.
Był człowiekiem mądrym, dobrym i dzielnym.
Niech spoczywa w pokoju.

piątek, 28 kwietnia 2017