czwartek, 22 października 2020

Czesi z Wysoczyny w "Toposie"



 

CZESI – KONTYNUACJA (wybór i przekłady: Przemysław Dakowicz)

KLIMENT ŠTĔPÁNEK, Ze wspomnień o Jaroslavie Hašku

MILOŠ DOLEŽAL, Dąb w Kochánovie

TOMÁŠ MAZAL, Po śladach Gustava Mahlera

JOSEF KROUTVOR, Kaliště

BOHUMIL HRABAL o Polnej

JAKUB DEML, Sen z 30 VIII 1960

Cięłam drewno i otworzyła się furtka”… Rozmowa MILOŠA DOLEŽALA z
MARIĄ ZAHRADNÍČKOVĄ, żoną poety Jana Zahradníčka

MILOŠ DOLEŽAL, Rzeczy niepojęte, cudaki, dziwacy

PRZEMYSŁAW DAKOWICZ, Na Wysoczynie [część pierwsza]





niedziela, 11 października 2020

Jan Skácel o sobie

 


Jan S
kácel

O sobie samym1

Do szkoły podstawowej chodziłem w Poštornej na południu Moraw. Jest to region, na którym rozżarzone słońce spoczywa niczym lwia łapa. Całe lato chodziliśmy boso. W wakacje leżeliśmy na brzegu Dyi, rzeki z wysokimi glinianymi brzegami. W pobliżu są lednickie stawy. Jesienią nad naszymi głowami przeciągały stada dzikich gęsi. W pogodny czas widać było Pálavę.

Gimnazjum w Břeclaviu. Codzienne wędrowanie do szkoły przez sześć drewnianych mostów. Wzdłuż drogi łąki obsypane kwiatami zimowita. Koniec Pierwszej Republiki i niemiecka okupacja. Przenieśliśmy się do Brna. Matura w gimnazjum w Královym Polu2. Po wojnie studia na wydziale filologicznym. Czeski, rosyjski, historia sztuki.

Po maturze zastanawiałem się, co z sobą począć. Szkoły wyższe były zamknięte. Pracowałem jako murarz, robotnik drogowy, bileter w kinie „Moderna” (późniejszej „Jałcie”). Pamiętam, jak urlopowani niemieccy żołnierze spuszczali głowy, gdy przed głównym filmem wyświetlana była kronika wojenna. Niemcy bez mundurów klaskali. Pod koniec wojny już nie. W roku 1942 przymusowe roboty w Niemczech. Sankt Valentin, Linz, Wiener Neustadt, Ebensee w Alpach Tyrolskich, na brzegu jeziora Traunsee. Poznałem mentalność europejskich narodu, wszyscy byliśmy tam z krajów zajętych przez Niemców, a okupowana była cała Europa. Widziałem z bliska obozy koncentracyjne oraz jeńców. W Wiener Neustadt przeżyłem liczne bombardowania. Musiałem wykonywać najrozmaitsze prace: robotnika w fabryce czołgów, betoniarza na autostradzie, cieśli budowlanego, człowieka od tuneli pod Alpami, zatrudnionego przy budowie podziemnych fabryk syntetycznej benzyny. Przez cały miesiąc grzebałem w masowych grobach ofiary bombardowań. Po wojnie wróciłem do domu na słowackiej łodzi pływającej po Dunaju. Ciekawe i nieintelektualne środowisko. W barakach stykałem się z robotnikami, rolnikami, południowoczeskimi wytwórcami guzików, górnikami, karciarzami, złodziejami i studentami teologii. Najcięższa ze wszystkiego nie była praca, ale pozorowanie pracy, dlatego że dzień roboczy był długi, trwał od dwunastu do szesnastu godzin, biegło to wszystko bardzo wolno. Musieliśmy udawać, że pracujemy, a jest to bardzo trudne i poniżające.

Wielekroć zmieniałem profesję, o czym już wspominałem. Byłem jeszcze górnikiem w kopalniach węgla, dziennikarzem, mechanikiem w ZKL Líšeň3, redaktorem radiowym, naczelnym miesięcznika literackiego, a także – nikim.

Miałem piękne dzieciństwo, przynajmniej dziś tak je oceniam. Mojemu dzieciństwu towarzyszyły rzeki. Przez Znorovy, gdzie się urodziłem, płynęła Morava. W pamięci zostało mi z tamtych czasów wiele zapachów: siana, gorącego kurzu polnych dróg, tataraku, ryb, bukszpanu, wiejskich cmentarzy a nawet zachodu słońca na równinie. Wspomnienie tego, że z perspektywy dziecka dzień jest nieskończony. I tego, jak nam biło serce na końcu stłuczonego palucha u nogi. I czasu dzielonego głosem dzwonu po trzykroć, w piątek – po czterykroć. I dzwony oznajmiające śmierć, gdy w wiosce ktoś umarł, my zaś nie wiedzieliśmy, co to jest umrzeć.

Dlaczego w mojej poezji pojawia się tak wiele motywów z dzieciństwa? Może dlatego, że dzieciństwo jest okresem intensywnej obserwacji, jest to spojrzenie z dołu. Lubię dzieci, ponieważ nie są „pod klucz”, może co najwyżej – „pod kluczyk”4. I dlatego, że są niewinne. Zresztą, kto by dzieci nie lubił?

Jako chłopiec czasem pisałem po ścianach. Przyzwoicie wykonywałem zadane ćwiczenia stylistyczne, ale wierszy nie układałem, bo poezję kaleczyli niemal wszyscy uczniowie szkoły średniej. Przeważnie zakochani. Parę wierszyków wysłałem z Niemiec jako listy do rodziców, nie wiedziałem bowiem o czym miałbym pisać w sytuacji, gdy korespondencja przechodzi przez wojskową cenzurę. (Raz próbowałem uciec do Jugosławii i za karę pracowałem później przy tajnej, nadzorowanej przez armię budowie).

Nie sądzę, bym do poezji wstąpił jako poeta dojrzały (kiedy właściwie poeta jest dojrzały?), byłem już jednak przynajmniej człowiekiem dorosłym. Co robiłem wcześniej ze swoim pisaniem? Nic. Przede wszystkim dużo czytałem, obserwowałem świat wokół siebie, żyłem. Pisać zacząłem, gdy odczułem potrzebę uporządkowania własnej świadomości i na tej podstawie dowiedzenia się czegoś o samym sobie, o człowieczeństwie i jego istocie. Wybrałem poezję, bo odpowiadała mi zwarta forma i zwięzłość. Myślę sobie, że poetę odgadł we mnie Oldřich Mikulášek, wcześniej niż sam go w sobie odgadłem czy rozpoznałem. Sądzę również, że czekałem, aż zrobi się nieco swobodniej, aż minie stalinizm.


----------------------------------

1Podstawę przekładu stanowi czterostronicowy maszynopis ze Skacelowskiej spuścizny, przechowywanej w dziale historii literatury Regionalnego Muzeum Morawskiego w Brnie. Tytuł nadany przeze mnie [P.D.]

2Jedna z dzielnic Brna.

3Fabryka łożysk w Brnie.

4Jak się zdaje, mamy tu do czynienia z trudno przekładalną grą słów. W czeskim oryginale: „na klíč”, tzn. „pod klucz” (o kompleksowo wyposażonym mieszkaniu). Być może w ten sposób poeta chciał podkreślić dziecięcą naturalność i szczerość.


piątek, 9 października 2020

Jan Skácel: wiersze




Dokąd odchodzą mamy


Wiem ja, dokąd odchodzą mamy.

W lipcu zaczną się nam zapodziewać,
najpierw tylko z rzadka i tylko za dnia,
aby nie zmierzchły.

Potem długo, długo nie ma ich w domu,
były daleko.
Powiadają, że żył u nich niegdyś
ślepy kowal.
I że raz jeden każdy rzucił kamieniem.

Troszkę chromają jak zranione ptaki.

Pewnego dnia musimy szukać mamy
nocą wśród traw. Nad ranem stajemy
przed zarośniętą furtką.
Pokryte rosą pnie się
w splotach powojnika cudze dzieciństwo.

Spotykamy dziewczynkę i skądś ją znamy.

Zapytać chciałbym, lecz mi nie wolno.


                 [z tomu Hodina mezi psem a vlkem]




Przewoźne dla Charona

Ostatni miedziak słyszę pod językiem,
Na próżno pytam, gdzieżem złoto dał.
Dalej jest noc i pochylone głogi
za oknem puściły się w cwał.

Jeszczem tu niżej w uczuć oszronieniu.
Leżymy obok siebie ty i ja.
Smakuję w mroku gorzką prawdę miedzi,
słuchając na wznak, jak ubywa nas.


               [z tomu Smuténka]



Zmarli

Nasi zmarli są zawsze z nami
i wcale nie jesteśmy sami

Przychodzą pod postacią cieni
we włosach popiół grudki ziemi

Twarze się jakby rozpłynęły
lecz ciągle się rozpoznajemy

Bo zeszłorocznych chabrów woni
czas im do reszty nie starł z dłoni

Cicho witają mnie jak swego
garbuska świata doczesnego


                 [z tomu Dávné proso]



Więcej wierszy Jana Skácela w przekładzie P. Dakowicza znaleźć można w bieżącym numerze dwumiesięcznika literackiego „Topos”(2020, nr 3).


czwartek, 13 sierpnia 2020

Jan Skácel w "Toposie"

 



W numerze 3. z roku 2020 między innymi:


CZESI – KONTYNUACJA (wybór i przekłady: Przemysław Dakowicz)


PRZEMYSŁAW DAKOWICZ, Czesi (III)

O Janie Skácelu. BOHUMIL HRABAL. MILAN KUNDERA. SYLVIE RICHTEROVÁ

PETR SKÁCEL, Z historii rodzinnych

JAN SKÁCEL, O sobie samym

JAN SKÁCEL, Dokąd odchodzą mamy; Kopciuszek; Przewoźne dla Charona; Zmarli;

Cmentarz żydowski w Mikulovie; Modlitwa za wodę

JAN SKÁCEL, Z listów do Jiřího Frieda

Byłam pierwszą czytelniczką Janka…”. Krótka rozmowa z BOŽENĄ SKÁCELOVĄ


sobota, 8 sierpnia 2020

Film dokumentalny "Rymkiewicz. Historia i metafizyka"

 

Rymkiewicz. Historia i metafizyka 

film dokumentalny, 2019


scenariusz i reżyseria: Przemysław Dakowicz, Beata Netz



Przed rokiem Beata Netz, dokumentalistka, wdowa po znakomitym poecie, prozaiku i tłumaczu (Sándor Márai!) Feliksie Netzu, zwróciła się do mnie z propozycją wspólnej pracy nad filmem dokumentalnym o Jarosławie Marku Rymkiewiczu i jego twórczości. Nie miałem pojęcia, kto będzie producentem filmu i kto go wyświetli - przyjąłem propozycję. Zrobiliśmy film 90-minutowy. Telewizja zażądała skrócenia materiału o 35 minut. Szczególnej deformacji uległy początek i koniec filmu. Rezultat tych trudnych kompromisów został wyemitowany w dzień 85. urodzin Autora Umschlagplatzu w TVP Kultura.


Radiowa Dwójka: rozmowa o twórczości Jarosława Marka Rymkiewicza

 

Rozmowy z udziałem prof. Andrzeja Waśki i dr. Przemysława Dakowicza, poprowadzonej przez Wacława Holewińskiego, można wysłuchać TUTAJ.



środa, 6 maja 2020

Debata o "politycznym" Juliuszu Słowackim


Juliusz Słowacki: Poeta, prorok czy polityk?

W dyskusji udział wzięli:
- prof. Marek Cichocki (Collegium Civitas oraz Centrum Europejskie w Natolinie),
- prof. Marek Troszyński (Instytut Badań Literackich PAN),
- dr Przemysław Dakowicz (Zakład Literatury XX i XXI w. – Uniwersytet Łódzki).

Debatę online moderował Tomasz Herbich z Teologii Politycznej.




poniedziałek, 2 marca 2020

Czeski numer dwumiesięcznika literackiego "Topos"





TOPOS“ 2020, nr 1
W numerze m.in.:

JOSEF KROUTVOR, Klucz poezji, przeł. Przemysław DAKOWICZ

BOHUMIL HRABAL, Jak człowiek zostaje pisarzem, przeł. Przemysław DAKOWICZ

Kwestionariusz Hrabalowski. Fragmenty wywiadów z BOHUMILEM HRABALEM, przeł. Przemysław DAKOWICZ

JAN ZAHRADNÍČEK, Ostatnia róża; Pragnienia; Bujna nędza, przeł. Andrzej BABUCHOWSKI

ANDRZEJ BABUCHOWSKI, O strażniku, który ratował wiersze

MILOŠ DOLEŽAL, „Na przekór dotkliwej beznadziei srebrny lipień płynie pośród głębi”, przeł. Andrzej BABUCHOWSKI

JOSEF MLEJNEK, Nagle nie mieliśmy, gdzie głowy złożyć. Rozmowa z Janem Jakubem ZAHRADNÍČKIEM, synem autora Znaku mocy, przeł. Andrzej BABUCHOWSKI

MILOŠ DOLEŽAL, Historia (I); Czołgista; Pavel Janský, Józef Czapski, Jan Čep, przeł. Przemysław DAKOWICZ

Życie na polu minowym. Rozmowa z Milošem DOLEŽALEM, przeprowadzona w maju 2019 i spuentowana w styczniu 2020 roku. Rozmowę przeprowadził i przetłumaczył Przemysław DAKOWICZ

JIŘÍ ČERVENKA, Ścieżką z Šatova; Na Výrovku; Dies irae; W szpitalu, przeł. Karol MALISZEWSKI

Mimochodem parę wierszy. Z Jiřím ČERVENKĄ, poetą, tłumaczem, wędrowcem, rozmawia Artur NOWACZEWSKI

JOSEF KROUTVOR, Hołd złożony Josephowi Rothowi, przeł. Przemysław DAKOWICZ

ARTUR NOWACZEWSKI, „Nie mogłem więc pominąć jego śladów w tej krainie”. Kilka uwag o sztuce reportażu Miloša Doležala

PRZEMYSŁAW DAKOWICZ, Z dobranocek dla Hrabala

środa, 26 lutego 2020

"Nowe Książki" 2020, nr 1






Otwarcie na dialog. Z Przemysławem Dakowiczem rozmawia prof. Zbigniew Chojnowski, "Nowe Książki" 2020, nr 1



W polszczyźnie domowi się Twoja fraza: Bo „«Łączka» to Polska. / Bo Polska to «Łączka»”. Czy to jest jakaś istotna formuła całościująca zarówno Twojej twórczości poetyckiej oraz eseistycznej, jak i literaturoznawczej?

Z całym szacunkiem – nie sądzę, by jakakolwiek fraza pochodzą
ca z literatury była dziś w stanie osadzić się w języku. Słowo pisane, jeśli nie zostało zwielokrotnione przez multimedialne przekaźniki, wypromowane przez najgłośniejsze nagrody, przemielone w młynach promocji elektroniczno-obrazkowej – nic już nie znaczy. Jak widzę miejsce własnych książek w tej układance? Jeśli brać pod uwagę liczbę sprzedanych egzemplarzy, jest to jedno z miejsc ostatnich. Zbiory poetyckie znajdują przeciętnie kilkuset odbiorców. Wyjątkiem była tu rzeczywiście Łączka, mająca dwa wydania, drugie z dołączoną do książki płytą z kompozycjami Mikołaja Hertla.
Jeśli zaś idzie o doświadczenie związane z kwaterą Ł na Powązkach (nazywaną „Łączką”, bo w późnych latach czterdziestych i wczesnych pięćdziesiątych, kiedy w tajemnicy zwożono tam ciała zamordowanych w więzieniu na Mokotowie, był to porośnięty trawą i zielskiem teren poza cmentarzem) – określiłbym je dziś jako formacyjne, bo znacząco wpłynęło na kształt mojej świadomości, nie tylko obywatelskiej, lecz także na postrzeganie miejsca kultury i literatury w obrębie wszystkich procesów społecznych, w których uczestniczymy i które współtworzymy. Zaczęło się, jak zawsze, od lektur. Nie pamiętam, co było pierwsze, jaki był ten najwcześniejszy ślad „Łączki”. Zdaje się, że powieść Na stracenie Janusza Krasińskiego, ze świetnym opisem celi kaesowców w więzieniu na Mokotowie. Czy to wtedy po raz pierwszy dowiedziałem się czegoś o Dekutowskim-„Zaporze”, o Witoldzie Pileckim? Nie jestem pewien. Ważne były jakieś filmy dokumentalne z lat 90., ale przede wszystkim niezwykły reportaż-dziennik Małgorzaty Szejnert Śród żywych duchów, opis prywatnego śledztwa autorki, prowadzonego w przededniu Okrągłego Stołu, w cieniu morderstwa, którego ofiarą padł ks. Stefan Niedzielak. Książka Szejnert wiele pozwoliła mi zrozumieć, otworzyła moją wyobraźnię. Na końcu tej drogi była zaś praca w charakterze wolontariusza podczas prac wykopaliskowych na „Łączce”, w zespole prof. Krzysztofa Szwagrzyka. Wszedłem do wnętrza grobu. Wszystko mogłem zobaczyć na własne oczy. Trzymałem w rękach kości, które nigdy nie miały zostać odnalezione.
Ciekawe, że tom poetycki Łączka powstał jakby niezależnie od tego konkretnego doświadczenia biograficznego, w przestrzeni, w której równie ważne co wydarzenia historyczne są kody kultury – symbole, metafory, gatunki literackie i konwencje. Słowem – najpierw przyszły wiersze, dopiero potem faktyczne – na poziomie somatycznym – dotknięcie kwatery Ł, moja powązkowska katabaza. Niektórzy krytycy chcieli widzieć w tych wierszach wyraz uwikłania w politykę czy ideologię, ale to nie tak, zupełnie nie tak. Może w głowach odbiorców książki takie jak Łączka, Teoria wiersza polskiego, po trosze także obie części Afazji polskiej, muszą się oderwać od bieżącego kontekstu, by były czytanie sine ira et studio? Szkoda tylko, że ironiczne pytanie, które w drezdeńskich Dziadach Jeden z Młodzieży zadaje Literatowi I - jak długo trzeba czekać? - wciąż pozostaje aktualne. To już niemal dwieście lat...

Co autor podpowiedziałby czytelnikowi swoich książek?

Prosiłby przede wszystkim, by oceniając literaturę, czytelnik posługiwał się kryteriami literackimi. By zechciał dostrzec, że Łączkę poprzedza motto z Leśmiana, że co najmniej Ballada o biegnących piekarzach i Topiel z tego tomu są wierszami z Leśmianowską Łąką dialogującymi, a autor prowadzi rozmaite gry z tradycją, konfrontując najgłębszą powagę z najbardziej żrącą ironią. W ogóle Teorię wiersza polskiego i Łączkę najlepiej byłoby czytać równolegle, jako wzajemnie dopełniające się części jednej poematowej całości, której przedmiotem nie jest jedynie historia najnowsza, lecz również sposób, w jaki indywidualne przypadki ludzkie przemieniają się (lub nie) w składowe losu zbiorowego, to znaczy: ulegają (lub nie) przetworzeniu w kulturę.
Jeśli napisałem, że „Łączka” to Polska, chciałem dać do zrozumienia, że na tym obszarze Europy, w którym mieszkam, podstawowym doświadczeniem XX wieku jest absurdalna śmierć, sprowadzająca człowieka do roli nic nie znaczącej liczby w statystycznym równaniu. Myślę tutaj zarówno o likwidacji elit intelektualnych II Rzeczypospolitej, o przeprowadzonej przez komunistów w pierwszych latach powojennych anihilacji podziemia niepodległościowego, jak i o koszmarze Holokaustu, o którym w tej części Europy wciąż powinniśmy mówić.

Kluczową sprawą u Ciebie jest postpamięć. Twój sposób prowadzenia słów potwierdza prawidłowość, że świadkowie horrendalnych przeżyć i przejść zazwyczaj nie są w stanie ich w pełni opisać, a co dopiero zrozumieć. Czynią to twórcy nawet nie następnego, ale któregoś kolejnego pokolenia. Homer nie uczestniczył w bojach o Troję. Człowiek z żywą traumą jest sparaliżowany językowo, wyobraźniowo, etycznie. Po prawie 80 latach od wydarzeń, chociażby na sokalskim moście na Bugu we wrześniu 1939 roku, Ty w sobie budzisz tę całą przeszłość, jesteś w stanie ją ogarnąć.

Kategoria postpamięci pojawia się w tekstach Marianne Hirsch, amerykańskiej badaczki zajmującej się narracjami holokaustowymi. Niemal dokładnie w czasie, kiedy rozmawiamy, na cmentarzu żydowskim w Grybowie niedaleko Nowego Sącza odbywa się uroczystość odsłonięcia tablic upamiętniających grybowskich Żydów. Miałem honor uczestniczyć w jednej turze prac porządkowych na tym cmentarzu – wycinaliśmy krzewy i drzewka porastające teren, usuwaliśmy ciernie i chwasty, by spomiędzy nich wychynęły macewy. Działania przywracające pamięć podejmują tam od lat Kamil Kmak i Dariusz Popiela. Chcę tu powiedzieć, że doświadczenie kwatery Ł otworzyło mnie na nieznane, pozwoliło zrozumieć, jak wiele ludzkich historii musi znaleźć drogę do naszej świadomości. Po ośmiu dekadach od wybuchu II wojny światowej zyskują one przynależne im miejsce w kulturze – i jest to prawidłowość znana badaczom. Jan Assmann właśnie granicę osiemdziesięciu lat uważa za linię dzielącą pamięć komunikatywną od pamięci kulturowej. Kiedy odchodzą ostatni bezpośredni świadkowie i uczestnicy wydarzeń historycznych, przeszłość zostaje niejako uwolniona, by mogła ją wchłonąć kultura. Zamiast relacji i sprawozdania z pierwszej ręki, najczęściej w postaci oral history, otrzymujemy ich literackie przetworzenie.

Mnie zaciekawia, że jesteś poszukiwaczem ciągłości żywej, dotykalnej, odczuwalnej w przestrzeni codziennej – nie tej wykoncypowanej, lecz tej, która właśnie nie byłaby drogą do intelektualnego nadużycia, nie dawałaby się zawłaszczać przez ideologię, doraźne sprawy egzystencji i polityki.

Zawsze starałem się mówić o tym, co egzystencjalnie dotyka mnie samego. Mówię „starałem się”, bo dziś nie piszę. Rytm wydawniczy na to nie wskazuje – Boże klauny wyszły w 2014, Ćwiczenia duchowne w 2016 roku, a na przełomie 2018 i 2019 ukazała się Nauka znikania, pięciusetstronicowy tom zbierający niemal wszystkie wiersze i rozmowy. Ale prawda jest nieubłagana: ostatni tekst poetycki powstał przeszło sześć lat temu.

Udzielanie siebie jednej formie pisarstwa zamyka drugą. Pisanie książek o literaturze trudno pogodzić z tworzeniem wierszy.

To jest wielka tajemnica, kiedy poezja odchodzi. Niewykluczone, że jestem już byłym poetą, że stan poetycki nie powróci. A było to najgłębsze z pisarskich – może także: życiowych – doświadczeń, z niczym nieporównywalne. Krytyka literacka, eseistyka, hermeneutyka historyczna, literaturoznawstwo, czy nawet proza o charakterze quasi-fabularnym – nic nie może się równać z pisaniem poezji. Gdy pracowałem nad Teorią wiersza polskiego, bywało, że jednego dnia powstawało kilka tekstów – jakby dyktował je jakiś donośny głos. Podstawowe wiersze, które składają się na tę książkę, napisałem w ciągu sześciu dni. Nieco podobnie, choć nie tak intensywnie, było z Bożymi klaunami i z Łaczką.

Cierpisz?

Jest we mnie rodzaj żalu. Tęsknoty. Lecz z każdym rokiem coraz mniej. Jakbym oddalał się od źródła dźwięku i wchodził w ciszę. Jedźmy, nikt nie woła...

Kalendarium życia kulturalnego Łodzi w roku 1945


luty i marzec 1945 roku ==> CZYTAJ




1-15 kwietnia 1945 ==> CZYTAJ




16-30 kwietnia 1945 ==> CZYTAJ


niedziela, 9 czerwca 2019

Wrocław, 10.06.2019: wykład na Uniwersytecie Wrocławskim i spotkanie autorskie



15:00, Wydział Filologiczny UWr, pl. Nankiera 15, sala 26 - wykład Różewicz i Bonhoeffer. Dialogi z tradycją


18:00, Klub Muzyki i Literatury, pl. Kościuszki 10 - spotkanie autorskie, zatytułowane Nauka znikania (prowadzenie: p. prof. Dorota Heck, UWr)

Serdecznie zapraszam!






środa, 5 czerwca 2019

Telewizyjna rozmowa o twórczości Czesława Miłosza


["W powiększeniu", TVP 3, prowadzenie: Jakub Moroz, Mateusz Werner; udział biorą: Tomasz Garbol (KUL), Przemysław Dakowicz (UŁ)]

Program, trwający 66 minut, można obejrzeć TUTAJ.




Fragment prozy w "Almanachu Prowincjonalnym"


W nowym numerze "Almanachu Prowincjonalnego", pisma literackiego ukazującego się w Raciborzu, opublikowany został fragment prozy zatytułowany Na morzu, na lądzie. (Z dobranocek dla Hrabala).






piątek, 3 maja 2019

O Josefie Toufarze - warszawskie spotkanie z Milošem Doležalem


Spotkanie odbędzie się 7 maja o g. 19:00 w Mazowieckim Instytucie Kultury w Warszawie.
Więcej informacji TUTAJ.

Serdecznie zapraszam.





Fotografie z warszawskiej promocji książki Miloša Doležala Jakby nam już dzisiaj przyszło umrzeć. Dramat życia, kapłaństwa i męczeńskiej śmierci ks. Josefa Toufara, udostępnione przez Mazowiecki Instytut Kultury, można obejrzeć TUTAJ.