poniedziałek, 29 czerwca 2015

Wiersze w radiowej Jedynce

 
http://player.polskieradio.pl/-1

Miło mi poinformować, że przez najbliższe siedem dni na antenie pierwszego programu Polskiego Radia prezentowane będą wiersze z tomów Boże klauny, Łączka, Teoria wiersza polskiego (być może także: Place zabaw ostatecznych). Emisja kolejnych wierszy od poniedziałku do niedzieli około g. 20:50.

Z ramówką Polskiego Radia można się zapoznać TUTAJ.

Audycji będzie można wysłuchać TUTAJ.


 


 

piątek, 19 czerwca 2015

O "Końcu lata w zdziczałym ogrodzie" Jarosława Marka Rymkiewicza



Koniec lata, początek rozmowy
 


W roku 2005, podczas dyskusji panelowej wieńczącej zorganizowaną przez IBL konferencję naukową poświęconą autorowi Pana Tadeusza, Jarosław Marek Rymkiewicz mówił o utworach literackich, że „należą one do życia, są jego rozproszonymi fragmentami, a zatem mogą być i są tylko tym, czym jest życie – jak w życiu, wszystko w nich jest zmianą i ruchem, upływem i przypływem krwi, jej krążeniem, ciemnym pulsowaniem, i jak w życiu, nie ma w nich nic stałego i wiecznego – nie ma w nich nawet kawałeczka, nawet ułamka, nawet odrobiny wieczności. Ciemne fragmenty życia, należące do życia i odłączające się od życia, ich ciemne pulsowanie – to są właśnie dzieła literackie”.

Zastanawiałem się, czy (i jak) słowa Poety można by odnieść do jego najnowszego tomu wierszy, do znakomitego Końca lata w zdziczałym ogrodzie. Bo że wiersze te należą do życia, że z indywidualną, konkretną ludzką egzystencją, z egzystencją Rymkiewiczowską, łączy je ścisły, nierozerwalny związek, nie ulega wątpliwości. Są jednak przecież czymś więcej – próbą zmierzenia się z pełnią, lirycznym zamachem na całość, swoistym poetyckim traktatem o istnieniu i literaturze.


Dystych, czyli precyzja

Uważny czytelnik poezji Jarosława Marka Rymkiewicza powie: to nic nowego, jego wiersze od zawsze, co najmniej zaś od chwili wydania zbiorów Co to jest drozd (1973) i Thema regium (1978), były właśnie tym: dążeniem do ogarnięcia, pojęcia, zrozumienia. Chciały opisać cały świat, nazwać jego fenomeny, dotknąć istoty bytu i nicości. Komuś takiemu odpowiem: rzeczywiście, tematy i sposoby wysłowienia, które stanowią dominantę nowej książki, od czterdziestu lat są obecne w twórczości autora Metafizyki. W Końcu lata w zdziczałym ogrodzie uzyskują one jednak swój kształt ostateczny i esencjonalną głębię. A wszystko to za przyczyną precyzyjnej formy, jaką Poeta nadał swoim wierszom.

Nowe liryki Rymkiewicza to oktostychy, utwory ośmiowersowe złożone z czterech strof dystychicznych. Poeta najchętniej spina rymem oba wersy każdej ze strof (jedyny wyjątek stanowią tu dwa początkowe dwuwersy liryku Tetmajer). Forma dystychiczna pojawiła się po raz pierwszy bodaj w tomie Co to jest drozd, w Thema regium uzyskała pozycję dominującą, tzn. - jak wolno przypuszczać – autor uznał, że w sposób najbardziej adekwatny ujmuje ona jego postrzeganie świata, współgra ze „zmianą i ruchem, upływem i przypływem krwi”, z „ciemnym pulsowaniem” życia. Z takim stanowiskiem nie sposób się nie zgodzić – rymowany dystych to kwintesencja poezji, jej forma pierwotna, źródłowa, uwypuklająca fundamentalną rolę rytmu i rymu. Bo, jak przekonuje autor Zachodu słońca w Milanówku, początkiem poezji jest śpiewanie: „zaczyna się śpiewać i od tego wszystko się zaczyna” (Rozmowa Bohdana Pocieja z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem..., w: J. M. Rymkiewicz, Rozmowy polskie w latach 1995–2008). W dystychu najdoskonalej współpracują ze sobą to, co zewnętrzne i to, co wewnętrzne, element racjonalno-pojęciowy, którego nie da się całkiem usunąć z wiersza, związany z poszczególnością postrzegającą świat, zdolną do myślenia analitycznego i syntetycznego, oraz element pozaracjonalny, wymykający się siatkom pojęć, niemożliwy do zwerbalizowania. Strofa dwuwersowa przypomina dwa lustra ustawione naprzeciw siebie, bo pozwala odbijać się i przeglądać w sobie dwóm odrębnym rzeczywistościom, zarazem zaś wiąże je nierozerwalnym węzłem, splata ze sobą, czyni jednością.

Oktostych to wiersz krótki, domagający się precyzji wysłowienia, wyrazistości obrazu, ścisłej proporcji składników. Poeta, który sięga po ten gatunek, musi po mistrzowsku operować środkami wyrazu. Nie dziw, że Koniec lata w zdziczałym ogrodzie jawi się jako przykład poetyckiej maestrii i najwyższej artystycznej dojrzałości, której znamionami są lekkość, przewrotne zderzanie tonacji serio i tonacji buffo, a także (pozorny) kontrast między materialnym konkretem i rozległą metafizyczną perspektywą.
 
 
Bezwzględność wiersza

Bywa, że poezja przemawia do odbiorcy językiem nie do końca zrozumiałym, że jej działanie jest działaniem trudnym do opisania, objaśnienia, wytłumaczenia. Porywa, wprawia w osłupienie, a mimo to (lub właśnie dlatego) na próżno szukamy ukrytej w tekście przyczyny stanu wywołanego w nas przez ten a nie inny szereg słów, obrazów czy dźwięków. Z takim właśnie doświadczeniem zostałem skonfrontowany w trakcie lektury nowego tomu Jarosława Marka Rymkiewicza. Szczególnie jeden wiersz wciąż domagał się czytania, wciąż dźwięczał w uchu i wracał przyzywany przez pamięć:

 
Śniło mi się, że idę do szkoły – jak co dzień. 
Gdzie idziesz? – przy Piotrkowskiej spytał mnie przechodzień.


W szkole woźny Maciaszczyk na podeście stoi.
A ty, chłopcze, gdzie idziesz – Boga się nie boisz?


Jak to gdzie? Ja do szkoły. Już ósma godzina!
A po co ty tam idziesz – w imię Ojca, Syna?


I krzyknął – a już z miotłą znikał pod podłogą:
Oni wszyscy umarli – tam nie ma nikogo.

 
Dlaczego właśnie przytoczony utwór? Może dlatego, że jedenasto-dwunastoletni Jarek Rymkiewicz z tornistrem na plecach przechodził obok łódzkiej kamienicy, w której dziś, w roku 2015, mieszkam z moją rodziną? Wychodził z domu na rogu Żeromskiego i Więckowskiego (ta moja ulica nazywana była wtedy Śródmiejską), mijał Liceum im. Kopernika, neorenesansowy pałac Maurycego Poznańskiego, gdzie od 1947 roku mieści się Muzeum Sztuki, przechodził przez Gdańską i Wólczańską, by dotrzeć do Zachodniej; biegł wzdłuż żydowskich sklepików z napisami w języku jidysz (dziś są tu sklepy z innymi szyldami i przedszkole miejskie), wpadał na Piotrkowską i biegł dalej, aż do Wschodniej; tutaj musiał przejść na drugą stronę, bo jego szkoła mieściła się w tym samym budynku, w którym mieści się dzisiaj gimnazjum im. Królowej Jadwigi – naprzeciwko teatru. Wtedy ulica nazywała się Cegielniana, dziś – Jaracza.

W tym przejmującym wierszu coś (o wiele istotniejszego niż przedstawienie rzeczywistej/symbolicznej przestrzeni łódzkiego śródmieścia) porusza w odbiorcy ukryte struny, domaga się objaśnienia i opisu. Myślę o sposobie wiązania słów i zdań, o wewnętrznym rytmie kropek, myślników, wykrzykników i znaków zapytania, a także o tym, jak zapis pozornie banalnego snu przemienia się w śmiertelnie poważną – dotkliwą również dla czytelnika – opowieść o życiu i umieraniu, o trwaniu i przemijaniu, o tym, co istnieje, i o tym, co istnieć przestaje. Dystych – z jego paradoksalną tendencją do podziału i syntezy. Po stronie podziału: narracja lub dialog, kwestie „ja” lub słowa wypowiadane przez interlokutorów (przechodnia i woźnego), naiwna perspektywa dziecięca lub definitywność spraw ostatecznych. Po stronie syntezy: dialog, rym i rytm. Na koniec: ogłuszająca nieuniknioność wyroku.

Trzynastozgłoskowiec, ze średniówką najczęściej po siódmej sylabie, rymy parzyste – jak w Mickiewiczowskim Panu Tadeuszu (ten rozmiar wiersza Jarosław Marek Rymkiewicz szczególnie sobie upodobał). Wyjątki od reguły średniówkowej: wersy pierwszy i drugi, jakby pozytyw i negatyw (10+3 i 3+10), rytm zmienny, dynamiczny, oddający bezpośredniość mowy, potoczystość narracji. W kolejnych wersach miarowe, klasyczne 7+6, z podkreślaną przez porządek składniowy przerwą między dwiema składowymi wersu. Regularny rytm zawieszony w przedostatniej linijce, by dobitniej wybrzmiała informacja o krzyku „woźnego Maciaszczyka” zstępującego w ziemię, a następnie bezwzględność finalnej konstatacji, rozbitej na dwie niemal równe części: [głos:] „Oni wszyscy umarli” [i jego echo; repetycja, niczym ponowne odczytanie sentencji wyroku:] „tam nie ma nikogo”.

Arcywiersz.


Wiązania

W krótkim artykule prasowym nie da się przedstawić całego bogactwa tematów, języków i środków wyrazu, jakimi posłużył się Poeta. Jedyne, co można uczynić, to wskazać podstawowe elementy, sporządzić suchy rejestr tego, co składa się na wielką Rozmowę odbywającą się w tych wierszach. Koniec lata w zdziczałym ogrodzie jest wszystkim po trosze – rozprawą historiozoficzną, lirycznym studium tradycji polskiego wiersza, traktatem de rerum natura, unieważniającym czas dialogiem z wielkimi poprzednikami (Mallarmé, Staff, Lechoń, Iwaszkiewicz, Tetmajer, Naborowski i in.), zbiorem gier i zabaw literackich, cyklem trenicznym, a nawet – tak sądzę – swoistym, rozpisanym na niewielkie cząstki, polifonicznym (tropy muzyczne: Händel, Schumann, Karłowicz, Debussy, Puccini, ) i (auto)ironicznym poematem dygresyjnym. Uważny czytelnik wychwyci tu aluzje do najsłynniejszych zbiorów lirycznych w naszej poezji – do Trenów Jana Kochanowskiego (Śniła mi się moja babka Irena) i Sonetów krymskich Mickiewicza (Okręt), odnajdzie liczne wątki z mistycznej literatury polskiego romantyzmu (ze szczególnie uprzywilejowaną postacią i twórczością Juliusza Słowackiego), z mitologii greckiej i prasłowiańskiej, ale także z popularnej literatury dziecięcej (Konopnicka, bracia Grimm).

Wszystko to w tonacji słodko-gorzkiej, bo patos łamany jest żartem, a niejedno liryczne scherzo kończy się inicjalnymi taktami funebralnego marsza (vide niezwykła – ironiczna czy elegijna? – Śmierć Koszałka Opałka). Mamy bowiem do czynienia z poezją semantycznej migotliwości, poezją najwyższych lotów – jakby Stary Mistrz w przypływie dobrego humoru postanowił ukazać każdą z możliwości swego warsztatu. Co prawda, Rymkiewiczowski ogród wierszy zostaje przez samego Poetę nazwany „zdziczałym”, ale chodzi o „dzikość” rodem z ogrodu angielskiego, tzn. nieporządek markowany, nieład pozorny, bo planowy.Wybór oktostychu jako formy równoznaczny jest wszakże z wykonaniem gestu elementarnego porządkowania.


W szkole polskiej poezji

Jest w nowym tomie Jarosława Marka Rymkiewicza miejsce dla piszącego te słowa – wyjątkowe. Miejsce, w którym Sędziwy Poeta podejmuje rozmowę z poetą o dwa pokolenia młodszym. Jako historyk literatury stwierdzić mogę, że w kulturze to gest rzadki, gest nietypowy. Mistrzowie poetyckiego rzemiosła zazwyczaj strzegą zazdrośnie swojej uprzywilejowanej pozycji, a na młodość uwijającą się w warsztatach wiersza spoglądają z wyżyn własnego doświadczenia. Uśmiechają się ironicznie. Czasem miotają gromy. Mnie przydarzyło się coś niezwykłego – Poeta poświęcił mi wiersz.

Chciałbym być dobrze zrozumiany – wolałbym tu nie mówić o sobie. Pragnę jedynie podkreślić szczodrość tego niespodziewanego daru. Przede wszystkim zaś: chcę zrozumieć jego sens, ujrzeć go jako najistotniejszy fragment, jako zwieńczenie, prowadzonego od kilku lat, utajonego dialogu z autorem Kinderszenen.

To prawda – chciałem tej rozmowy, dążyłem do niej. Kiedy pisałem o Reytanie, gdy interpretowałem tom Pastuszek Chełmońskiego, nadawałem moim tekstom formę quasi-listu – zwracałem się bezpośrednio do Profesora Rymkiewicza, zadawałem pytania, niekiedy także udzielałem odpowiedzi. Zmartwychwstanie Ossendowskiego z tomu Łączka dedykowałem Poecie. Czy liczyłem na odpowiedź? Raczej nie. Choć przecie zdawałem sobie sprawę, że literatura to przestrzeń, w której wszystko jest możliwe – nawet to, czego nie da się pomyśleć. Ów wiersz z Końca lata w zdziczałym ogrodzie ważny jest dla mnie podwójnie – jako znakomita poezja, ale także (a może nawet: przede wszystkim) jako wielopoziomowa, poważna i głęboka odpowiedź na kwestie stawiane przeze mnie w tekstach Linia i koło oraz Piękna jak we śnie (oba weszły do książki Afazja polska): Gdzie szukać początków Polski współczesnej? Do jakich źródeł się odwoływać? Kim jesteśmy po komunizmie? Czy na pogrzebie wielkiego zdrajcy, który w jednym z utworów Końca lata... porównany został do krawego króla Popiela, godzi się śpiewać starą pieśń powstańczą: „Śpij, kolego, w ciemnym grobie, / Niech się Polska przyśni tobie”?

Wreszcie: Jaka Polska powinna nam się przyśnić? Jaką wznosić nam trzeba po przebudzeniu?

*

Nad Łodzią wstaje dzień. Wychodzę z bramy i rozglądam się po świecie. Po drugiej stronie ulicy tłumy dorosłych śpieszących do pracy i dzieci wędrujących do szkoły. Jakiś chłopiec z tornistrem na plecach macha do mnie, daje znaki. Zaczyna biec, a ja puszczam się za nim w pościg. Pędzimy dwoma chodnikami tej samej ulicy – on Śródmiejską, ja Więckowskiego. Po jego prawej stronie przesuwają się sklepiki z szyldami w jidysz, po mojej lewej migają Żabka, kiosk „Ruchu” i McDonald's. Mijamy Piotrkowską; on wpada na trotuar Cegielnianej, ja ruszam Jaracza – ale to wciąż ta sama ulica. Spotykamy się pod numerem 26, pod ciemnym budynkiem naprzeciwko teatru. Chłopiec ma szarą marynarkę w pepitkę i nie jest już chłopcem. Na jedno mgnienie obraca ku mnie twarz, szaroniebieskie oczy patrzą badawczo spod nastroszonych siwych brwi. Teraz naciska ciężką mosieżną klamkę i drzwi się uchylają. Czekają na nas. Na podeście stoją woźny Maciaszczyk i pani Leonia, wychowawczyni z mojej zerówki (ta sama, która poparzyła się dotkliwie, kiedy dźwigała gar gorącego mleka dla nas, sześcioletnich nowosądeckich urwisów). Maciaszczyk pracuje miotłą, wzbijając tumany kurzu. Skrzypią drewniane schody. Poza tym w całym budynku panuje doskonała cisza. Dociera do mnie, że właśnie zostałem przyjęty do szkoły, że będę tu pobierał lekcje, słuchał głosów, których nie wszyscy chcą słuchać.

Szanowny Panie Profesorze, Drogi Jarosławie – wiem, jak wiele jest do zrobienia, jak wielu rąk, umysłów i serc potrzeba, by wielka praca została ukończona. Będę się starał być czynny – obiecuję. Ja i zastęp innych, godniejszych i gorliwszych ode mnie.
 


[prwdr.: "GPC" z 16.06.2015]



O "Afazji polskiej" w Radiu Plus



środa, 17 czerwca 2015

wtorek, 9 czerwca 2015

Przed spotkaniem w ŁDK


11 czerwca (czwartek) o g. 19:00 spotkanie w Łódzkim Domu Kultury połączone z promocją nowej książki Afazja polska.





poniedziałek, 8 czerwca 2015

Spotkanie autorskie w Łodzi - 11 czerwca 2015


miejsce: Łódzki Dom Kultury
czas: 11 VI 2015 (czwartek), g. 19:00
organizatorzy: Studenci dla Rzeczypospolitej, Civitas Christiana

Serdecznie zapraszam!