środa, 23 stycznia 2013

Nowe wiersze w "Twórczości"


W najnowszym numerze "Twórczości" trzy moje nowe teksty z gotowego do druku tomu Teoria wiersza polskiego
Poniżej jeden z nich. 
Zachęcam do lektury miesięcznika "Twórczość".















Zagłada dachów


Zawsze tak samo: rdza wchodzi na dachy,
wykwita patyną miedziana powierzchnia
i mur wyrasta z ziemi jak żywa roślina,
świat jest twierdzą, daje ci mocny korzeń,
więc kiedy tamten człowiek prostuje plecy,
wraca do pionu, wszystko układa się
w hierarchiczną strukturę, z nieba dolatują
pienia serafinów. Gdziekolwiek się nie obrócisz,
w którąkolwiek stronę, jesteś u siebie. Światło
świtu dzieli z tobą pokój w wielkim domu
świata. Światło, świt i świat. Trwasz ponad
żywiołami. Żadna wichura, żadna powódź
nie zbije cię z nóg. Potem przychodzą oni,
twarze ziemiste, wygłodzone oczy, na sznurach
powiązanych w gałgany dyndają pukawki.
Rozpoczyna się dekonstrukcja, przedmioty
odrywają się od własnych funkcji. Zarośnięci
mężczyźni o skośnych spojrzeniach zlizują
lep na muchy, skupują zegarki i plastry na
nagniotki, myją ręce w bidecie, golą się
nożem do ryb. Śpiewają serafińskim głosem,
to ich odróżnia od zwierząt, śpiew
starocerkiewnego chóru. Azja podchodzi
nocą i łasi się im do stóp, a kiedy ostatni
ikonostas znika na zachmurzonym niebie,
z chmur spada deszcz meteorytów — biją
o miedziane dachy i dziurawią je, rano są
jak rzeszoto, woda ciurka przez szpary,
trzeba podkładać wiadra, intonować stare
pieśni przed cudownym obrazem. Zawrzyj
gębę, sokalski dziadu, zawrzyj gębę — krzyczy
młodzik w czapie z czerwonym otokiem
i bije po twarzy. Więc najpierw wielkie
wymiatanie, przyzwyczajanie się do roli
śmiecia, którym wiatr ciska. Jeszcze się bronią,
prababka przewozi dzieci w szafie, szafa
obrócona dnem do góry, na niej kredens
i manele w płóciennych workach. Jadą wozem
drabiniastym, nad nimi niebo rozdarte, lecą
meteory zapalne i biją w miedziane dachy,
na trwogę dzwon. Ale nie ma się czego
obawiać, od zachodu nadchodzi tysiącletnia
cywilizacja, czarne hełmy, grube karki,
arystokraci, ci wiedzą, gdzie się myje
białe dłonie, gdzie krochmali kołnierzyki.
Posługują się wzorową niemczyzną, są szarmanccy,
zaganiają Proroków do ich własnych domów,
zamykają drzwi, okna zabijają hufnalami
i śpiewając Schillera, odę do radości,
odchodzą równym krokiem. Trup ściele się
gęsto, ale jest już późno, woda leje się przez dach
jak z wiadra, więc wiadra na nic, świat
przyzwyczaja się do swoich nowych kształtów.
Dwa obroty księżyca i znów będzie tu spokój.
Ostatecznie, apokaliptycznie, jest tak: rzeka
to granica, po jednej stronie cywilizacja
w czarnych szatach, Zygfryd de Löwe, Sigurd,
Brunhilda, Krymhilda, wszyscy na kupie.
Strzelają, piją — rządzą. Czytają Goethego.
Po drugiej stronie konopne sznurki i dyndające
pukawki, machorka i matrioszka, obejmują się,
płaczą, żałują, a potem szast-prast, domy w rynku
puste, skośnoocy kopią umocnienia. Jesteśmy
w Sokalu nad Bugiem, rok czterdziesty,
sroga zima. Most na rzece zamknięty, pilnują,
by nikt nie przelazł.


26.03.2012


wtorek, 15 stycznia 2013

"Ein Meister aus Deutschland" - nowy poemat w "Toposie"


W najnowszym numerze dwumiesięcznika literackiego "Topos" (6/2012) wydrukowany został mój poemat Ein Meister aus Deutschland. Poniżej jego fragment. 
Zapraszam do lektury "Toposu".




















Ein Meister aus Deutchland

Już teraz przyjmuję śmierć taką, jaką mi Bóg przeznaczył, 
z doskonałym poddaniem się jego woli i z radością. 
Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i śmierć 
na swoją cześć i chwałę [...].
                                                                       Edith Stein


kilka tygodni później przygotowywałem
wycinki ludzkich nerek kiedy w sklepiku
uniwersyteckim kobieta kroiła szynkę
na plasterki przyszedł mi do głowy pomysł
by pociąć nerki przy pomocy maszyny
do cięcia wędlin

podobno ludzka wątroba kurczy się
na patelni bardziej niż drobiowa
i wieprzowa mówili o tym
w jakimś filmie przyrodniczym

Liebchen wspomina że do
zatapiania nerek
używał płynnego pleksiglasu
po dodaniu utwardzacza powstawały
bąbelki powietrza które usuwano próżniowo
obserwował bąbelki i wpadł na myśl genialną:

kawałek nerki nasączony acetonem
w warunkach próżni powinien
dać się zaimpregnować
tworzywem sztucznym
poprzez usuwanie acetonu
w formie bąbelków

po godzinie plasterek nerki
szczerniał i skurczył się
niestety

Liebchen nie tracił ducha:

dzięki podstawom chemii i fizyki
wiedziałem że czarne zabarwienie
jest efektem załamania światła
w pleksiglasie a kurczenie się
skutkiem zbyt szybkiej impregnacji

chwycił płynny kauczuk silikonowy
wlał go do retorty i długo mieszał
w tyglu pracując miechem
impregnował powoli co rusz
zerkając w manuskrypty
uczeń Hermesa Trismegistosa
aż wreszcie po trzech kąpielach
silikonowych i utwardzeniu w piecu
trzymał w ręku kamień filozofów
plasterek ludzkiej nerki

pamięć o śmierci jest
codzienną śmiercią
pamięć o odejściu jest
nieustającym jękiem
uczy Jan Klimak
pustynny mnich
pamiętaj o śmierci
a pozbędziesz się niepokoju

ale dla nas
nie otwierają się
wrota
nie śpiewamy
lejąc łzy
ad Te omnis caro veniet
mięso każdego z nas
do Ciebie
przyjdzie

dwanaście tysięcy ciał
ustawionych w szeregu
dwanaście tysięcy zwłok
trzymających się
za bezwładne ręce
dwadzieścia cztery tysiące
oczu patrzących
nieprzytomnie

odprawiają taniec
na górze Blocksberg
a każde nagie wystawione
na widok publiczny
trzydziestolatka pokazuje córce
eksponat kłąb żył mięśni
ścięgien i kości:
to ciotka Gerda
ona żyje wiecznie

ofiarowuję ciało
bo dzięki temu moja śmierć
nie będzie końcem ale
początkiem nowego
zadbana starsza pani z Berlina
gdzie betonowy mur
nie oddziela już
tego świata od
tamtego świata
spogląda w oko kamery
przez szkła okularów
jej spojrzenie jest
jasne
wszystko jest
jasne

[całość w dwumiesięczniku literackim "Topos"]