sobota, 28 listopada 2015

Piaśnica. Młyny historii (2)



Piaśnica, przed egzekucją (źródło: Wikipedia)



W raportach dotyczących spopielenia zwłok w piaśnickim lesie powtarza się informacja o „plandekach” zawieszonych między pniami drzew, powyżej palenisk. Owe „plandeki” były to zapewne ogromne płachty jakiejś gęstej tkaniny, mające zatrzymać dym w obrębie lasu, sprawić, że o robocie, jaka jest tu wykonywana, nie dowie się nikt niepowołany.
Od samego początku ludobójstwo dokonane w Piaśnicy było pomyślane w ten sposób, by prawda o nim nie przedostała się do powszechnej wiadomości. Wszystko, co tu się rozegrało, miało pozostać poza świadomością i pamięcią Polaków. Kiedy jesienią 1939 roku oddziały Selbstschutzu wykonały swoje zadanie, zostały rozwiązane (większość zbrodniarzy rekrutujących się spośród miejscowej ludności pochodzenia niemieckiego nigdy nie została osądzona – kara spotkała jedynie niektórych spośród organizatorów i nadzorców egzekucji). Berlińskie archiwa tej paramilitarnej spłonęły w „niewyjaśnionych okolicznościach”.

Miał kostny”

W części materiałów i dokumentów na temat ekshumacji powtarza się określenie „miał kostny”. Zapoznając się ze źródłami, zwracałem na nie uwagę, sądziłem jednak, że jest ono używane jako synonim słowa „popiół”. Tymczasem w oficjalnym komunikacie Instytutu Pamięci Narodowej zawierajacym informacje na temat śledztw prowadzonych przez Oddziałową Komisję Badania Zbrodni Hitlerowskich w Gdańsku natrafiłem na następujący ustęp: „Wyżej wspomniane śledztwo OKBZH w Gdańsku zostało podjęte z zawieszenia. W jego ramach kontynuowane są czynności celem ostatecznego ustalenia liczby i identyfikacji ofiar oraz wykrycia wszystkich sprawców. Jest to bardzo trudne zadanie, co wynika z faktu, iż Niemcy dokonywali egzekucji w terenie ustronnym, do którego wstęp był wzbroniony pod groźbą śmierci, a później dokładnie zacierali wszelkie ślady zbrodni. Między innymi w 1944 r. używając więźniów Stutthofu rozkopali mogiły i wydobyli zwłoki, które spalili, a pozostałe kości zmielili”.
Zdanie „pozostałe kości” odnosi się, jak wolno przypuszczać, do tych fragmentów ludzkich szkieletów, które nie uległy spopieleniu. Czyżby więc zadanie usunięcia śladów ludobójstwa, podjęte w sierpniu 1944 roku, zostało wykonane z tak wielką pieczołowitością, że nawet najdrobniejsze resztki zwłok, nawet ułomki kości i kosteczek zmiażdżono? Czy takie właśnie było zamierzenie Niemców – pozbawić ludzi życia, odebrać im tożsamość, na koniec zaś obrócić ich ciała w proch, to znaczy: pozbawić je nawet pozoru materialności? Jeśli tak, należałoby hitlerowskich zbrodniarzy uznać za nihilistów doskonałych.
Czy istnieją przesłanki pozwalające sądzić, że w Piaśnicy rzeczywiście doszło do mielenia ludzkich szczątków? Czy można takie wnioski wysnuć z innych działań podejmowanych przez Niemców na ziemiach okupowanej Polski? I jeszcze – jak wygląda młynek do mielenia kości? Obsługują go ludzie czy jest to maszyna pracująca samodzielnie? Jakim paliwem się ją napędza? Jak przebiega proces zamiany szkieletów na „miał kostny”?
Umysł cofa się przed tymi pytaniami, kapituluje wyobraźnia.

Jedno wiadomo bez żadnych wątpliwości – więźniów przywiezionych do lasu piaśnickiego z obozu koncentracyjnego Stutthof także uśmiercono, a ich ciała wydano na pastwę ognia. W ten sposób domknęło się koło nicości – wymieszały się popioły, proch dołączył do prochu.

Ciąg dalszy w książce Afazja polska 2 (Warszawa: wyd. "Sic!", 2016).

1 komentarz:

  1. Czytam o piaśnickim lesie i nie mogę pojąć ogromu tej zbrodni, mimo, że przecież były miejsca gdzie z powodu Niemców zgineło nawet i więcej osób.
    Pozwoliłem sobie zalinkować i odwołać się do Pana tekstu na blogu: https://bestiariusz.wordpress.com/2015/12/01/link-przemyslaw-dakowicz-o-zbrodni-wpiasnicy/

    OdpowiedzUsuń