środa, 14 grudnia 2016
środa, 7 grudnia 2016
Spotkanie autorskie - Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu
miejsce:
Salon Adama Mickiewicza, Collegium Maius UAM, ul. Fredry 10, Poznań
czas:
7 grudnia 2016 r. (środa), g. 13:00
Spotkanie
odbędzie się w ramach konferencji naukowej "Wiek XIX i
tegocześni poeci". Sytuacja poezji polskiej w latach 1864-1894.
Serdecznie zapraszam.
piątek, 2 grudnia 2016
Rozmowa z Tomaszem Burkiem
W najnowszym numerze dwumiesięcznika literackiego "Topos" (2016, nr 5), poświęconego twórczości Tomasza Burka m.in. rozmowa z Autorem Dzieła niczyjego.
Fragment dialogu, zatytułowanego Płaszcz Putramenta i koniec świata, publikuję niżej. Zachęcam do lektury całości - "Topos" do nabycia w salonach sieci EMPiK.
Płaszcz Putramenta i koniec świata. Z Tomaszem Burkiem rozmawia Przemysław Dakowicz [fragment]
PRZEMYSŁAW DAKOWICZ: [...] zadajmy to pytanie wprost – skąd przyszedł Tomasz Burek, jakie są
jego korzenie, z jakim bagażem doświadczeń i przemyśleń wszedł
w polską kulturę? Mówiąc najkrócej: dom, dom rodzinny, podwójnie
zakorzeniony w literaturze, za sprawą Pańskiego ojca, Wincentego
Burka, pisarza, i za sprawą rodziny matki, która wywodziła się z
Młodożeńców. Nie da się traktować rozłącznie okresu
sandomierskiego i okresu warszawsko-podkowiańskiego.
TOMASZ BUREK: Nie,
nie da się.
W
okresie tzw. Polski Lubelskiej Pański ojciec nie przyjął
zaproszenia od Jerzego Putramenta, nie zdecydował się na przyjazd
do Lublina i współpracę z komunistami.
Odmówił
na moich oczach.
Tak?
Jestem
świadkiem tej sceny.
Wincenty
Burek odmawia Putramentowi, zostaje na miejscu, nie zgłasza akcesu
do tej „nowej rzeczywistości”. W czasie wojny działał w
Batalionach Chłopskich, chodzi o aktywność edukacyjną, tuż po
wojnie współorganizował struktury Stronnictwo Ludowego,
znienawidzonej przez komunistów partii Mikołajczyka. W zasadzie
nieustannie się narażał. W końcówce roku czterdziestego
szóstego, tuż przed sfałszowanymi wyborami, zostaje aresztowany.
To jest początek rodzinnego dramatu, rozpisanego na miesiące i
lata. Czyli mówimy o świadomości Tomasza Burka, który wychodzi z
domu nieprawomyślnego, ze świata, który komuniści najchętniej
skazaliby na zagładę.
Tę
scenę z Putramentem, który przyjeżdża z zaproszeniem z Lublina,
gdzie jest tymczasowa stolica komunistycznej Polski, rzeczywiście
Pan pamięta?
Pamiętam
doskonale. Rosjanie weszli do Sandomierza w sierpniu. Wydawało się,
że ruszą dalej, ale – jak wiadomo – ofensywa się zatrzymała.
Uchwycili drugi brzeg Wisły, ale nie poszli w głąb. Rosjan się
znało, widziało. Przychodzili do domu po wodę, siedzieli na
podwórku, strzelali czasem na wiwat. Na szczęście, nie prowadzili
żadnej akcji przeczesującej, policyjnej. Były to wojska czekające
na dalszy krok, manewr, który zdarzył się dopiero w styczniu
czterdziestego piątego. Niemcy cofnęli się o jakieś sześć-osiem
kilometrów, ostrzeliwali pozycje sowieckie. Blisko naszego domu
spłonął duży drewniany płot. Był groźny strzał w Bramę
Opatowską, paliły się sandomierskie przedmieścia, pod ostrzał
dostały się okoliczne wsie.
A
kiedy przyjechał Putrament – między sierpniem 1944 a styczniem
1945?
Pojawił
się w październiku, kiedy Rosjanie byli już w Sandomierzu, kiedy
działała już Wojewódzka Rada Narodowa. Miała ona tymczasową
siedzibę w Sandomierzu, bo Kielce nie zostały jeszcze zajęte.
Do
Kielc Armia Czerwona weszła 15 stycznia. Przedstawiciele PKWN i
KRN, później także tzw. Rządu Tymczasowego, jeździli po terenach
zagarniętych przez Sowietów i oferowali pomoc pisarzom, ludziom
kultury. Chcieli ich wszystkich ściągnąć do Lublina. Liczyły
się, oczywiście, względy propagandowe, chodziło o jakąś
centralizację, o przejęcie kontroli nad kulturą, o uzależnienie
ludzi pióra od sowieckiego, komunistycznego rozdzielnika.
Tak.
To
właśnie w takich okolicznościach sprowadzono do Lublina Jastruna i
innych. Przybosia wzięto chyba wprost od orki – wszedł w skład
Wojewódzkiej Rady Narodowej w Rzeszowie. A do Lublina przyjechał,
zdaje się, we wrześniu czterdziestego czwartego.
Mówiłem
szeroko o frontowym położeniu Sandomierza, ponieważ mieszkaliśmy
blisko tych miejsc, które, gdyby Niemcy chcieli doszczętnie
zniszczyć miasto, musiałyby się znaleźć pod ostrzałem. Mam na
myśli katedrę, zamek etc. W Sandomierzu mieliśmy mojego wuja, a
brata mojej mamy, księdza, prawnika, specjalizującego się w prawie
kanonicznym, który po aresztowaniu księdza Rewery pełnił
obowiązki proboszcza w parafii św. Józefa. Myśmy się u niego w
kościele chronili, podobnie jak inni sandomierzanie oraz
uciekinierzy z okolicznych wsi i miasteczek. Spaliśmy tam, w
kościele, wiele takich nocy pamiętam. Ten wuj, który był bardzo
uczynny, dał nam kwaterunek w Wikarówce. Właśnie tam odnalazł
ojca Putrament. Było bardzo ciasno. W złą pogodę, gdy nie można
było chodzić po ogródku, wszyscy siedzieli w środku. Choć w
czterdziestym czwartym miałem sześć lat, dobrze pamiętam
Putramenta – zwłaszcza że bardzo chciałem przymierzyć mundur.
Naprawdę?
Nie
odróżniałem, oczywiście, munduru polskiego od polsko-sowieckiego.
On był w jakimś takim płaszczu wojskowym. Postawili mnie na stołku
i Putrament zarzucił mi na plecy swój płaszcz.
Tomasz
Burek w płaszczu Putramenta! [śmiech]
Ojciec
stanowczo powiedział, że wyjazdem z Sandomierza nie jest
zainteresowany.
wtorek, 29 listopada 2016
Nagroda MISTRZ dla Tomasza Burka
Nagrodę
Honorową Środowiska 'Topoi' MISTRZ otrzymał Tomasz Burek.
Wręczenie
statuetki i dyplomu nastąpiło 12 listopada w warszawskim Klubie Księgarza. Laudację
wygłosił dr hab. Adrian Gleń.
![]() |
fot. Tomasz Mieloch |
![]() |
fot. Tomasz Mieloch |
![]() |
fot. Tomasz Mieloch |
niedziela, 27 listopada 2016
Nominacje dla "Afazji polskiej"
Zbiór
esejów Afazja
polska uzyskał
nominacje do Nagrody im. Oskara Haleckiego (przyznawaną za najlepszą książkę
historyczną roku - w kategorii książek popularnonaukowych
poświęconych historii Polski w XX wieku), Nagrody Literackiej im.
Józefa Mackiewicza i Nagrody Literackiej 'Identitas'.
O tradycji "Dziadów" w kulturze - rozmowa w Polskim Radio 24
W programie Jakuba Moroza, emitowanym na antenie Polskiego Radia 24, udział wzięli dr Mikołaj Mirowski (Muzeum Tradycji Niepodległościowych w Łodzi) oraz dr Przemysław Dakowicz (Katedra Literatury i Tradycji Romantyzmu, Uniwersytet Łódzki).
Audycji można wysłuchać TUTAJ.
niedziela, 30 października 2016
Drugi tom "Afazji polskiej" już w księgarniach
Etykiety:
Afazja polska,
Afazja polska 2,
książki
poniedziałek, 19 września 2016
Numer "Toposu" poświęcony twórczości Feliksa Netza
W najnowszym „Toposie” (2016, nr 4), poświęconym twórczości śp. Feliksa Netza, m.in. blok korespondencji Netz–Kass i Netz–Dakowicz.
Poniżej
dwa wybrane listy z lat 2013-2015; całość w aktualnym numerze sopockiego
dwumiesięcznika.
7
sierpnia 2013
Drogi
Panie Przemysławie,
Wojtek
Kass nie tyle poprosił mnie, co zażądał, abym ten wiersz
[Chodasiewicz],
który – jak wyczuwam – zrobił na nim mocne wrażenie, przesłał
Panu, co czynię z prawdziwą przyjemnością.
Dłoń ściskam!
Feliks
Netz
8 sierpnia 2013
Wielce
Szanowny i Drogi Panie Feliksie,
wcale
mnie nie dziwi, że Wojtek "zażądał"! Poczytuję to
sobie za wielki przywilej, że mogłem być jednym z pierwszych
czytelników Chodasiewicza. Dziękuję.
Wiersz
jest wspaniały, piękny, gorzki jak piołun, ale dotykający prawdy,
tej prawdy, która jest mi najbliższa - prawdy indywidualnej
egzystencji zderzonej czy zestawionej z piekłem historii pożerającej
dziesiątki i setki tysięcy. Jeśli mogę pozwolić sobie na jakąś
fragmentaryczną interpretację, powiem tyle: w dyskretny, a
jednocześnie całkowicie bezwzględny sposób dał Pan czytelnikowi
możliwość wglądu w koszmar XX wieku w naszej części Europy. Ale
opisał Pan wszystko jakby z boku, z dystansu, z perspektywy kogoś,
kto nie uczestnicząc uczestniczy (więc, szczęśliwie, pozbył się
Pan balastu patriotycznego, który, w czystej formie, szkodzi
poezji). Szeroki oddech fraz, epickich w istocie, ale poprzez
bogactwo szczegółu widzialnego i dotykalnego niejako przenoszących
tam właśnie, w głąb katyńskiego dołu. Bo jeśli czaszka
Chodasiewicza "jest, skoro mogła być" czaszką katyńską,
to i czaszka czytelnika - w jakiś niezrozumiały sposób - staje się
czaszką przestrzeloną. Czytając, czuję ten niemiecki ołówek we
własnym mózgu. A to jest walne zwycięstwo literatury, która
unaocznia, aktualizuje i angażuje!
Pięknie
za ten wiersz dziękuję. Dziękuję za dopuszczenie do wspólnictwa.
Bardzo bym chciał, by Chodasiewicz mógł prędko ukazać
się w "Toposie" - może posłałby Pan go Krzysiowi
Kuczkowskiemu?
Łączę
niskie ukłony i wyrazy bliskości (ideowej, ludzkiej).
Najserdeczniej
-
Przemysław
Dakowicz
niedziela, 8 maja 2016
Drugie wydanie "Afazji polskiej", z posłowiem Tomasza Burka
Do
księgarń trafiło właśnie drugie, poprawione wydanie Afazji
polskiej.
Tom
opatrzony został posłowiem dr. Tomasza Burka. Z tekstem można się
zapoznać TUTAJ.
poniedziałek, 4 kwietnia 2016
Spotkanie autorskie w Bibliotece Narodowej
wtorek, 22 marca 2016
Rozmowa w "Lesie Rzeczy"
[źródło: "Las Rzeczy" 2016, nr 1]
Literatura
jako pytanie o tożsamość – rozmowa z Przemysławem Dakowiczem
Aleksandra
Karkowska: Jako studenci kierunku literaturoznawczego, często
zastanawiamy się, czy w perspektywie współczesnych badań
literaturoznawczo-kulturoznawczych literaturoznawstwo ma szansę się
obronić? Czy jednak duże zainteresowanie kulturoznawstwem, czyli tą
szerszą skalą, nie spowoduje, że literatura i literaturoznawstwo
rozpłyną się w tej kulturoznawczej przestrzeni? Co Pan sądzi na
ten temat?
Przemysław
Dakowicz: Takie niebezpieczeństwo rzeczywiście istnieje –
zmiany w przestrzeni kształcenia akademickiego idą w tym kierunku,
by kosztem szczegółowych nauk filologicznych dowartościowywać
nieco amorficzne „kulturoznawstwo”. Jest to związane z ogólną
zmianą dokonującą się w przestrzeni kultury, z dyktatem obrazu i
innych form ekspresji, które obywają się bez udziału słowa.
Z drugiej strony – trudno sobie wyobrazić ludzką rzeczywistość
bez literatury, a więc także: bez literaturoznawstwa. Kultura
ma kilka źródeł: obraz, słowo i dźwięk. Początkiem ich
wszystkich jest wszakże myśl, dochodząca do głosu w każdym
wytworze kultury. Słowo bodaj najściślej przylega do myśli, język
usiłuje odwzorować jej strukturę. Dlatego skłonny byłbym
traktować literaturę jako najpierwszą z dziedzin artystycznej
działalności podejmowanej przez człowieka. Literatura i
literaturoznawstwo będą trwać, dopóki będzie w człowieku
potrzeba opowiadania, wyrażania emocji i uczuć. Choć – tego nie
da się nie zauważyć – zakres ich oddziaływania stopniowo się
zmniejsza.
AM:
Czy mógłby Pan opowiedzieć o poszukiwaniach tożsamości na
przykładzie swojej twórczości, by przywołać choćby wiersz „Mój
prapradziadek Jan”. Jak istotne są te poszukiwania dla Pana?
PD:
Kultura od początku koncentruje się na dwóch zagadnieniach –
pyta o świat, czym jest i jaki jest, a także o człowieka, o jego
miejsce w kosmosie, o cel i sens życia. W myśli starożytnej
te dwa nurty refleksji uosabiają, z jednej strony – jońscy
filozofowie przyrody, z drugiej – Sokrates. Pytania presokratyków
przejęły ostatecznie nauki przyrodnicze, pytania Sokratesa (i wiele
innych) zadaje literatura. Być może, najważniejszym przeznaczeniem
literatury jest właśnie poszukiwanie tożsamości, jakaś
najbardziej pierwotna praca świadomości. Jeśli miałbym w skrócie
opisać obszar moich literackich pasji, musiałbym chyba powiedzieć,
że od zawsze zajmują mnie dwie kwestie. Po pierwsze: kim jest ten,
z którym obcuję, poznając dzieło literackie. Chyba się nie
zdarzyło, by jakiś twórca, którego dzieło mnie zachwyciło, nie
interesował mnie również jako człowiek. Na ogół ten początkowy
zachwyt wywołany przez książkę budził potrzebę zaznajomienia
się z życiem jej autora, nawet jeśli miałoby się ono okazać
nadzwyczaj nudne. Zwykle okazywało się, że to, co zachwyca w
dziele, znajduje potwierdzenie w biografii. Bo w swoich
najcelniejszych przejawach literatura jest narzędziem ekspresji
„ja”, przestrzenią wypowiedzenia tego, kim jesteśmy, jak sami
siebie postrzegamy i rozumiemy. Jako czytelnik mogę tę wypowiedź
odbierać i odnosić ją do siebie. Chcąc nie chcąc, odpowiadam
również na pytanie, kim jestem wobec tego kogoś, kto mówi z
dziele. Każda istotna książka, tzn. taka, która zakorzeniona jest
w indywidualnej egzystencji twórcy, która w jakiś sposób ją
ujawnia – staje się dla mnie lustrem. W procesie pisania to
wszystko ulega jeszcze uwyraźnieniu i zwielokrotnieniu. Wydaje mi
się, że literatura, która sobie tego podstawowego pytania o
tożsamość nie zadaje, po prostu nie ma sensu. Ona się wtedy
zmienia w zabawę, w grę, zatraca swoje personalistyczne oblicze,
wikła się w pułapki języka, bo język uznaje za swój ostateczny
cel.
Często
gdy myślę o uwikłaniu literatury w samą siebie, kiedy zastanawiam
się nad współczesną kulturą, służącą niemal bez wyjątku
tworzeniu sztucznych światów i rozrywce, przypominają mi się
słowa z Pascalowskich Myśli.
Odnoszę je również do moich własnych pisarskich zatrudnień –
bo literatura nie jest i nigdy nie będzie celem ostatecznym. Cały
drugi dział majsłynniejszego dzieła Pascala, opatrzony tytułem
Nędza człowieka bez Boga wart
jest najgłębszego namysłu. Ponieważ nie mamy tu zbyt wiele
miejsca, wybieram trzy urywki. Fragment 168. (wg porządku
Brunschwiga): Nie mogąc znaleźć
lekarstwa na śmierć, nędzę, niewiedzę, postanowili – aby
osiągnąć szczęście – nie myśleć o tym. Fragment
141.: Ludzie wypełniają sobie
życie gonitwą za piłką i zającem: jest to przyjemność nawet
królów. Fragment 139.: Nie
owego miękkiego i spokojnego używania, które pozwala nam pamiętać
o naszym stanie, szukamy; ani niebezpieczeństw wojny, ani mozołów
urzędu, ale zgiełku, który odwraca nasze myśli i jest dla nas
rozrywką. Większa część kultury tworzonej przez
człowieka w ostatnich dekadach z tego nurzania się w zgiełku, z
upartego „nie myśleć o tym”, z gonitwy „za piłką i zającem”
się wywodzi.
AM:
Odnosząc się do tego, co Pan powiedział, czy to jest warunek sine
qua non literatury – to konstytuowanie się, odnajdywanie się,
poszukiwanie tożsamości? Taki, który był, jest i będzie? Czy
myśli Pan, że za kilka, kilkanaście lat, gdy Pana córka przeczyta
wiersz „Patrzymy przez okno”, też będzie poszukiwała wzorców,
matryc?
PD:
Wierzę, że tak właśnie się stanie. Że moja córka będzie w
stosownym czasie poszukiwała odpowiedzi na najistotniejsze pytania.
Wiersze, które dotychczas pisałem, w rozmaity sposób
próbują być lustrem dla osoby, dla konkretnego, pojedynczego
człowieka. Lustrem, które rozmaite prawdy ujawnia – to znaczy
pyta o źródła i korzenie współczesności, o przyczyny i
konsekwencje naszych cywilizacyjnych wyborów. Pyta niekiedy w
najprostszy sposób, jak ten wiersz, który Pani przywołała: o to,
kim jesteśmy w procesie życia, o to, jak się zmieniamy, kim
byliśmy przed chwilą, dzień, pięć dni, miesiąc, rok, dziesięć
lat temu, a kim jesteśmy dzisiaj. Przedmiotem namysłu jest tu zatem
pewien rodzaj ciągłości, coś, co na początku nazwaliśmy
tożsamością.
OK:
A czy dla Pana literatura jest także swoistym albumem pamięci?
Dzięki temu, że wraca Pan do swoich wierszy sprzed kilku lat,
przypomina Pan sobie moment tworzenia i chwile, które ten wiersz
zawiera?
PD:
Nieszczególnie chętnie wracam do tego, co już napisane.
Zdarza się, że trzeba sobie coś przypomnieć – zazwyczaj jest to
związane z sytuacją spotkania autorskiego. Z rozmów z moimi
piszącymi kolegami wnioskuję, że większość z nas najmniej
chętnie czyta najstarsze wiersze – jawią się nam jako
nieaktualne, gorzej napisane, specyficznie „przeterminowane”. To
nie zawsze jest prawda, oczywiście. Wróciłbym tu do metafory,
która dwukrotnie pojawiła się w naszej rozmowie. Czytając starsze
utwory, w pewnym sensie stajemy przed zwierciadłem, które pokazuje
nas w niecodziennych proporcjach, jakbyśmy znaleźli się w
„gabinecie luster”. Postać odbita przez szklaną taflę wydaje
nam się nie w pełni tożsama z nami tu i teraz.
AM:
Nie mogę się oprzeć i muszę zapytać o inspiracje antykiem. Czyli
kolejne matryce, które odnajdujemy w Pana twórczości, na przykład
centonu, nawiązanie do Termopil i Cheronei w „Afazji polskiej”.
Czy osiągnięcia kultury basenu Morza Śródziemnego wpływają na
Pana twórczość i tożsamość? Czy są to zaledwie echa poetyki
antycznej?
PD:
Powiedzieć, że mamy tu do czynienia z bezpośrednim związkiem,
znaczyłoby chyba powiedzieć zbyt wiele. Tak, są to echa, odległe
echa. Na tyle jednak wyczuwalne, by skłonić Panią do podjęcia tej
kwestii, uznania jej za znaczącą. Jako osoba pisząca mam głębokie
przeświadczenie dotyczące żywotności tego wszystkiego, co minęło
i jest przez współczesnośćj traktowane jako niebyłe. Każdy, kto
tkwi w procesie historycznoliterackim, powinien mieć świadomość,
że nie wyskoczył jak Atena z głowy Dzeusa, że to, co robi –
chce czy nie – stanowi dalszy ciąg wielowiekowego procesu.
Postrzegam kulturę jako continuum. Wielokrotnie o tym pisałem, w
Obcowaniu przede
wszystkim. Kultura to nigdy niemilknąca rozmowa. Jeślibym się z
tej rozmowy wyłączył, wszystko, co piszę, utraciłoby sens,
stałoby się jałowe i błahe. Możliwość uczestniczenia w czymś,
co nie kończy się na nas, co nie sprowadza się w prosty sposób do
naszych osobistych wyborów – jest, w moim mniemaniu, podstawową
wartością kultury.
OK:
Czy owo continuum, powiązanie przeszłości i teraźniejszości,
objawia się też w kategorii postpamięci? Czy nie jest tak, że nie
tylko uporządkowanie i dialog zaplanowany, ale że pojawia się w
nas coś, co jest echem przeszłości, ale nad czym nie mamy kontroli
i czego nie jesteśmy w pełni świadomi?
AM:
Można tu wspomnieć kategorię aporetyczności, o której pisała
Katarzyna Bojarska w „Wydarzeniach po wydarzeniu”.
PD:
Kategoria postpamięci stosuje się do następującej sytuacji: w
rozmowie o doświadczeniu historycznym do głosu dochodzą potomkowie
generacji, która zaznała zbiorowej traumy. Mamy tu do czynienia ze
swego rodzaju projekcją w obrębie ponadindywidualnej pamięci –
pokolenie bezpośrednich świadków przekazuje następcom pewien
zasób informacji, obrazów i interpretacji. Stają się one
istotnym, często nawet: niechcianym, składnikiem percepcji
pokolenia młodszego. Czuję się „nosicielem” tego rodzaju
spojrzenia na literaturę, do którego pojęcie postpamięci z
powodzeniem można by zastosować – w obrębie mojej rodziny jestem
kimś, kto (częściowo, fragmentarycznie, zgodnie ze swoimi
umiejętnościami i wiedzą) wypowiada rodzinne doświadczenie wojny,
wygnania, przemiany tożsamości, kto przedstawia dzieje własnych
przodków, zmuszonych do opuszczenia swojego rodzinnego miasta Sokal
i przeniesienia się w miejsce zupełnie nowe. Zadziwiające –
pokolenie moich rodziców nie zwracało uwagi na te historie.
Przychodzi jednak moment, kiedy bezpośredni świadkowie tamtych
wydarzeń starzeją się i powoli zaczynają odchodzić, a wtedy
pojawia się w kulturze potrzeba przechowania tego, co za chwilę
może zniknąć. Literatura jest naturalnym rezerwuarem pamięci, to
ona ma szansę „ujść cało”, to ona staje się „arką
przymierza” między przeszłością a teraźniejszością. Ja się
bardzo cieszę, że my po ’89 roku w ogóle mamy w kulturze
możliwość wypowiadania prawd wcześniej objętych milczeniem.
Gdyby wciąż istniał PRL, prawdopodobnie nie mielibyśmy tej
możliwości. Prawda historyczna, pozostająca w ścisłym związku z
doświadczeniem indywidualnej egzystencji, czekałaby na odkrycie –
w kajetach, w notatnikach, w archiwach domowych. I, być może, nigdy
by się do naszej zbiorowej świadomości nie przebiła. Po ’89
roku doszło do wielkiej rewolucji w zakresie ponadindywidualnej
pamięci. Myślę, że kategoria postpamięci okazuje się niezwykle
pomocna w dochodzeniu do rozumienia, gdzie się jako zbiorowość
znajdujemy. Bez tej wiedzy nigdy nie bylibyśmy zdolni do odzyskania
elementarnej równowagi; nazwijmy ją roboczo równowagą
psychohistoryczną. Po dziesięcioleciach trwania tego
schizofrenicznego, wewnętrznie sprzecznego tworu państwowego
zwanego Polską Ludową, jesteśmy przecież niezrównoważeni,
niezrównoważona jest nasza kultura. Wypowiadając to, co nie
zostało wypowiedziane wcześniej, stwarzamy sobie szansę na
normalność.
AM:
Gdyby zechciał Pan na zakończenie opowiedzieć o aspekcie
historiozoficznym swojej twórczości. Pozwolę sobie nawiązać do
tomiku „Teoria wiersza polskiego”, którego tytuł jest
prowokacyjny. Zwłaszcza dla studentów, którzy poszukując
opracowań teoretycznych, natrafiają na tytuł, natrafiają na
nazwisko, które im się kojarzy, myślą – to jest to, pokażę
się na zajęciach, prawie Skwarczyńska. Sięgają, otwierają
książkę, a tu siurpryza.
PD:
A jakie jest pytanie?
AM:
A pytanie brzmi następująco: Czy fundamentem tworzenia poezji
polskiej jest historiozofia? Czy forma schodzi na dalszy plan?
PD:
Teoria wiersza polskiego
to nie jest książka, która byłaby zaplanowana, rozrysowana według
jakiegoś schematu. Wszystko zaczęło się, jak zawsze, od trzech,
czterech tekstów poetyckich, między którymi wytworzyło się
jakieś napięcie, jakby wiersze podjęły ze sobą dialog. „Rozmowa”
między tekstami toczyła się wedle reguł przeze mnie tylko
przeczuwanych. W pewnym momencie dotarło do mnie, co jeszcze powinno
się znaleźć w tej książeczce, by stała się ona w miarę
kompletna. Wtedy też odsłonił się (może lepiej byłoby rzec:
objawił się) tytuł całości. No i muszę powiedzieć, że
rzeczywiście zamysł był dosyć bezczelny. Bezczelny, ponieważ
tytuł Teoria wiersza polskiego
sugeruje, że ktoś, kto książkę napisał, wierzy w
możliwość objęcia całości, że jakaś całość – w naszej
epoce fragmentów, szczątków i ścinków – jest w ogóle do
pomyślenia. Ten ktoś musiał sobie pomyśleć: „Opowiem o tym, co
jest naszym współczesnym doświadczeniem historycznym, posługując
się językiem poezji, grając literackimi kalkami”. Gra z tradycją
oznacza tu świadome unikanie pułapek poezji
martyrologiczno-patriotycznej. Ironia, autoironia, pastisz,
trawestacja, kryptocytat. Przy tym gra, która nie jest celem
ostatecznym, ale środkiem do osiągnięcia założonych rezultatów.
Chodziło o wywołanie fermentu, o zmuszenie czytelnika do złożenia
jednoznacznej deklaracji – po której stronie się opowiada i co
naprawdę obchodzi go w literaturze.
Pytała
Pani, czy naczelną racją polskiej poezji jest refleksja
historiozoficzna. Z całą pewnością – nie! Ale to ogromnie
charakterystyczna cecha twórczości poetyckiej powstającej w tej
części Europy. Proszę zwrócić uwagę, że najwybitniejsze
dokonania „polskiej szkoły poezji” z namysłu nad porządkiem
dziejów się zrodziły. Myślę o twórcach tej miary, co Czesław
Miłosz czy Zbigniew Herbert. W oczach odbiorcy obcojęzycznego
(szczególnie w obszarze języka i kultury angielskiej) ta głębia
wejrzenia w mroczny porządek historii odróżniała naszych poetów
od ich sytych i zadowolonych kolegów z Zachodu. Ale – powtórzę
tę oczywistość – gdyby literatura ograniczyła się do
prezentowania problemów z pogranicza historii, polityki i etyki,
prędko wyschłyby jej źródła.
Ze
świadomości, że historia jest tylko jednym (wcale nie
najważniejszym) z wymiarów, w jakich rozgrywa się życie, wyrasta
ta część mojego pisania, którą znaczą eseje z Obcowania
opatrzone wspólnym tytułem Nowoczesność
schizofreniczna oraz, by wymienić rzeczy najnowsze, tomik
Boże klauny i wydany
w styczniu zbiór poematów Ćwiczenia
duchowne.
Rozmawiały:
Aleksandra Karkowska-Rogińska i Agata Mikołajko
Transkrypcja:
Agata Mikołajko
wtorek, 1 marca 2016
Powrót Niezłomnych
Utwory pochodzą z drugiego wydania tomu Łączka, do którego dołączono płytę z kompozycjami Mikołaja Hertla.
Wykonują:
Ewelina Siedlecka-Kosińska (śpiew)
Jerzy Zelnik (recytacja)
czwartek, 11 lutego 2016
Rozmowa w radiowej Dwójce - nagranie
Wczorajszej
audycji,
poświęconej poematom z tomu Ćwiczenia
duchowne,
można wysłuchać TUTAJ.
Prowadzi
red. Barbara Schabowska.
wtorek, 9 lutego 2016
Radiowa Dwójka - rozmowa o "Ćwiczeniach duchownych"
Termin
emisji: środa, g. 21:30 – 22:30.
Program z cyklu Inny stan skupienia poprowadzi red. Barbara Schabowska.
poniedziałek, 8 lutego 2016
Lektura "Ćwiczeń duchownych" w "Kanonie Dwójki"
W
przedpołudniowym paśmie drugiego programu Polskiego Radia,
zatytułowanym „Kanon Dwójki”, prezentowane będą w tym
tygodniu fragmenty poematów z tomu Ćwiczenia duchowne.
Emisja
od poniedziałku do piątku między 11:10 a 11:20.
piątek, 22 stycznia 2016
NOWA KSIĄŻKA: "Ćwiczenia duchowne. Poematy"
Ćwiczenia
duchowne. Poematy,
Wydawnictwo „Sic!”, Warszawa 2016
--------------------------------------------------------
Ćwiczenia duchowne to poetycki szkic do portretu cywilizacji śródziemnomorskiej w jej schyłkowym stadium, które w innym miejscu nazywa Dakowicz „nowoczesnością schizofreniczną". Czy poezja po katastrofie jest jeszcze zdolna dotknąć tego, co realne? A może jej jedyny i ostateczny sens stanowi język – sam na siebie wskazujący, w siebie uwikłany, w sobie się przeglądający? Pytania te brzmią w każdym z poematów. Tak przemawia rozbita, zdezintegrowana, ironiczna świadomość kulturowa człowieka współczesnego, podejmująca karkołomną próbę scalenia obrazu świata.
Wszystkie
sensy rodzą się tu w dialogu z przeszłością – z chrześcijańską
literaturą mistyczną, z filozofią Kierkegaarda i jego następców,
z myślą modernizmu. Podmiot tej poezji nie jest jednorodny – to
raczej osobowość mnoga, mówiąca wieloma odrębnymi językami,
usiłująca okiełznać bełkot dobywający się z jej własnego
wnętrza, poszukująca dróg kulturowej i duchowej reintegracji.
„Kiedy
mówię, moje serce nie mówi wraz ze mną" – powtarza autor
Ćwiczeń
duchownych
za
Anneliese Michel, najsłynniejszą opętaną XX wieku. Tę
niepokojącą formułę odnosi do kultury ostatnich stu
kilkudziesięciu lat, zmuszając czytelnika, by udzielił własnej
odpowiedzi na najbardziej palące pytania współczesności.
---------------------------------------------------------
Książka
dostępna jest w księgarni Wydawnictwa „Sic!”:
oraz
w księgarniach internetowych:
i
w serwisie allegro.pl:
Subskrybuj:
Posty (Atom)