środa, 16 września 2015

Śmierć generała (1)

gen. J. Olszyna-Wilczyński (źródło: Wikipedia)


Zbryzgana krwią rogatywka generała brygady Józefa Konstantego Olszyny-Wilczyńskiego miała być publicznie pokazywana w Grodnie we wrześniu 1939 roku. W przypisie do trzeciego rozdziału wspomnień Grażyny Lipińskiej znalazłem trudną do zweryfikowania informację o „mitingu”, na który Sowieci spędzić mieli ludność okupowanego miasta, by powiadomić ją o śmierci dowódcy Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Grodno”.

Tak to musiało wyglądać w czasach wojen plemiennych – agresor, chcąc ostatecznie zdławić opór przeciwnika, triumfalnie unosi w górę święty totem tubylców, potrząsa nim, wreszcie rzuca na ziemię i depce. W ten sposób dopełnia się dzieło symbolicznego poniżenia pokonanych. Z gardeł nieokrzesanych wojowników dobywa się tryumfalny ryk, który przechodzi w szczekliwy rechot, by zakończyć się gremialnym śpiewem – hymnem zwycięstwa. Likwidatorzy dawnego porządku, prawodawcy nowego świata wirują wokół ogniska. Totem ląduje na stosie, liżą go języki ognia. Ludność tubylcza rozchodzi się w ciszy, rozpływa w nocnym mroku, powraca do swoich niewolniczych zatrudnień.


Akselbant czy postronek?


O czapce generalskiej nie ma ani słowa w relacji żony generała. Alfreda Olszyna-Wilczyńska, która towarzyszyła mężowi w drodze ku granicy polsko-litewskiej, wspomina jedynie o walizce i sznurze generalskim. Jest tu jeszcze mowa o „rzeczach” dowódcy SGO „Grodno” i o jakimś pudełku papierosów: „półprzytomna chwyciłam walizkę, zaczęłam ją rozwiązywać i przerzucać rzeczy męża, które pomieszane były z rzeczami adiutanta. Na pudełku od papierosów i neseserze męża były krwawe plamy”. Walizkę czy neseser przyniósł do stodoły, w której zamknięto generałową (dołączyła do kilkunastu jeńców spędzonych tu, zanim buick Józefa Konstantego Olszyny-Wilczyńskiego wyjechał z Sopoćkiń), jeden z sowieckich sołdatów. Bagaż był związany sznurem generalskim.

Nie potrafię odpowiedzieć na pytanie, czy to sam generał przewiązał walizkę sznurem, czy uczynił to rosyjski czołgista. Kwestia do rozstrzygnięcia: czy Olszyna-Wilczyński mógł podróżować w mundurze galowym (chyba jedynie do takiego stroju zakładano ozdobne sznury)? Jeśli tak, Sowieci musieliby mu zedrzeć sznur, aby związać neseser. Ale po co by mieli wiązać? Może walizka otworzyła się, a „rzeczy” wysypały ze środka (podczas pośpiesznego wkładania ich z powrotem pudełko papierosów mogło wpaść w kałużę krwi rosnącą wokół generalskiej głowy). Do pomyślenia jest również odmienny przebieg wydarzeń. Walizka rzucona na ziemię otwiera się, wysypują się z niej ubrania (wśród nich srebrzysty sznur) i inne przedmioty. Sołdat chwyta pudełko papierosów, ma zakrwawioną rękę, tą ręką wyjmuje sigarety dla siebie i kolegi (po ciężkiej robocie dobrze jest zaciągnąć się dobrym tytoniem), zapala, wkłada pudełko do walizki, próbuje ją zamknąć, ale nienajlepiej mu to idzie, chwyta więc sznur i wiąże.

Akselbanty (z języka niemieckiego: taśmy naramienne) zaczęto nosić w wojsku polskim jeszcze w wieku siedemnastym. Szybko stały się znakami wysokiej szarży. W II Rzeczypospolitej akselbant generalski składał się z dwóch srebrnych „warkoczy” i, jak podaje wydany w PRL-u Leksykon wiedzy wojskowej, był traktowany jako „odznaka gotowości do spełnienia rozkazu”.

W rękach bolszewickich sznur generalski Olszyny-Wilczyńskiego zmienił się w zwykły powróz, w postronek do wiązania betów. W owej semantycznej przemianie ujawniał się wojenny zamysł Stalina, odsłaniał się sowiecki projekt „nowej” Polski, w której to, co „pańskie”, „burżuazyjne” i „reakcyjne”, zostaje unieważnione i zastąpione tym, co „rewolucyjne”, „ludowe” i „postępowe”.

Generał bez armii


Jak się trafia do świata sowieckiego? Świat sowiecki przychodzi nieproszony. Jednego dnia go nie ma, drugiego jest. Niczym fala powodziowa lub trąba powietrzna, po przejściu których krajobraz niby pozostaje ten sam, ale niemal wszystko się w nim zmienia. Odwracają się znaki, porzucają swoje znaczenia. Ludzie zbędni znikają, na ich miejsce przychodzą inni. Zapewniają, że teraz będzie lepiej, że u nich „wsiego mnogo”, że ten tutaj kraj zamieni się rychło w ziemię sprawiedliwości, w krainę mlekiem i miodem płynącą. Nie możesz im nie wierzyć, bo wyparujesz, wsiąkniesz w czarnoziem lub glinę, jak wyparował i wsiąkł były polski generał Józef Konstanty Olszyna-Wilczyński. (Znikanie takie dokonuje się również w sferze symbolicznej – po ludziach zapada głuche milczenie, np. w ważnej pracy Wojsko Polskie 1939–1945, wydanej w Warszawie pięć lat przed Okrągłym Stołem, brak informacji na temat Zgrupowania „Grodno”, którego dowódcą był właśnie Olszyna-Wilczyński).

Zanim ta nowa rzeczywistość zapanuje niepodzielnie, fundamenty dotychczasowego porządku zostają unieważnione. Tysiące ludzi, również żołnierze, podoficerowie i dowódcy, zmieniają miejsca pobytu, poszukując zasady organizującej, czegoś, czego można by się uchwycić, co potwierdziłoby ważność ich funkcji i zasadność działań, jakie podjęli. Żądają rozkazów, domagają się jednoznacznych wytycznych. Jeśli słyszą coś, co nie zgadza się z ich osobistym oglądem spraw, próbują protestować – dyskutują, perswadują, podają argumenty.

7 września Olszyna-Wilczyński otrzymał rozkaz podporządkowania Zgrupowania „Grodno” generałowi Młotowi-Fijałkowskiemu, dowódcy Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Narew” – ale do Fijałkowskiego rozporządzenie Śmigłego-Rydza nie dotarło. Następnego dnia do Grodna telefonował pułkownik Józef Jaklicz, drugi zastępca szefa Sztabu Głównego polskiej armii. Przekazał m.in. rozkaz ewakuacji wojska w kierunku południowym: „1) Wszystkie władze administracyjne na wschód od linii Grodna, a więc na całej Wileńszczyźnie, pozostają na miejscu. Pan generał z całą swoją grupą »Grodno«, pułkiem KOP broniącym Puszczy Augustowskiej i garnizonem Osowiec wycofa się w ogólnym kierunku na Brześć... Proszę pana generała o zrobienie wszystkiego co możliwe, aby uchwycić łączność z gen. Młotem i łącznie z nim przeprowadzić tę akcję odwrotową... […] Pan marszałek zdecydował dodatkowo, że władze aministracyjne z Grodna mogą się wycofać łącznie z panem generałem”. Olszyna-Wilczyński był zaskoczony, nie spodziewał się takiego kierunku ewakuacji, informował, że oddziałom przezeń dowodzonym brak taborów i kuchni polowych. Kiedy tego samego dnia w godzinach popołudniowych rozmawiał z podpułkownikiem Tadeuszem Tabaczyńskim najdelikatniej jak to możliwe skomentował decyzję Naczelnego Wodza dotyczącą odcinków obrony „Augustów” i „Osowiec”: „tak – to smutne” – miał powiedzieć. O siedemnastej ponownie telefonował Jaklicz – odwrót powinien zostać przeprowadzony nie pieszo, ale przy użyciu składów kolejowych. Rozpoczęto ewakuację. 9 września zmieniono jednak decyzję – planowany „zwrot zaczepny” gen. Młota-Fijałkowskiego miał otrzymać wsparcie odcinków „Osowiec” i „Wizna”. Z oddziałami tymi nie było już komunikacji, trwał załadunek części wojska do składów kolejowych. Niespójne okazały się rozkazy dotyczące dowodzenia. Rozkaz o wyjeździe Olszyny-Wilczyńskiego razem z ewakuowanymi jednostkami cofnięto – generał miał pozostać w Grodnie.

11 września polecenie ewakuacji wszystkich większych oddziałów wydano ponownie. Olszyna-Wilczyński nie chciał się na to zgodzić, zażądał osobistej rozmowy ze Śmigłym-Rydzem. Marszałek rozwiał jego wątpliwości: „Panie generale, rozkaz, który Pana tak zadziwił, musi być przez Pana jak najszybciej wykonany. Wymaga tego ogólna sytuacja strategiczna, której Pan nie zna. […] Wszystkie oddziały z Grodna przedstawiające wartość bojową, organizacyjną lub uzbrojeniową, jak również i całę uzbrojenie i zapasy amunicji i umundurowania mają być odtransportowane. Zgrupowanie »Augustów« i zgrupowanie »Osowiec«, jeżeli tylko możliwe, winno być odtransportowane”. Olszyna-Wilczyński wraz ze swoim sztabem powinien pozostać na miejscu. Po zakończeniu załadunku ma się zameldować u generała Franciszka Kleeberga w Pińsku, gdzie zostaną mu przekazane kolejne decyzje Naczelnego Wodza.

Głównodowodzący Okręgu Korpusu „Grodno” stawał się w ten sposób wodzem bez wojska.


Ciąg dalszy w książce Afazja polska 2 (Warszawa: wyd. "Sic!", 2016).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz