[źródło
tekstu: „Topos” 2021, nr 2, s. 41 – 43]
 |
Praga, Malá Strana; dom, w którym mieszkał V. Holan (fot. P.D.)
|
|
|
Publikowanych
obecnie
osobistych notatek i dziennikowych zapisków Jana Zábrany dotychczas nie znałem.
Jak przez mgłę pamiętam, że kiedyś chyba mi o nich wspominał, lecz nigdy nie
było okazji, by się z nimi zapoznać. Gdy dziś je czytam, przed oczyma zjawia mi
się żywo jego osoba. Są to dla mnie teksty ogromnie zajmujące.
Dobrze
pamiętam moje pierwsze spotkanie z Janem Zábraną, do którego doszło w
następujący sposób. Z dwoma przyjaciółmi, brneńskim poetą Jiřím Kuběnou i z
późniejszym reżyserem filmowym Milošem Formanem, w głębokich latach
pięćdziesiątych, może był to rok pięćdziesiąty drugi, odwiedziliśmy wspólnie
Vladimíra Holana. Była to nasza pierwsza wizyta u tego poety, którego tomiki
odkryliśmy i właśnie dlatego chcieliśmy się z nim spotkać. Potem zachodziłem do
niego częściej. W drzwiach natknęliśmy się na nieznanego mężczyznę, nieco od
nas starszego, ale także jeszcze młodzika.
Najwyraźniej miał audiencję przed nami. On wychodził, myśmy wchodzili. Vladimír
Holan zaraz nas ze sobą poznał i powiedział, że to również początkujący autor,
który doń zagląda. Od razu wzbudziliśmy ciekawość Jana Zábrany, wówczas nie
było bowiem zbyt wielu bliskich nam wiekiem ludzi, którzy by się orientowali w
gnębionej kulturze, dla których byłaby przedmiotem zainteresowania, a oni
dążyliby do tego, by stać się jej częścią. Społeczeństwo było bardzo
zatomizowane, a ludzie do siebie pod tym czy innym względem podobni z trudem
nawiązywali kontakty. Sam nagi fakt, że w tej mrocznej epoce znaleźliśmy drogę
do Vladimíra Holana, był dlań [dla Zábrany] sygnałem, że być może jesteśmy osobami
wartymi uwagi. Tak więc już podczas owego spotkania w drzwiach Holana umówiliśmy
się we czwórkę gdzieś w gospódce.