„To także Różewicz”... Autor Niepokoju jako
pisarz dla młodzieży.
(O pewnym mniej znanym epizodzie z epoki
stalinizmu)
[pełen tekst TUTAJ]
Kiedy – trzy lata po śmierci
Stalina – w komunistycznym państwie polskim ostatecznie skończył się stalinizm,
a w literaturze i sztuce przestała obowiązywać doktryna socrealizmu, Kazimierz
Wyka mógł nareszcie, na fali odwilżowych rozliczeń, napisać kilka słów prawdy o
spustoszeniu, jakie mechaniczne naśladowanie wzorców sowieckich poczyniło w
warsztacie tych twórców, którzy nie będąc socrealistami z przekonania czy z
cynicznej kalkulacji, zdecydowali się iść na artystyczne kompromisy i włączyć
się w główny nurt ideologiczno-polityczny lat 1949–1955. W szkicu Zaległe
tomy Różewicza stwierdzał zasadniczą odmienność dwóch etapów tej twórczości
– przed cezurą roku 1949 i po niej:
Kto pragnie śledzić
niszczycielskie skutki jednego tylko wzorca narzucanego […] wszystkim poetom
bez względu na ich indywidualności, kto pragnie ujrzeć skutki gwałtu, na jaki w
dobrej wierze sam poeta przyzwolił, ten niechaj czyta dzisiaj kolejne zbiory
Różewicza. W sposób klinicznie dokładny i patologicznie doskonały skutki te
odnajdzie.
Odnosząc
się do tomów poetyckich Pięć poematów, Czas który idzie i Srebrny
kłos, krytykował jednak nie tyle samego poetę, ile zarządców
kultury, którzy wymogli na twórcach korektę (w przypadku pisarzy ideologicznie
„dojrzalszych”) lub rewolucyjną przemianę (w odniesieniu do „mniej wyrobionych”
politycznie) w zakresie tematów i metod twórczych. „Byłoby rzeczą głęboko
niesprawiedliwą – przekonywał – Różewiczowi samemu, a nie sprawcom, wystawiać
dzisiaj rachunek za poczucie zażenowania i wstydu, jakie ogarnia latem 1956
przy czytaniu tych zbiorów” (Wyka 1977: 104). Trzy książki poetyckie z lat
1950–1955, przede wszystkim Czas który idzie, nazywał „klinicznym
preparatem” i zacytowawszy fragment jednego z wierszy („Odwróćmy od przeszłości
nasze puste oczy. Nad nami gołąb biały w świetle piórka moczy.”), konstatował ironicznie:
„To nie rymowanka z «Płomyczka». To także Różewicz” (Wyka 1977: 105).