Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łączka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Łączka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 marca 2019

Audycja w Czeskim Radio [SŁUCHAJ]



W niedzielę 17 marca, o g. 17:00 Czeskie Radio Wełtawa (Český Rozhlas Vltava), odpowiednik naszej Dwójki, nadało audycję Łączka/Diablice – opartą na poezji i prozie Miloša Doležala i Przemysława Dakowicza. 
Audycji można wysłucha TUTAJ [link aktywny przez 6 dni].


scenariusz - Miloš Doležal
słowo komentarza i tłumaczenie wierszy na język czeski – Josef Mlejnek;
występują – Ivan Řezáč, Jan Holík, Jan Maléř; 
reżyseria – Jakub Doubrava. 

Teksty czytane w audycji pochodzą z książek M. Doležala Ezechiel w pokrzywach i Przemysława Dakowicza Kwatera zmartwychwstałej pamięci

Dziękuję Milošovi i wszystkim Osobom zaangażowanym w przygotowanie audycji. 

-----------------------------------------------

Miloš Doležal doprowadził do ekshumacji z pola cmentarnego na praskich Diablicach szczątków ks. Josefa Toufara, zamęczonego przez komunistów. 
Niedawno ukazało się polskie wydanie książki M. Doležala o J. Toufarze – Jakby nam już dzisiaj przyszło umrzeć. Dramat życia kapłaństwa i męczeńskiej śmierci czyhoskiego proboszcza ks. Josefa Toufara



środa, 20 grudnia 2017

Blok autorski w czeskim piśmie "Kontexty"



W czeskim czasopiśmie "Kontexty" dłuższa rozmowa oraz blok tekstów z książek Łączka i Afazja polska:


Josef Mlejnek
Rozhovor s Przemysławem Dakowiczem

Przemysław Dakowicz

Przemysław Dakowicz


Autorem przekładu jest p. Josef Mlejnek.
Więcej informacji TUTAJ.

wtorek, 12 grudnia 2017

"Kwatera zmartwychwstałej pamięci" - nowa książka o kwaterze Ł


Tom Kwatera zmartwychwstałej pamięci opuścił już drukarnię.

Można go kupić w księgarni internetowej Wydawnictwa "Sic!" => SPRAWDŹ.


W najbliższych dniach książka będzie dostępna we wszystkich ważniejszych księgarniach internetowych i w niektórych księgarniach stacjonarnych.





środa, 1 listopada 2017

Praga: Dušičkové čtení


Wspólne czytanie wierszy z poetą Milošem Doležalem.
Praga, Kavarna Fra, 31.10.2017, g. 19:30

Więcej informacji TUTAJ.


Relacja fotograficzna i zapis dźwiękowy spotkania TUTAJ.



niedziela, 8 października 2017

Dialog anonsujący spotkanie autorskie w Opolu



Rozmowę przeprowadził dr Bartosz Suwiński.


Pisze Pan o zapomnianych bądź przemilczanych kartach z naszej historii. Jakie wydarzenia wciąż dopominają się o nasz głos?

Odpowiedź na to pytanie jest skomplikowana. Większość spraw mających wpływ na porządek historii w minionym stuleciu jest dziś lepiej lub gorzej opisana. Dostrzegam problem na poziomie świadomości przeciętnego odbiorcy kultury, który ma kłopot z odniesieniem przeszłości, wydarzeń – powiedzmy – sprzed 70-80 lat, do porządku teraźniejszego. Nie dostrzega związku między jednym a drugim, więcej – ten związek raczej go nie interesuje. Tymczasem wiele spraw, które zajmują nas dziś, ma swój początek w latach 1939-1949. To wtedy zgładzono większą część polskiej inteligencji i położono fundament pod „nową Polskę”, tę, o której Jakub Berman mówi w książce Teresy Torańskiej Oni. Berman, jeden z dwóch-trzech najwierniejszych wykonawców woli Stalina w państwie zbudowanym na ruinach II Rzeczypospolitej, przyznał to wprost: Sowietom i krajowym komunistom chodziło „o zmianę koncepcji kraju, o zbudowanie całkiem nowej Polski w kształcie i strukturze, zupełnie niepodobnej do tej, jaka była kiedykolwiek w historii”.

Czy Pana zdaniem przeszłość zupełnie determinuje naszą teraźniejszość? Innymi słowy, jakie Pana pisaniu przyświecają motywacje?

Przeszłość – to oczywiste – wpływa na kształt teraźniejszości. Jest determinantą ogromnie istotną, ale nie jedyną. Obie części Afazji polskiej, tomiki Teoria wiersza polskiego i Łączka napisałem z głęboką świadomością, że literatura nie może pozostać obojętna wobec nieopłakanego cierpienia i nieopłakanych śmierci. Ta najprostsza motywacja jest więc następująca: oddać sprawiedliwość zamordowanym i skrzywdzonym. Kultura polska nie przepracowała należycie przeszłej traumy. Nie przepracowała, bo przez kilkadziesiąt lat trwania komunizmu nie była wolna. Teraz owo zaniedbanie trzeba nadrobić, lecz jest to zadanie ogromnie trudne.

Jest Pan zwolennikiem jasno zarysowanego kanonu czy raczej stoi Pan po stronie rozproszonych głosów, które mają niuansować jedną, określoną wizję?

Nie wiem, czy dobrze rozumiem Pańskie pytanie. Jestem zwolennikiem absolutnej wolności twórczej. Akt pisarski to akt najwyższej wolności. Kultura mieści w sobie najbardziej skrajne stanowiska, całkowicie odmienne wizje świata i człowieka – ale nie jest do pomyślenia bez porządku i hierarchii. A zatem pełna wolność, dzięki której twórca ma szansę wypracować sobie jedyne i niepowtarzalne miejsce w ciągu tych, którzy go poprzedzają i tych, którzy przyjdą po nim. Kanon w kulturze jest koniecznością, tyle tylko, że jego kształt ustala się w wyniku kompromisu między ruchem i stałością. Słowem – zbiór ksiąg uznanych za „święte”, kanoniczne jest zbiorem ruchomym. W jego obrębie mogą – i muszą– zachodzić zmiany.
I na koniec, ogólnie: czy przed literaturą stoją dzisiaj jakieś konkretne zadania czy jest raczej ilustracją wewnętrznych, nieuświadamianych poszukiwań?
Literatura ma tylko jedno zadanie: sprostać światu, opisać go, dotknąć, podjąć próbę zrozumienia. Mniejsza o to, czy czyni to w sposób uświadomiony czy nieuświadomiony.

Co z ostatnio przeczytanych książek poleciłby Pan czytelnikom?

W ostatnich tygodniach jest to w zasadzie jedno nazwisko: Bohumil Hrabal. Do autora Auteczka wróciłem po latach i jego prozę chłonę z niezmiennym zachwytem. Od niezwykłej powieści Obsługiwałem angielskiego króla, czytanej po raz trzeci lub czwarty, przez opowiadania ze zbiorów Pabitele (pierwsze polskie wydanie w oryginalnym kształcie właśnie się ukazało) i Święto przebiśniegu, po trylogię autobiograficzną Wesela w domu, Vita nuova, Przerwy. Zwolennikom twórczości tego pisarza rekomenduję biografię Hrabal. Słodka apokalipsa Aleksandra Kaczorowskiego. Jest to rozszerzona, lepsza wersja książki Gra w życie. Opowieść o Bohumilu Hrabalu sprzed kilku lat. Na uwagę zasługuje także znakomita książka José Ignacio Tellechea Idígorasa Ignacy Loyola. Sam i na piechotę, traktująca o bliskim mi autorze Ćwiczeń duchownych. W ostatnim czasie ukazał się w Krakowie tom wierszy zebranych Jana Polkowskiego Gdy Bóg się waha, przygotowany przez niespracowanego Józefa M. Ruszara. I na koniec – nowa książka poetycka Krzysztofa Kuczkowskiego, Ruchome świętamądra i piękna. Wszystkie te tomy leżały ostatnio w pobliżu mojej lampki nocnej i były czytane.


sobota, 29 lipca 2017

Radio Olsztyn: rozmowa o powązkowskiej kwaterze Ł, historii i literaturze


Rozmowy, którą w ramach radiowego cyklu Wieczór z Kulturą przeprowadziła red. Ewa Zdrojkowska, można wysłuchać TUTAJ.



Należy wybrać materiał dźwiękowy umieszczony pod datą 10.07.2017 (jak na grafice poniżej).



wtorek, 1 marca 2016

Powrót Niezłomnych


Utwory pochodzą z drugiego wydania tomu Łączka, do którego dołączono płytę z kompozycjami Mikołaja Hertla.

Wykonują:
Ewelina Siedlecka-Kosińska (śpiew)
Jerzy Zelnik (recytacja)






wtorek, 17 listopada 2015

Maria Woś o warszawskim spektaklu na podstawie "Łączki"


Felietonu radiowego poświęconego kwaterze "Ł" na Wojskowych Powązkach oraz spektaklowi poetycko-muzycznemu na podstawie książki Łączka (sł. Przemysław Dakowicz, muz. Mikołaj Hertel) można wysłuchać  TUTAJ.
W felietonie prezentowane są fragmenty warstwy dźwiękowej spektaklu.





Bronisław Wildstein o "Łączce"


[źródło: tygodnik "W Sieci" 2015, nr 45, s. 13]



czwartek, 22 października 2015

Fotorelacja z koncertu na motywach "Łączki"



18 października w Okęckiej Sali Widowiskowej w Warszawie został przedstawiony publiczności koncert poetycko-muzyczny oparty na wierszach z tomu Łączka. Muzykę do wierszy skomponował Mikołaj Hertel. Wystąpili:


Jerzy Zelnik – recytacja

Ewelina Siedlecka-Kosińska – śpiew

Mikołaj Hertel – fortepian

Katarzyna Kamer – wiolonczela

Piotr Rodowicz – kontrabas


Na widowni zasiedli m.in. prof. Krzysztof Szwagrzyk, Grażyna Chojecka (krewna Hieronima Dekutowskiego „Zapory”), Ewa i Jarosław Marek Rymkiewiczowie, Antoni Krauze, prof. Krzysztof Dybciak, Bronisław Wildstein, Wanda Zwinogrodzka, Katarzyna Łaniewska, Hanna Dobrowolska, Agnieszka Czachowska, Piotr Życieński.

Poniżej kilka fotografii dokumentujących przebieg koncertu.
 
 


 
WIĘCEJ FOTOGRAFII PONIŻEJ

czwartek, 15 października 2015

Przejście. O pierwszym pogrzebie Wyklętych






Analizując proces ludzkiego postrzegania czasu, Augustyn z Hippony doszedł do wniosku, że „ani przeszłość, ani przyszłość nie istnieje. I właściwe nie należałoby mówić, że istnieją trzy dziedziny czasu – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Może ściślejsze byłoby takie ujęcie, że istnieją następujące trzy dziedziny czasu: obecność rzeczy minionych, obecność rzeczy teraźniejszych, obecność rzeczy przyszłych”. Swoje rozważania kwitował w następujący sposób: „W ogóle rzadko posługujemy się słowami w sposób zupełnie ścisły, częściej mówimy nieściśle, ale jakoś udaje się nam wyrazić to, co wyrazić chcemy”.


Przybądźcie z nieba


Nie jestem pewien, jak wyrazić to, co chcę wyrazić. U początku stoi myśl, że Bóg widzi wszystkie epizody składające się na ludzką historię jako jedność – poza czasem, poza przeszłością i przyszłością. W takiej jedności doskonałej obecne są również wydarzenia konstytuujące dzieje powązkowskiej Łączki: egzekucje, tajne pochówki, cmentarne śmietnisko, gruba warstwa ziemi i gruzu, nowe groby na powierzchni, ehshumacje i uroczystości pogrzebowe. Dla nas to nie do pojęcia – wszystko otrzymujemy w oderwaniu. Dotyka nas okrucieństwo długich dni, miesięcy i lat bezradnego oczekiwania.

Dzięki rytuałowi pożegnalnemu, dzięki chrześcijańskiemu obrzędowi odprawionemu nad skrzynkami z sosnowego drewna, nad kosteczkami wydobytymi z piachu i gliny – ta fundamentalna różnica na moment zostaje unieważniona. Jakby modlitwy i śpiewy objawiały nam umowność kategorii czasu, jakby kurtyna dzieląca ten świat od tamtego świata uniosła się, a odmienne rzeczywistości weszły ze sobą w związek, przemieszały się. Kiedy żołnierski chór śpiewa słowa pieśni, czyni to zarazem teraz i w godzinie Ich śmierci. Woła dla Nich, prowadzonych na rozstrzelanie, o asystę anielską – i anielska asysta zostaje im przydzielona. Prosi o obecność świętych Pańskich – i święci obcują z konającymi.

Przybądźcie z nieba na głos naszych modlitw, / Mieszkańcy chwały, wszyscy święci Boży; / Z obłoków jasnych zejdźcie, aniołowie, / Z rzeszą zbawionych spieszcie na spotkanie”. Jest 27 września 2015 roku, kilka minut po godzinie jedenastej. Na Placu Piłsudskiego w Warszawie zakończyła się właśnie msza żałobna. Głosy żołnierzy szturmują niebo, po którym wolno płyną chmury, podświetlone promieniami wrześniowego słońca. „Wszechmogący Bóg odrodził was z wody i Ducha Świętego na życie wieczne. Niech zatem dopełni dzieła, które rozpoczął na chrzcie swiętym”. Słowa te wypowiada ks. dr Józef Guzdek, biskup polowy Wojska Polskiego.

Każda z trzydziestu pięciu trumienek skropiona będzie wodą święconą, po czym szczątki Niezłomnych przeniesione zostaną do karawanów. Każdy zmarły wywołany będzie po imieniu. Chwila ta ma znaczenie symboliczne – przez dziesięciolecia ich nazwiska i czyny pokryte były milczeniem. Ich szczątki nigdy nie miały zostać odnalezione – ciała wrzucono do dołów śmierci pod osłoną nocy, w miejscu ich pogrzebania urządzony został cmentarny śmietnik, a kiedy go zniwelowano, na powierzchnię kwatery Ł nawieziono grubą warstwę ziemi i gruzu. W latach osiemdziesiątych nad mogiłami Wyklętych wytyczono rząd nowych grobów, w których spoczęły osoby zasłużone w „dziele utrwalania władzy ludowej”. W księdze cmentarnej nie został żaden ślad po zamordowanych. Oficjalne dokumenty wytworzone przez komunistyczne państwo powielały kłamstwo i sankcjonowały zbrodnię.

Dzisiejsza uroczystość w pewnym stopniu cofa i unieważnia tamte wydarzenia, dobywa na światło dzienne to, co miało pozostać w ukryciu.


Ciąg dalszy w książce Afazja polska 2 (Warszawa: wyd. "Sic!", 2016).




poniedziałek, 29 czerwca 2015

Wiersze w radiowej Jedynce

 
http://player.polskieradio.pl/-1

Miło mi poinformować, że przez najbliższe siedem dni na antenie pierwszego programu Polskiego Radia prezentowane będą wiersze z tomów Boże klauny, Łączka, Teoria wiersza polskiego (być może także: Place zabaw ostatecznych). Emisja kolejnych wierszy od poniedziałku do niedzieli około g. 20:50.

Z ramówką Polskiego Radia można się zapoznać TUTAJ.

Audycji będzie można wysłuchać TUTAJ.


 


 

środa, 18 marca 2015

sobota, 14 marca 2015

Rozmowa o Żołnierzach Wyklętych i "Łączce"

 
Rozmowa z Barbarą Gruszką-Zych, dziennikarką "Gościa Niedzielnego" (dialog posłużył jako podstawa dla artykułu z bieżącego numeru tygodnika).
 
 
Kiedy pierwszy raz usłyszałeś o Żołnierzach Wyklętych?


Nie potrafię określić tego momentu. Czy tę głębszą świadomość dotyczącą wydarzeń z drugiej połowy lat 40. obudziły we mnie publikacje IPN, czy Scena Faktu w telewizji, czy jakieś inne głosy, których pamięć nie zarejestrowała? Wiem jednak, że obecność Żołnierzy Wyklętych była koniecznością, że w polu mojej świadomości – wcześniej czy później – musieli się pojawić. W pewnym sensie zawsze tam byli – jako dalekie, pierwotne źródło fundamentalnego pytania o Polskę, o to, dlaczego jest taka właśnie, jaka jest – labilna, niepewna własnej tożsamości, zrzekająca się odpowiedzialności za samą siebie, cierpiąca na amnezję, afatyczna.

Czy drążyłeś ten temat, czy sam wracał do Ciebie?


Można by to określić jako mechanizm sprzężenia zwrotnego. Im bardziej drążyłem, tym częściej wracał. Im częściej wracał, tym więcej chciałem się dowiedzieć.

Co o Nich dziś myślisz? Czy to taki kwiat inteligencji zamordowany w Katyniu?

 
Zestawienie z Katyniem jest ze wszech miar uzasadnione. Katyń to była zbrodnia założycielska tej „nowej Polski”, którą Jakub Berman opisywał w rozmowie z Teresą Torańską. Jego słowa przywołuję przy każdej okazji, trzeba je przypominać – one mówią wszystko o rządach komunistów i o ich wizji państwa, którym w imieniu Związku Sowieckiego zarządzali. Berman stwierdza wprost, że chodziło „o zmianę koncepcji kraju, o zbudowanie całkiem nowej Polski w kształcie i strukturze, zupełnie niepodobnej do tej, jaka była kiedykolwiek w historii. […] Polska przecież istniała tysiąc lat, przez ten tysiąc lat nagromadziło się w niej szereg pojęć, kompleksów, poglądów, przeświadczeń i wiar. I nagle przychodzą nowi ludzie, wszystko jedno skąd – stąd czy z Moskwy i przewracają kraj do góry nogami, by ukształtować go na zupełnie inną modłę. Przesuwają Polskę na zachodzie, cofają na wschodzie, zamiast jagiellońskiej tworzą piastowską, zmieniają poprzednie kryteria ocen, kwestionują i krytykują dotychczasowe poglądy”. Zwracam uwagę na określenia „całkiem nowa”, „zupełnie niepodobna do tej, jaka była kiedykolwiek”, „na zupełnie inną modłę” i na przerażające „wszystko jedno skąd – stąd czy z Moskwy”. Berman nie ma najmniejszych wątpliwości, że to się udało – stworzyli coś „całkiem nowego”, „zupełnie niepodobnego”. Bez Katynia i bez fizycznej likwidacji członków antykomunistycznego podziemia, która była kontynuacją tamtej zbrodni, dalszym etapem realizacji tego samego planu, „całkiem nowy” kraj i naród z opowieści Bermana nigdy by w historii nie zaistniały. Żołnierze Wyklęci wszystko postawili na jedną kartę i nie wahali się walczyć do końca. Zwycięstwo albo śmierć – tak brzmiała ich maksymalistyczna dewiza. Nie mieli wątpliwości, że Polska domaga się tego etycznego i egzystencjalnego maksymalizmu. Masakra katyńska i wielkie mordowanie Polaków w drugiej połowie lat 40., realizowane przez majstrów z NKWD i ich miejscowych czeladników, oznaczało operację na żywym organizmie zbiorowym. Dokonywało się obcinanie głowy, rąk i nóg. Do kalekiego, krwawiącego korpusu ludzie sowieccy przyszyli naprędce jakąś całkiem inną głowę, kończyny zupełnie niepodobne do odciętych. Zmajstrowali nowego człowieka zbiorowego. Tym zbiorowym człowiekiem w pewnym stopniu ciągle jesteśmy. Piszę o tym szerzej w książce Przeklęte continuum.

Czy opisywana przez ciebie w jednym z wywiadów z tomu
Obcowanie wyprawa na Powązki w poszukiwaniu Łączki była pierwsza? Chodziłeś tam częściej? Oglądałeś „odkrycia” badających ziemię?


Łączkę odwiedziłem dwukrotnie, w 2013 i w 2014. Za pierwszym razem miałem uczestniczyć w pracach, ale zima była wyjątkowo długa i termin ekhumacji nałożył mi się na termin stypendialnego wyjazdu do Wilna. Zdążyłem na kwaterę „Ł” w ostatnim dniu przed przewiezieniem szczątków na warszawski Cmentarz Północny. W tamtejszej cmentarnej chłodni – ogromnie to smutne i zaawstydzające – spoczywają do dziś. Prof. Krzysztof Szwagrzyk pokazał mi wtedy teren badań i wpuścił do kontenera, w którym ustawiono trumny ze zgruchotanymi kośćmi bohaterów. Klęczałem w półmroku przed kilkudziesięcioma sosnowymi skrzynkami, w których złożono relikwie naszej zbiorowej pamięci, próbowałem się modlić, usiłowałem pojąć sens tego doświadczenia – osobistego i zbiorowego. Po raz drugi przyjechałem na Łączkę we wrześniu 2014. Zespół prof. Szwagrzyka przeszukiwał wąską przestrzeń między skrajem kwatery z grobami postawionymi w latach 80. a cmentarnym murem. Kopano także pod jedną z alejek, na polecenie prokuratora – bo od czasu słynnego aresztowania kości i czaszek na Służewie prace zespołu nadzorują prokuratorzy. Kopano w miejscu, o którym specjaliści, znający dawne fotografie lotnicze, wiedzieli, że nikt tam nie leży. Ale prokurator kazał, polecenie trzeba było wykonać. Dzięki temu na własne oczy zobaczyłem strukturę ziemi w kwaterze „Ł”, kolejne warstwy, którymi przykrywano i maskowano ślady zbrodni. To warstwy przykrywające i maskujące naszą zbiorową świadomość, bo Łączka jest pod względem symbolicznym identyczna z Polską – to, co najistotniejsze, co trzeba by nazwać rdzeniem naszej wspólnej tożsamości, spoczywa najgłębiej, przysypane warstwą gruzu i śmiecia. Na grobach ukrytych, na tajnych mogiłach postawiono inne groby. One miały stanowić knebel ostateczny, na zawsze uniemożliwiający wydobycie tamtych pohańbionych ciał, pieczętujący je milczeniem doskonałym, skazujący je na powtórną śmierć. Dopóki tam spoczywają, dopóty i my, żywi, mamy knebel w ustach.

Rozmawiałeś z wykopującymi i identyfikującymi zwłoki. Z kim? Co Cię najbardziej dotknęło?
 
Wtedy, we wrześniu, widziałem na Łączce dzieci i wnuki Wyklętych. Przyprowadził ich prezes IPN. Przyszli obejrzeć efekty prac. Był syn komandora Mieszkowskiego, była Zofia Lwow-Eberle, towarzyszka ostatnich lat życia majora Zygmunta Szendzielarza, była rodzina Hieronima Dekutowskiego „Zapory”, między innymi pani Grażyna Chojecka, z którą kilka razy miałem honor rozmawiać. Profesor Szwagrzyk przedstawił mnie Andrzejowi Pileckiemu, synowi Rotmistrza. Staliśmy chwilę nad dołem wydrążonym przez koparkę. Pan Andrzej mówił o swoim zwątpieniu, o tym, że obawia się, iż ciała ojca nie uda się odnaleźć. Tamtego dnia (jego opis znajdzie się w książce Afazja polska, która ukaże się w maju) wydobyto z ziemi szczątki jednej z ofiar, Edwarda Pytko, dwudziestotrzyletniego pilota. W roku 1952 podjął on próbę przedostania się wojskowym samolotem do amerykańskiej strefy okupacyjnej w Austrii. 22 dni później był już osądzony i martwy, ciało z przestrzeloną czaszką przywieziono na Łączkę, wrzucono do bezimiennego dołu.

Kto z tamtych bohaterów chwycił Cię za serce? Przyciagnął nad swoja mogiłę?

Wszyscy oni są równie ważni, historia każdego z nich jest równie tragiczna. O niektórych wiemy więcej, o innych mniej. To zrozumiałe, że najmocniej przemawiają do nas te biografie, które jesteśmy w stanie możliwie precyzyjnie odtworzyć, po których pozostały jakieś materialne i niematerialne ślady fotografie, listy, osobiste zapiski, wspomnienia towarzyszy broni, współwięźniów i bliskich. Życie każdej z ofiar odzwierciedla, w sposób sobie właściwy, los zbiorowy, uzmysławia charakter i skalę realizowanej na Polakach społecznej inżynierii. W odmienny sposób mówi do nas Witold Pilecki, dobrowolny więzień Auschwitz, w przedśmiertnej chwili wskazujący swojej żonie i dzieciom książeczkę Tomasza z Kempis jako najważniejszą lekturę życia, dający do zrozumienia, że zawsze starał się naśladować Chrystusa; inaczej, a przecież bardzo podobnie, przemawia w swoich niesłychanych grypsach Łukasz Ciepliński, prawdziwy więzienny święty; inaczej – Hieronim Dekutowski, podejmujący z towarzyszami desperacką próbę ucieczki z celi śmierci; jeszcze inaczej – zamordowany we Wronkach pułkownik Wacław Lipiński, z którym – jeśli można tak rzec – bardzo się zżyłem, kiedy zbierałem materiały do tego fragmentu Afazji polskiej, w którym piszę o obronie Warszawy we wrześniu 1939. W sobie właściwy sposób przemawia zdekompletowane ciało Józefa Franczaka „Lalka”, jego odcięta głowa toczy się przez Polskę współczesną i każe nam odpowiedzieć na pytanie, kim jesteśmy, co pozwoliliśmy z sobą uczynić, jakich siebie „odzyskaliśmy” w roku 1989.

Jak to było pisać ten tomik? Wprowadzać cienie w swój krwioobieg? Jaki to był dla Ciebie czas? Czy da się normalnie żyć odkopując ciała zamordowanych?

To był czas łaski. Fakt, że mogłem napisać tomik Łączka, traktuję jako łaskę. Nie zasłużyłem na nią, ale to jest właśnie cała tajemnica łaski. Dotknąłem poezji jako przestrzeni spotkania, obcowania ze zmarłymi. Oni mówili, ja słuchałem. Żądali żywego ucha i żywej ręki. Takiego wołania się nie lekceważy. Doświadczyłem więc – po raz drugi, podobne doświadczenie mam z czasu pisania Teorii wiersza polskiego – stanu wewnętrznego, w którym literatura przenika się z życiem i ze śmiercią. I uczestniczy w nich. Wielki dar uczestnictwa. Świadomość, pewność, że oni żyją w nas, my zaś leżymy z nimi najpierw w tajnych dołach pod śmieciami i gruzem, potem w wielkiej chłodni cmentarnej; że to nasza odcięta głowa toczy się przez polskie wsie i miasta pogrążone we śnie. Ten głos spod ziemi starałem się przepuścić przez przeszłość i teraźniejszość polskiej tradycji literackiej, bo tomik Łączka nie jest tylko próbą wybudowania pomnika pomordowanym, jest także świadectwem wysiłku zmierzającego do osadzenia niepojętego doświadczenia zbiorowego lat 40. i 50. XX wieku w tkance polskiej kultury, z której komuniści chcieli Żołnierzy Wyklętych na zawsze usunąć.

Czy jesteś tym samym człowiekiem po napisaniu tej książki?

Nie. Oni nauczyli mnie, że w historii, w życiu i w literaturze obowiązują hierarchie. Kiedy myślimy o sobie, o naszym polskim istnieniu po komunizmie, musimy sobie zdawać sprawę, że próbowano na nas bardzo szczególnej pedagogiki. Nazwałbym ją pedagogiką odcięcia, pedagogiką fragmentu, pedagogiką ograniczonej perspektywy. Rozmaite autorytety, które same nadały sobie to miano, mówią nam od lat, że nigdy w dziejach nie żyliśmy w epoce tak szczęśliwej, że nigdy nie byliśmy wolni w takim stopniu, w jakim teraz jesteśmy. Ale teraźniejszość każą nam odnosić jedynie do PRL-u, bo sami po uszy tkwią w minionej epoce, tam są ich korzenie. Wyklęci uczą nas postrzegać historię jako continnum, upominają się o świat, z którego wyszli, a który komuniści zrównali z ziemią. „Tam jest wasz początek” – wołają do nas. I przeprowadzają rewolucję w sferze symboli, dwadzieścia pięć lat po rzekomym oddaniu władzy przez ludzi sowieckich stawiają przed nami lustro, każą nam przymierzyć nasze ciała do wąskiego dołu w powązkowskiej kwaterze „Ł”. Wcale się nie dziwię, że tzw. czynniki oficjalne robią wiele, by tę rewolucję opóźnić. To już jest jednak nie do powstrzymania. Nie uciekniemy już przed pytaniem bohaterów z setek i tysięcy „Łączek” rozsianych po całym kraju. To pytanie brzmi, jak sądzę, mniej więcej tak: „Gdzie jest Polska? Coście uczynili z naszą Polską?”. Na to pytanie musimy udzielić wiążącej odpowiedzi.

Zajmowanie się historia jest niezbędne, żeby zrozumiec siebie. Jak to czułeś pracując nad
Łaczką?

 
Bez znajomości historii pozostaniemy ludźmi bez właściwości. Będziemy Europejczykami, ale drugiej kategorii – biezprizornymi. Gdyby tak się stało, spełniłoby się najpierwsze marzenie komunistów, sen niewolników i morderców. O tym marzeniu śpiewali w jednej z popularnych propagandowych piosenek (wpadającą w ucho melodię miała ta piosenka): „Najpiękniejsze miasta, najpiękniejsze wsie, / Zbudujemy Polskę piękną jak we śnie”. To była Polska Bermana, Różańskiego i Bieruta – „całkiem nowa”, „na zupełnie inną modłę”. Nie wiem, czy o tym samym, czy o innym śnie mówił prezydent Rzeczypospolitej podczas uroczystości żałobnych po śmierci Wojciecha Jaruzelskiego. Cytował słowa dawnej pieśni powstańczej: „Śpij, kolego, w ciemnym grobie, / Niech się Polska przyśni tobie”. Myślę, że dyktatorowi śniło się jednak co innego, niż bohaterom z Łączki. Ów sen Żołnierzy Wyklętych powinniśmy uczynić fundamentem naszej wolności. W przeciwnym wypadku ich ofiara okaże się bezowocna.

wtorek, 10 lutego 2015

Wanda Zwinogrodzka i Antoni Libera o "Obcowaniu" i pozostałych książkach


W programie Mateusza Matyszkowicza o książce Obcowanie. Manifesty i eseje mówili Wanda Zwinogrodzka i Antoni Libera.

Program można obejrzeć TUTAJ.