Ukazał się CZESKI NUMER „TWÓRCZOŚCI”, czwarty w kolejności z numerów „sąsiedzkich” (po ukraińskim, rosyjskim i niemieckim).
Ukazał się CZESKI NUMER „TWÓRCZOŚCI”, czwarty w kolejności z numerów „sąsiedzkich” (po ukraińskim, rosyjskim i niemieckim).
| Josef Kroutvor (fot. P. Dakowicz) |
Před padesáti pěti lety, v roce 1967, nakladatelství Mladá fronta otisklo výjimečnou knihu. Jeji titul zněl Bohumil Hrabal uvádí a byla – podle autora, z kterého se během dřívějších čtyř let stal oblíbený spisovatel Čechů a Slováků – antologií nejlepších textů v dějinách české prózy. V knize čtenář našel povídky Erbena, Nerudy, Demla, Herrmanna, Klímy, Holana, Weinera, Haška a... Kafky. Hrabal včlenil do své antologie ranou (dokonce úplně první) novelu Franze Kafky Popis jednoho zápasu (Beschreibung eines Kampfes) a dodal k ní následující komentář: „Vyběr zakončují textem, ve kterem Kafka hledá svůj styl, sebe sama, textem, ve kterem je více reality, více skutečnosti, ten text je skoro průvodcem Prahou, podle ktereho lze cestovat, textem, který je méně kaviárem, více chlebem a sklenicí piva”.
[fragment]
[...] W porewolucyjnej Rosji (a potem: Związku Sowieckim) akcentowano i wcielano w życie ideę ponadnarodową. Komunistyczni dyktatorzy Europy odbywający pielgrzymki do Moskwy zapraszani byli na daczę Stalina w Kuncewie, gdzie od dwudziestej drugiej do szóstej rano jedzono, pito, oglądano filmy z całego świata (między innymi z obszernej kolekcji „odziedziczonej” przez generalissimusa po Goebbelsie) oraz… tańczono. Gospodarz nieodmiennie stał przy patefonie, nastawiał płyty i obserwował. Goście wirowali – z pełnymi brzuchami, z nieznośnym wódczanym szumem w głowach, w parach męsko-męskich. Najzdolniejszym i najbardziej wytrwałym spośród danserów był Wiaczesław Mołotow, celujący w tańcach salonowych, z jego ulubionym walcem.
Przed kilkoma miesiącami, kiedy wybuchła kolejna faza wojny w Ukrainie, podjęliśmy w "Twórczości" decyzję o uważnym przyjrzeniu się naszym sąsiadom i ich literaturom - byśmy mogli bardziej świadomie kształtować nasze sąsiedzkie relacje. Powstały już numery „ukraiński” (6/2022) i „niemiecki” (9/2022), w tym zaś tygodniu do sprzedaży trafi numer „rosyjski”, w którym pytamy o kulturowe źródła rosyjskiego imperializmu – wśród autorów m.in. Andrej Chadanowicz, Aleksander Bondariew, Elżbieta Mikiciuk, Tomasz Kazmierowski, Aleksandr Owerczuk, Aleksander Temkin, Ałła Bossart, Ala Chajtlina, Wiera Pawłowa i Dmitrij Strocew.
W numerze także wiersze Wojciecha Kassa i Teresy Tomsi, esej Jacka Głażewskiego o książce Podsiadły i Kramarza oraz – jak zawsze – wiele innych wartych lektury tekstów.
Uwaga! W przygotowaniu numer „czeski”.
[inna wersja tekstu, który ukazuje się we wrześniowym numerze miesięcznika "Twórczość"]
W czarnym nurcie rzeki kąpią się korony drzew i nieme niebo upstrzone obłokami. Chłopiec siedzący w łódce rozwiązuje worek, chwyta za jego dolne rogi i sypką zawartość wytrząsa wprost do wody. Kręgi białej mączki unoszą się na czarnej tafli, porywa je prąd. Kilkanaście metrów dalej, tam, gdzie pałki tataraku wystają spośród soczyście zielonych liści, mączka naciąga wilgocią i znika pod powierzchnią wody. Chłopiec ma nogi skute łańcuchem, płucze dłonie w rzece i śpiewa rzewną piosenkę o małym domku, w którym przeżył „szczęścia tyle i cudownych dni”. Autorem jej tekstu jest Władysław Królikowski (pseudonim artystyczny: Wacław Gen), który zginie na początku ostatniego roku wojny w obozie Stutthof.
Chłopiec w łódce nazywa się Szymon Srebrnik. Kiedy w marcu 1944 roku na ulicach getta w Litzmannstadt (dawniej: Łódź) Niemcy zorganizowali łapankę, znalazł się w grupie kilkudziesięciu osób odtransportowanych następnie do obozu w Kulmhof am Nehr (dawniej: Chełmno nad Nerem) w tak zwanym Kraju Warty, Wartheland. Spośród niespełna dwustu tysięcy ludzi, których przywieziono tutaj z gett rejencji inowrocławskiej i łódzkiej, tylko on i Mordechaj Podchlebnik mieli dożyć starości w Erec Israel.
W Kulmhof Srebrnik zostaje przydzielony do tzw. Hauskommando. Pierwsze zadanie tej grupy polega na odgruzowaniu ruin pałacu, który Niemcy – dla zatarcia śladów własnej działalności – wysadzili w powietrze przed rokiem. Pod pryzmami cegieł leżą rozkładające się ludzkie szczątki, również ciała dzieci. Czy już wtedy Srebrnikowi przypominają się sceny z września 1942? Wtedy to historia Litzmannstadt Ghetto przełamała się na pół – odtąd było już tylko „przed” i „po”, „teraz” i „dawniej”…
![]() | |
| Rzeka Ner między Chełmnem a Rzuchowem, fot. P. Dakowicz |
Zaczęło się od gettowych szpitali – przy ulicach Wesołej, Drewnowskiej i Łagiewnickiej. 1 września pod ich bramy podjechały ciężarówki i chorych zaczęto ładować na platformy. We wspomnieniach nielicznych świadków powtarza się scena zrzucania niemowląt z trzeciego piętra wprost na paki samochodów. W ciągu dwóch dni do Kulmhof wywieziono około 1600 osób – dzieci, starców, gruźlików, pacjentów po operacjach, kobiet ciężarnych i w połogu. „Widziałem – relacjonował po wojnie Szyja Teitelbaum – że chorych noszono do samochodów i układano jednych na drugich”. Organizatorzy tej akcji mówią o „rozładowaniu”, „ewakuacji”, „wysiedleniu”.
4 września na centralnym placu getta przemawia Mordechaj Chaim Rumkowski, Zgodnie z rozkazem, który otrzymał, poza Litzmannstadt mają zostać wysłane
[fragment eseju opublikowanego w "Twórczości" 2022, nr 7-8]
Dopiero co zerwane poranne czereśnie
Takie jakie przed laty śniły mi się we śnie
Ktoś przyniósł je na tacy to mnie obudziło
Wstałem – nigdzie ich nie ma i nigdy nie było
Niemal czarne sok słodki ściekał mi po palcach
Potem (w tym śnie młodości) tańczyliśmy walca
Kto to był? – biegła rano przez wszystkie pokoje
Czereśnie czarne słodkie jak te śmierci moje
Fragment tekstu z cyklu Cokolwiek daléj publikowanego na łamach miesięcznika "Twórczość".
![]() |
| Na tarasie w Milanówku, lipiec 2020 |
[...] Właśnie teraz – w tym dniu, który nigdy się nie powtórzy, upływającym mi niespełna dwa tysiące kilometrów od linii frontu rosyjskiej wojny w Ukrainie, na odludziu pośrodku Wyżyny Czesko-Morawskiej – czytam zdania zapisane, w bardzo podobnym otoczeniu, przed niemal czterdziestu laty. Pan Mareczek siedzi na ławeczce przed pensjonatem pani Anieli w Gawrychrudzie, jest sierpniowy pogodny wieczór, po jeziorze, za szesnastoma (lub osiemnastoma) topolami posadzonymi przez ojca pani Anieli, suną kajaki, łagodne światło pada na karty atlasu historycznego leżącego na kolanach pana Mareczka, na mapę ukazującą przebieg Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Zielone i czerwone plamy ma mapie skłaniają pana Mareczka do snucia refleksji nad wpływem procesów dziejowych na losy jednostek – zastanawia się nad tym, kim byłby dzisiaj (tzn. w roku 1983), gdyby wszystko potoczyło się inaczej i Sowieci przeszliby po trupie białej Polski dalej, na Zachód: „Przecież nie siedziałbym na tej ławeczce i nie oglądałbym sobie tych map, myśląc przy tym to, co myślę? Pewnie w ogóle bym się nie urodził, bo moi rodzice pojechaliby do łagru i to zanim się jeszcze poznali. Tu więc, o tu właśnie, gdzie te czerwone kółka nad Wieprzem oznaczają początek ofensywy Piłsudskiego na północ, początek tego wspaniałego manewru, który uratował wtedy Polskę, jest miejsce, w którym – gdy o mnie chodzi – historia spotyka się z metafizyką, a gościńce, po których chodzą wielkie armie, przecinają się z dróżką, po której ja sobie w moim życiu idę”.
[Fotografie wykonane w trakcie obchodów 120. rocznicy narodzin Josefa Toufara, księdza katolickiego zakatowanego przez funkcjonariuszy StB w roku 1950.]
7 lutego 1916 roku w poleńskim kościele Wniebowzięcia NMP ślub wzięli Marie Kiliánová i František Hrabal, matka i przybrany ojciec przyszłego pisarza Bohumila Hrabala.
František Hrabal zatrudniony był w browarze w Polnéj jako księgowy. Po piwo dla prowadzonej przez rodziców gospody przyjeżdżał tu z pobliskiego Arnolca Josef Toufar. Niewykluczone, że nastoletni Toufar (ur. 1902) i kilkuletni Bohumil Hrabal (ur. 1914) spotkali się.
W lipcu 2022 roku w dawnym browarze poleńskim odbyła się mini-konferencja na temat roli piwa, browarów i gospód w kulturze czeskiej. Wzięli w niej udział Miloš Doležal, Josef Kroutvor, Tomáš Mazal, ks. Petr Beneš i Przemysław Dakowicz. Śpiewał i grał na heligonce Josef Čečil (pod galerią fotografii film z popularną piosenką Karla Hašlera Vltavo, Vltavo).
Inne teksty o Czechach i kulturze czeskiej znajdują się TUTAJ.
Aby powiększyć, należy kliknąć w wybrane zdjęcie.
Lipiec 2022.
W 120. rocznicę narodzin Josefa Toufara wędrowaliśmy po jego śladach ze Zhořy do Arnolca.
Dorastanie do Apokalipsy. Notatki na marginesie "Planety Piołun" Oksany Zabużko (5)
Epilog
W kulturze nie ma przypadków, są tylko znaki.
Każdy, kto sięgnie po Planetę Piołun i będzie poznawał tę książkę linearnie, poczynając od wstępu Do polskiego czytelnika, rychło natrafi na opowieść autorki o jej związkach z naszą kulturą. Zaraz w pierwszym akapicie tej osobistej i emocjonalnej narracji przeczyta, co następuje:
W sierpniu 1980 roku nasza rodzina po raz ostatni dostała pocztą swoją polską prenumeratę – kolejny numer miesięcznika „Twórczość”. W tamtym okresie obywatele ZSRR mogli prenumerować zagraniczne czasopisma tylko z tak zwanych krajów obozu socjalistycznego […] – i moi rodzice aktywnie korzystali z tej możliwości, by choć odrobinę uchylić „okno na Europę”, wówczas już dla Ukraińców zabite na głucho. W PRL cenzura pozwalała elitom kulturalnym na nieporównanie więcej niż w Rosji (o Ukrainie po represjach lat 1972 – 1973 nie ma nawet co mówić!), więc właśnie po polsku, jako nastolatka, po raz pierwszy przeczytałam na łamach „Twórczości” i „Literatury na Świecie” Becketta i Singera, Simone Weil i Nabokova, nie wspominając już o Miłoszu, Herbercie, Mrożku, Szymborskiej – wszystkich, o których w ZSRR należało milczeć. Ze zdrowym młodzieńczym apetytem pochłaniałam felietony i kroniki, pełne obcych nazwisk i aluzji (do dziś pamiętam pseudonim autora – Dedal!): zza tego wszystkiego, jak zza rozświetlonych okien pośród głuchej nocy, lśniło, niepokoiło, wabiło, mieniło się, niedostępne w śmiertelnie sparaliżowanym pod rządami pierwszego sekretarza Szczerbyckiego Kijowie, „prawdziwe życie” […]. (PP 9)
Dorastanie do Apokalipsy. Notatki na marginesie "Planety Piołun" Oksany Zabużko (4)
Notatka czwarta: GORYCZ HISTORII
[...] Postawiony wobec niewyobrażalnego człowiek ratuje się „racjonalizacją”, poszukuje podobieństw i analogii. I znajduje je w czasie minionym. To może jedyny „zysk” płynący z doświadczenia obecnej wojny (zdaję sobie sprawę, jak straszliwie brzmi to w ustach bezpiecznego obserwatora) – że wszyscy (Ukraińcy, Polacy i inni mieszkańcy tachykardycznego serca Europy) przypominamy sobie przeszłość i porównujemy ją z teraźniejszością, że w Innym dostrzegamy siebie, a w sobie odnajdujemy ślady Innego („nie rozumiejąc sąsiadów – przekonuje Zabużko – katastroficznie [katastrofalnie? – P.D.] zmniejszamy własne szanse na zrozumienie samych siebie” [PP 126]). Jakby putinowscy zbrodniarze ustawili nam podwójne lustro, w którym „ja” nakłada się „ty”, a „tu” przenika z „tam”. Wnioski płynące z porównań? Nie zmieniają się motywy i metody działania „cywilizatorów”. Pierwszym krokiem jest zawsze – 1933 (Hołodomor), 1939 (niemiecko-rosyjska agresja na Polskę) i 2022 (wojska FR dysponujące listami proskrypcyjnymi i przeprowadzające wśród Ukraińców tzw. zaczystki) – eliminacja elit. Poprzez rozstrzelanie (ciała mieszkańców Buczy, Irpienia, Borodzianki ze związanymi rękami i dziurami po kulach w potylicach – jak niegdyś w Katyniu, Twerze, Charkowie) lub deportację (dziesiątki tysięcy ludzi przymusowo wywożonych do Rosji ze zdobytych ukraińskich miast). Kolejny krok to zainstalowanie nowej władzy – najeźdźca rządzi odtąd per procura, dobrawszy spośród „tubylców” osoby skłonne do współpracy (pisano o rosyjskim planie wyeliminowania Wołodymyra Zełenskiego i przywrócenia na urząd prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza; tego rodzaju zabieg powiódł się w latach 1944–1948 w państwach tzw. bloku wschodniego, w których rządy objęli miejscowi „Janukowycze” – Bierut, Gottwald, Rákosi i inni).
Dorastanie do Apokalipsy. Notatki na marginesie "Planety Piołun" Oksany Zabużko (3)
Notatka trzecia: CZARNOBYL, DWA METRY W GŁĄB
[...] Wojnie w Ukrainie, w jej drugiej, pełnoskalowej fazie, towarzyszą symboliczne gesty – przywołania sowieckiej przeszłość tej części Europy (najgłębiej znaczącym exeplum byłby tu, być może, przypadek przywrócenia przez Rosjan pomnika Lenina w Heniczesku w obwodzie chersońskim) lub ostatecznego jej unieważnienia. Ktoś, kto uczestniczy w wydarzeniach lub przynajmniej uważnie im się przygląda, znajduje się w przestrzeni palimpsestowej, w strefie dwóch równoległych systemów semantycznych. Pierwszy z nich – regresywny – odwołuje się do fałszywego i toksycznego mitu komunistycznej przeszłości, rzekomo szczęśliwej i sprawiedliwej. Drugi jest, konstytuującym się na naszych oczach, pozytywnym mitem progresywnym, zakorzenionym w nieodległej przeszłości i, przede wszystkim, w teraźniejszości walk Ukraińców o prawo do samostanowienia; czyni on możliwym wychylenie się ku przyszłości, zyskuje imaginacyjno-emocjonalne zwieńczenie w optymistycznej wizji jutra, gdy wróg zostanie zwyciężony, a Ukrainę uda się odbudować na (nowym) fundamencie – politycznej wolności i pełnej sprawiedliwości społecznej – co z kolei będzie skutkować utrwaleniem poczucia indywidualnej sprawczości i odpowiedzialności za państwo. Jeden z owych mitów pozwala obrońcom trwać na ruinach własnych domów, drugi „uzasadnia” najgorsze zbrodnie najeźdźcy.
Piosenka, do której tekst powstał przed 23 laty, zyskuje właśnie "drugie życie".
Dorastanie do Apokalipsy. Notatki na marginesie "Planety Piołun" Oksany Zabużko (3)
Notatka druga: REWOLUCJA REALIZMU [fragment]
[…] Dokonuje się oto czwarta z ukraińskich rewolucji – rewolucja realizmu. Wszystkie maski opadły – świat stoi przed prawdą nagą (jest to, w wielkim stopniu, jego własna nagość) i nareszcie dostrzega Ukrainę, nie odwraca od niej głowy. Przemiana dokonuje się w wielu sferach i na wielu poziomach – w samej Ukrainie i w świecie zachodnim. Jest to rewolucja percepcji i świadomości zbiorowych. Jak przed dekadą, po Euro 2012, w niemieckiej wersji portalu Amazon książki Oksany Zabużko przesunięto z działu „literatura rosyjska” do działu „literatura wschodnioeuropejska” (por. UP 380), tak dziś Ukraina staje się widoczna i definiowalna dla większej części świata. Nie jest już „młodszą siostrą” Rosji – różni się od niej tym, czym ukraiński rolnik ruszający na wiosenny siew w hełmie i kamizelce kuloodpornej różni się od złodzieja zboża przybijającego na rosyjskim statku do brzegu Morza Azowskiego; tym, co najgłębiej niewspółmiernymi czyni strach bezbronnych cywilów w podziemiach mariupolskiego Teatru Dramatycznego i zapalczywość pilota zrzucającego bomby na budynek, przed którym wielkimi literami wypisano słowo „dzieci”; tym, co gwałcone ukraińskie dziewczynki, dziewczęta i kobiety odróżnia od gwałcicieli w mundurach Federacji Rosyjskiej.
Po niemal trzech dekadach ostatecznie nieaktualne stają się gorzkie diagnozy wygłaszane przez narratorkę głośnych, właśnie u nas wznowionych, Badań terenowych nad ukraińskim seksem. Ukraińcy nie muszą już mówić tylko o tym „jak, ile i w jaki sposób ich bito” (BT 146). Ich „ukraińskie «mogę!»” nie jest już (i, miejmy nadzieję, nigdy więcej nie będzie) „samotne i dlatego bezsilne” (BT 33).
Rewolucja realizmu zmienia Europę. […]
Pełen tekst w bieżącym numerze miesięcznika „Twórczość” (2022, nr 6).
Notatka pierwsza: NIEWIDZIALNI
Czy nie zdawało się nam, że Ukraina jest za siódmą górą i siódmą rzeką? Czy nie istniała dla nas co najwyżej połowicznie – jakby oddzielał nas szeroki pas gęstej mgły, w której brodząc, traci się orientację i poczucie rzeczywistości? Od czasu do czasu ta mgła się rozwiewała i wtedy widzieliśmy niebiesko-żółte flagi na placach odległych miast, czuliśmy swąd palonych opon, słyszeliśmy dalekie echa wystrzałów. Czasem jeździli tam nasi politycy, ministrowie i prezydenci. Rozmowy, jakie prowadzili, raz były bardziej udane, kiedy indziej ograniczały się do zdawkowej wymiany nic nieznaczących uprzejmości. Spieraliśmy się o bolesną przeszłość. Wychodziliśmy z rozbieżnych punktów i nie osiągaliśmy wspólnego celu. Były chwile, gdy nasi reprezentanci rozumieli doniosłość chwili – zapewniali o swoim poparciu dla idei wolności, widywano ich w pierwszych szeregach manifestacji maszerujących Chreszczatykiem.
Wysłannicy Ukrainy zjawiali się u nas i mieszkali między nami. Prawie ich nie dostrzegaliśmy – jakby w swojej historycznej i egzystencjalnej odmienności pozostawali dla nas niewidzialni.