poniedziałek, 29 września 2014

Nagroda Literacka im. Franciszka Karpińskiego



Z radością odebrałem dziś informację o werdykcie jury Nagrody Literackiej im. Franciszka Karpińskiego. 

Niżej oficjalny komunikat prasowy.





Białystok, 29 września 2014 roku

Komunikat

Kapituły XX edycji Ogólnopolskiej Nagrody Literackiej
im. Franciszka Karpińskiego przyznawanej przez
Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana”



czwartek, 25 września 2014

Książka na jubileusz 50-lecia Wojciecha Kassa



W Bibliotece "Toposu" ukazała się książka Wybiegłem z tego snu, tom dedykowany Wojciechowi Kassowi, na który składają się autobiograficzne wiersze Jubilata, fragmenty prowadzonego przezeń Notesu oraz najcelniejsze wiersze i teksty prozą poświęcone Poecie lub biorące Go za przedmiot opisu.
Książkę ofiarowaliśmy Wojciechowi Kassowi podczas uroczystego koncertu, który odbył się pod koniec minionego tygodnia w Piszu.
 
 
 

 
 

poniedziałek, 22 września 2014

Ks. Janusz A. Kobierski o "Łączce"


Na łamach najnowszego numeru pisma "Migotania" (2014/2) ukazała się kolejna recenzja Łączki. Autorem omówienia jest ks. Janusz A. Kobierski.

Z tekstem można się zapoznać TUTAJ.


czwartek, 18 września 2014

Wiersze kresowe



Kresy w poezji. Felieton radiowy Marii Woś, zasłużonej dziennikarki Radia Wrocław, wyemitowany w 75 rocznicę sowieckiej napaści na II Rzeczpospolitą.


Audycji można wysłuchać TUTAJ.


środa, 17 września 2014

"Łączka" nominowana do Nagrody Literackiej im. J. Mackiewicza



Kapituła Nagrody Literackiej im. Józefa Mackiewicza ogłosiła tegoroczne nominacje. Wśród książek zauważonych przez jury znalazł się tomik wierszy Łączka.
Oto pełna lista nominacji:

wtorek, 16 września 2014

Jeden dzień na Łączce




[część pierwsza]


„Szczątki całkowicie zeszkieletowane, ułożone w jamie grobowej na osi wschód-zachód”. Głowa Łukasza Szleszkowskiego wychyla się z wąskiego dołu wydrążonego między nagrobkami z lat osiemdziesiątych. Boczne ściany dołu wzmocniono wiórowymi płytami, między które wciśnięto trzy belki. Doktor Szleszkowski, pracownik Katedry Medycyny Sądowej wrocławskiego Uniwersytetu Medycznego, dyktuje dane do protokołu z niwelacji.

„Szczątki leżą tylnymi powierzchniami ku górze, przednią powierzchnią ciała na dnie jamy grobowej. Czaszka lewą stroną na dnie jamy grobowej. Część twarzowa zwrócona w kierunku północnym, żuchwa uniesiona. Zęby żuchwy i szczęki kontaktują się ze sobą”.

Nad Łączką świeci słońce. Jest 3 dzień września. Rok 2014. Za betonowymi płytami cmentarnego ogrodzenia pędzą ciężarówki i samochody osobowe. Warszawa żyje.

Siedem dekad wcześniej musiała tu panować doskonała cisza. Około północy zjawili się kopacze. Ostrza łopat błyskały w świetle księżyca, kiedy wykrawali z powierzchni ziemi kwadraty darni i układali je obok miejsca przeznaczonego na pochówek. Potem kopali doły. Nie zanadto głębokie. W półmroku błyskały ogniki papierosów i puszczyk krzyczał w gałęziach drzew.

Przywieziono ich tuż przed świtem. Skrzypnęły drzwi ciężarówki, a po chwili w pustkę szarej godziny wtargnął głuchy odgłos uderzenia pierwszego ciała o ziemię. Na koniec zasypywanie, ubijanie, maskowanie. Kawałki darni ułożone równo, by nawet ten, kto będzie patrzył z bliska, nie zorientował się, że w nocy trwała tu robota.

piątek, 12 września 2014

Czy Rymkiewicz oszalał?

 
[fragment eseju Orfeusz w piekle historii. O "Pastuszku Chełmońskiego" Jarosława Marka Rymkiewicza, "Topos" 2014, nr 4]
 

Przed kilku laty wybrałem się na spotkanie autorskie trzech poetów współpracujących z prężnym poznańskim wydawnictwem specjalizującym się w wydawaniu poezji. Wtedy spotkałem się z tym po raz pierwszy. Jeden z bohaterów wieczoru, który w przeszłości wielokrotnie pisał o twórczości Rymkiewicza i walnie przyczynił się do uzupełnienia dorobku profesora z Milanówka o pewne cenne mickiewiczianum, czytał własne wiersze i ze swadą je komentował. W którymś z komentarzy wspomniał swojego niegdysiejszego interlokutora, przedstawił jakąś anegdotę, zaznaczając, że to, co opowiada, zdarzyło się zanim autor Metafizyki... Tutaj zawiesił głos, po sali rozszedł się szmer, a na części twarzy pojawił się pewien specyficzny rodzaj uśmiechu — uśmiech ludzi, którzy wiedzą, nie mogą zrozumieć, ubolewają.

piątek, 5 września 2014

Orfeusz w piekle historii


O Pastuszku Chełmońskiego Jarosława Marka Rymkiewicza

Jarosław Marek Rymkiewicz jest poetą.
W ostatnich latach, kiedy ukazywały się kolejne tomy jego „teatralogii polskiej”, kiedy zabierał głos na arenie publicznej, formułując sądy dotyczące współczesnej polityki, trochę o tym zapomnieliśmy. Co to znaczy: być poetą? Nie mam pewności, czy wiem, czy potrafiłbym na tak postawione pytanie udzielić satysfakcjonującej odpowiedzi. Jednak gdy słucham wypowiedzi profesora Rymkiewicza, kiedy czytam wywiady, których tu i ówdzie udziela (rzekłbym, że stanowią one w twórczości autora Reytana osobny gatunek literacki — nikt nie potrafi mówić tak, jak Rymkiewicz), kiedy zagłębiam się w jego kolejne eseje historyczne, tłumaczące nam, kim jesteśmy i kim powinniśmy się stać, wszędzie widzę i słyszę poetę. Ten poeta coś istotnego mówi mi o samej poezji, o roli, jaką chciałaby, jaką powinna dzisiaj spełniać. Bo poezja — taką myśl znajduję u źródeł całej aktywności „późnego” Rymkiewicza — jest ruchem świadomości, jest stanem umysłu, który nie pozwala godzić się na to, co niedoskonałe i kulawe, na to, co podłe, czy choćby moralnie podejrzane. Uściślając: poezja to, według autora Zachodu słońca w Milanówku, wyraz i świadectwo ruchu świadomości zorientowanej etycznie, poszukującej — w chaotycznym świecie, w świecie migotliwym — punktów oparcia, znaków mogących ukierunkować nasz marsz ku czemuś, ku czemu warto maszerować, wypatrującej porządku, a to znaczy: porządkującej, hierarchizującej, nadającej sens.
 

piątek, 8 sierpnia 2014

Panteon zrekonstruowany





[artykuł z cyklu Afazja polska]


W październiku i listopadzie 1832 roku Adam Mickiewicz wygłosił w paryskiej siedzibie Towarzystwa Litewskiego i Ziem Ruskich szereg krótkich odczytów związanych z aktualną sytuacją polskiej emigracji politycznej oraz odezw zachęcających do gromadzenia i upowszechniania relacji z wydarzeń, jakie w trakcie niedawnego powstania rozegrały się w granicach dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Teksty rzeczonych wystąpień opatrzone są w zbiorowych wydaniach dzieł Mickiewicza następującymi tytułami: O duchu narodowym, Wezwanie do ziomków od Towarzystwa Litewskiego i Ziem Ruskich w przedmiocie spisywania pamiętników z czasów ostatniej rewolucji, Do Towarzystwa Literackiego Polskiego w Paryżu. Z pozoru są to jedynie antykwaryczne dokumenty epoki, świadectwa polskiej myśli emigracyjnej pierwszej połowy XIX wieku. Jeśli jednak wczytać się w nie uważniej, objawiają swoje drugie dno, uświadamiając czytelnikowi, że wiele z uwarunkowań tamtego czasu pozostaje aktualnych do dziś. Słowem, Mickiewicz wciąż ma nam coś istotnego do powiedzenia — i to nie tylko poprzez swoje największe dzieła, kształtujące zbiorową wyobraźnię od niemal dwóch wieków, ale także poprzez teksty ulotne, wystąpienia okazjonalne, refleksje czynione naprędce w gorącej atmosferze popowstańczych lat.
 
Biografia powszechna polska

W odezwie Do Towarzystwa Literackiego Polskiego w Paryżu sformułowany został postulat stworzenia „biografii powszechnej polskiej”, publikacji — zapewne wielotomowej — zawierającej możliwie kompletny zbiór biogramów „wszystkich Polaków, którzy przez cały ciąg wojny o niepodległość, tj. od konfederacji barskiej aż do końca ostatniej rewolucji, za sprawę narodową męczeństwo ponieśli”. Autor Dziadów zauważał, że wszyscy, którzy ponieśli lub ponoszą jakiekolwiek cierpienia, zasługują na pamięć i szacunek, ale ze szczególną dbałością traktować trzeba świadectwa odnoszące się do losów „takich ludzi, którzy w działaniu swoim okazali indywidualną chęć i siłę, czy to w wojsku dowodząc, czyli tworząc powstanie, czy też osobiście odważając się na niebezpieczne wyprawy, czy też służąc sprawie narodowej słowem, piórem i radą”. Postulował, by autorów projektowanej „biografii Polaków” cechowała dokumentacyjna sumienność i dbałość o prawdę. Dzieło miało zostać napisane „stylem ile możności popularnym”, tak by mogło dotrzeć do jak największej liczby odbiorców i wywołać należyty rezonans: „Uwieczniając pamiątkę męczenników ojczyzny, ukrzepimy wiarę w jej nieśmiertelność; piękny przykład ożywi ducha poświęcenia się i utwierdzi wytrwałość, na koniec za pomocą podobnego dzieła rozszerzy się upowszechni znajomość historii polskiej, ściśle połączonej z historią politycznych prześladowań”.
W Wezwaniu do ziomków..., które było zachętą do spisywania wspomnień powstańczych, stwierdzał Mickiewicz, że pierwszorzędne znaczenie dla utrwalenia rzeczywistego obrazu narodowego zrywu mają ścisłość i rzetelność relacji — „pamięć dzieł, które [powstańcy] albo sami wykonali, albo które przed oczyma ich dokonano”. Uczestnik insurekcji powinien „z prawdą i szczerością” opowiedzieć „wszystko, co zdziałał i czego był świadkiem”. Przy tym za mniej istotne uznawał autor Dziadów informacje związane z wojenną taktyką i strategią, większą wagę przywiązywał zaś do szczegółów z pogranicza społeczno-obyczajowo-geograficznego: „O ile np. życie nasze domowe usposabiało młodzież do wojny; jakie w tym życiu zwyczaje zachowywać nadal i rozszerzać należy; jaka klasa ludzi okazała się najzdolniejszą do broni, i do jakiego rodzaju broni? O ile położenie naszych dworów i wiosek było sposobne do utworzenia powstań, jakie z tego położenia wypływały trudności i jak im na przyszłość zaradzić? O ile rząd rosyjski i jakimi drogami najmocniej powstanie paraliżował, i jakimi sposobami powstańcy, podstępem lub bronią, środki rządu niweczyli?”. Historię zbiorowości doradzał Mickiewicz opowiadać z perspektywy jednostki, „jak swoją własną, przechodząc zdarzenia w porządku, w jakim się jedne z drugich wywijały, mieszając szczegóły i anegdoty”, gdzie z okoliczności wypadnie”.
 


Pełny tekst w książce Afazja polska (wyd. "Sic!", Warszawa 2015)

http://www.ceneo.pl/Historia_i_literatura_faktu;szukaj-afazja+polska

 

niedziela, 27 lipca 2014

Relacja ze spotkania w warszawskim Klubie Ronina


9 czerwca odbyło się w Klubie Ronina spotkanie promujące Łączkę i Teorię wiersza polskiego. Niżej filmowy zapis wieczoru, którego gospodarzami byli Wanda Zwinogrodzka i Mateusz Matyszkowicz.

Pisemna relacja ze spotkania TUTAJ.

 
 
 

sobota, 26 lipca 2014

Mariusz Solecki o tomie "Łączka" i Żołnierzach Niezłomnych


Na stronach portalu PCH24.pl opublikowana została kolejna recenzja Łączki.
Jej autorem jest Mariusz Solecki, którego książka Literackie portrety żołnierzy wyklętych. Esej o literaturze polskiej lat 1948-2010 ukazała się w październiku 2013 r.

Z tekstem recenzji można się zapoznać TUTAJ.





czwartek, 24 lipca 2014

Wielka Chłodnia




[artykuł z cyklu Afazja polska]

W pierwszych latach po wojnie jeszcze istniała. Przetrzebiona, zdziesiątkowana, wyniszczona — przetrwała w ludzkich sercach i umysłach. Polska. Przez sześć lat krwawej łaźni przechowali myśl o niej — nawet za drutami, nawet w bydlęcych wagonach, w więzieniach i katowniach. Projektowali jej przyszłą egzystencję — epokę, kiedy nie będzie już strachu, cierpienia i śmierci, kiedy będą mogli rządzić się sami, u siebie. W kraju odzyskanym, powstającym z kolan, podniesionym z ruiny. Chwytali za broń, oddawali życie; zdawało im się, że zmieniają rzeczywistość, że nadają światu żądany kształt. Ale historia nie miała dla nich dobrych wieści. Jeszcze zanim ustąpił stąd jeden okupant, fala wojsk ze Wschodu zalała kraj. Głośno mówiono o „wyzwoleniu”, deklarowano, ogłaszano manifesty. Samozwańcze rządy tymczasowe zapraszały do współpracy, odmieniały przez wszystkie przypadki słowa „demokracja” i „pluralizm”. Zaraz potem mówiły o potrzebie „jedności narodowej”. I jednoczyły. Wycinając, strzelając w potylice, wieszając.
Ciała wywożono nocą, wrzucano do płytkich dołów i naprędce zasypywano. Tajnym pochówkom towarzyszyła cisza. Na bezimiennych mogiłach nie pełgało światło świec. Czasem księżyc wychynął zza chmur, a wtedy płaszczyzny ziemi tonęły w trupiej poświacie. W półmroku żarzyły się ogniki papierosów.

Podmiana

Tadeusz Porayski, więzień Mokotowa, napisał w latach 50. wiersz, który do dziś jest jednym z najbardziej przejmujących świadectw zbrodni dokonanej przez komunistów na tych, którzy w latach tużpowojennych nie chcieli wyrzec się swojego marzenia o wolnej Polsce. W wierszu tym cmentarz na Służewie, pierwsza stołeczna nekropolia przyjmująca ciała Niezłomnych, porównany został do wąwozu termopilskiego: „Przechodniu, pochyl czoło, wstrzymaj krok na chwilę, / Tu każda grudka krwią męczeńską broczy. / To jest Służewiec, to są nasze Termopile, / Tu leżą ci co chcieli bój do końca toczyć. / Nie odprowadził nas tu kondukt pogrzebowy, / Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńca. / W mokotowskim wiezieniu krótki strzał w tył głowy, / A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca”.
Po największych hekatombach w historii pozostaje bolesna pamięć i słowa — nieliczne wspomnienia ocalonych i lament nad tymi, co odeszli. Opowieść o morderstwie i ofierze z trudem toruje sobie drogę do literatury i kultury, niełatwo jest bowiem mówić przez ściśnięte gardło. Ale wypowiedzenie prawdy o sowieckich zbrodniach dokonywanych na Polakach przez tych, którzy oddali się w służbę rosyjskiego imperializmu, natrafiło na szczególne przeszkody — przez cały okres istnienia tzw. Polski Ludowej był to temat tabuizowany. Każdy, kto odważył się naruszyć tajemnice Łączki i cmentarza przy Wałbrzyskiej na Służewie, podejmował najwyższe ryzyko. Nie dziw, że przez dziesięciolecia trwało w tej materii niemal doskonałe milczenie.
Potajemne grzebanie ciał więźniów zgładzonych na podstawie stalinowskich wyroków lub zakatowanych w trakcie przesłuchań było jednym z najbardziej ewidentnych przejawów strategii przyjętej przez komunistyczne władze. Strategia ta zasadzała się na przekonaniu, że Polakom da się narzucić zbrodniczy system jedynie wtedy, gdy podmieni się ich tożsamość, gdy na gruzach wielowiekowej wspólnoty stworzy się ersatz wspólnoty nowej, ufundowanej na strachu i skomplikowanym systemie zależności, gdzie władza decyduje o rozdziale korzyści między swoich zwolenników i sprzymierzeńców. Wygenerowanie nowej „elity” nie byłoby do pomyślenia, gdyby dawna, prawdziwa elita nie została usunięta. Musiała jednak zniknąć niezauważalnie, tak by rządzeni się nie zorientowali, by wciąż krzątali się jedynie wokół swoich codziennych zmartwień, bied i kłopotów.


Pełny tekst w książce Afazja polska (wyd. "Sic!", Warszawa 2015)


http://www.ceneo.pl/Historia_i_literatura_faktu;szukaj-afazja+polska
 

środa, 23 lipca 2014

Maria Tarczyńska o "Bożych klaunach"


Na stronach portalu wNas.pl pojawiła się kolejna recenzja tomu Boże klauny.
Jej autorką jest Maria Tarczyńska.

Z tekstem zatytułowanym Naturalna neantyzacja nihilizmu można się zapoznać TUTAJ.
 
 
 
 
 

Jolanta Szwarc o "Bożych klaunach"


Na stronie pomorskiego magazynu literacko-artystycznego "Latarnia Morska" opublikowano pierwszą recenzję tomu Boże klauny. Jej autorką jest Jolanta Szwarc.

Z tekstem zatytułowanym Memento mori można się zapoznać TUTAJ.



wtorek, 15 lipca 2014

Miasto (3)






[artykuł z cyklu Afazja polska]



Rysunek Artura Grottgera Ludzie czy szakale? z powstałego w latach 1866-1867 cyklu Wojna przedstawia krajobraz po bitwie. Na pierwszym planie porzucone strzelba i hełm, nieco dalej półnagi trup żołnierza — odkryty tors z wyraźnie zaznaczoną linią żeber, oczy zamknięte, lewa ręka spoczywająca bezwładnie na ziemi pobojowiska. Dalszy plan wypełniają trzy ludzkie postacie pochylone nad ciałem innego zabitego. Stojąca po prawej kobieta usiłuje zerwać but ze stopy zmarłego. Druga z postaci (nie wiem: mężczyzna czy kobieta) przyklęka nad ciałem i, zapewne, mocuje się z górną częścią munduru. Trzecia to barczysty mężczyzna w kapeluszu. Głowa pochylona, twarz ukryta w cieniu. O tej grupie Maria Konopnicka napisze: „Nie! To nie były szakale... To — ludzie! / Cisi i szybcy, z worami zgrzebnemi, / Zdzierali trupy z odzieży do naga, / Piersi im gniotąc i szarpiąc po ziemi...” (Z teki Artura Grottgera: Wojna).
Po prawej stronie rysunku młodzieniec i dziewica (malarz i wiodący go geniusz, wyobrażeni na sposób klasyczny), oboje w bogato drapowanych szatach. Ich spojrzenia zwrócone w różne strony, ale wyrażające podobne emocje — przerażenie i gorycz. Jakby właśnie posiedli najboleśniejszą wiedzę o ludzkiej naturze, o przyrodzonym okrucieństwie człowieka, o jego żądzy posiadania i obojętności wobec cierpienia innych.

Zdziczenie obyczajów

Do dzieła dziewiętnastowiecznego malarza i rysownika odwoła się w relacji z wydarzeń pierwszych wojennych tygodni jeden z mnichów, o. Marian Łukasik lub o. Telesfor Gabryl, którzy jesienią 1939 roku prowadzili kronikę klasztoru bernardynów w Sokalu: „Uważają ludzie, że co klasztorne, to ich jest. Biorą wszystko! Ziemniaki na polu kopią dla siebie — ciągną gałęzie — potem zajeżdżają z furami na podwórze (tak zrobił pewien rzeźnik z miasta) i biorą ze strychu siano! Milicja [sowiecka] przysłała pismo, aby jej wydać buhaja (rasowego rozpłodnika) i jałówkę. I darmo zabrali! [...] Epizod ciekawy! Przyjechał na pięknej bułance młody człowiek (mówili, że to dawny nasz woźnica). Objechał podwórze — zbadał strychy — zajechał do ogrodu »nowicjackiego«, gdzie złożono stertę koniczyny. Zagroził: »Czemu nie powiedzieliśmy, że mamy koniczynę«, po czym przyjechał z furami i zabrał wszystką. Wiele epizodów podobnych zdarzyło się! Grottger — namalował: »Ludzie, czy...?!« Okazuje się, czym są ludzie. Na razie — groźne widoki!”.
Małe problemy prowincji: siano, koniczyna, ziemniaki. Wojenne rozprzężenie jeszcze nie zapanowało niepodzielnie. Jeszcze da się patrzeć na rzeczywistość przez pryzmat porządku sprzed wojny. Jeszcze ludziom wyrwanym z trybów bezpiecznej i zrozumiałej codzienności  wydaje się, że wszystko wróci do normy.
To szczególna zdolność lub przypadłość ludzkiego umysłu: w procesie historycznym zawsze trwa on w tym, co obecne, a jeśli odwołuje się do spraw minionych, interesują go jedynie zdarzenia „dopiero co” przeżyte (pamięć przechowuje je jako część teraźniejszości, jako jej początek). Człowiek adaptuje się do nowych, nawet najbardziej niesprzyjających warunków, bazując na doświadczeniu, jakie zdobył. Na jego życie składa się „dziś” i „wczoraj”. Przyszłość jest niewyobrażalna, a jeśli umysł próbuje ją jakoś upostaciować, komponuje całość z elementów dostępnych (z teraźniejszości i najbliższej przeszłości) — dlatego nie ogarnia rozmiarów apokalipsy, odsuwa od siebie myśl o definitywnym krachu dotychczasowego świata; dlatego martwi się kopaniem ziemniaków, wywożeniem siana i rabowaniem koniczyny.

Karta dziejów

Wszystko, co wiem o wydarzeniach rozgrywających się w Sokalu we wrześniu i w październiku 1939 roku, pochodzi z trzech źródeł: z kroniki klasztoru bernardynów, ze wspomnień Janusza Pieczkowskiego Na gruzach marzeń i ze strzępów rodzinnych opowieści. Tam, gdzie w narracji powstają luki, działać musi imaginacja.



Pełny tekst w książce Afazja polska (wyd. "Sic!", Warszawa 2015) 

http://www.ceneo.pl/Historia_i_literatura_faktu;szukaj-afazja+polska