Przed
tygodniem otwarta została w Muzeum Narodowym w Krakowie jedna z
największych ekspozycji ostatnich lat – wystawa zatytułowana
#Dziedzictwo. Autorami eseistycznych wypowiedzi zamieszczonych
w katalogu wystawy są m.in. prof. Maria Korytowska, prof. Krzysztof
Koehler, prof. Krzysztof Dybciak, prof. Andrzej Nowak, prof. Paweł
Śpiewak, prof. Joanna Wnuk-Nazarowa, prof. Andrzej Waśko i dr
Przemysław Dakowicz.
Poniżej
tekst prezentowany w tomie zredagowanym przez dr. hab. Andrzeja
Szczerskiego, wicedyrektora Muzeum Narodowego w Krakowie.
Meblościanka
Kowalskich a sprawa polska.
Notatki do nienapisanego eseju
Notatki do nienapisanego eseju
„Spółczesna
historia każdego wieku świadczy, jako się
naród w obecnym jestestwie swoim rozumiał, jak uważał i pojmował
to jestestwo? Wszystkie zaś dzieje od najdawniejszych czasów do
dnia dzisiejszego są, a raczej powinny być, zebraniem w treść
jedną
szykownie, umiejętnie, porządnie rozwinioną tych cząstkowych
świadectw, tych ułamkowych, przemijających uznawań.
Stąd jak z wątku potrzeba wyciągnąć nić historycznej powieści,
zawierającej sumę
wszystkich minionych momentów życia. Zachodzi więc pytanie: czy
mamy w literaturze polskiej takie dzieło ojczystej poświęcone
pamięci? Taką powieść od najdawniejszych czasów do dni naszych?
Powieść jednej treści, tchnącą jednym duchem […]? Albo, co na
jedno wychodzi: czy pojęliśmy wszystkie minione narodowego
jestestwa chwile? I czy się teraz w tym minionym jestestwie
uznajemy? Jakaż jest pamięć nasza?”
Maurycy
Mochnacki, O
literaturze polskiej w wieku dziewiętnastym
Polska
historia ostatnich trzech stuleci to opowieść o zerwanej ciągłości,
o upartym poszukiwaniu zasady organizującej, o trudzie odzyskiwania
samych siebie. Pytanie o istotę doświadczenia, przez które
przeszliśmy jako zbiorowość, wiąże się z namysłem nad zespołem
znaczeń i wartości, które większość z nas podziela, które
chcielibyśmy uczynić podstawą teraźniejszości. Owe znaczenia i
wartości odnajdujemy w tym, co minione – w wydarzeniach,
postawach, gestach utrwalonych przez ponadjednostkową, wspólną
pamięć.
Mechanizm
działania pamięci regulują dwie przeciwstawne aktywności/postawy:
ocalanie (zatrzymywanie i przechowywanie w pamieci zbiorowej) oraz
gubienie (pozostawianie za sobą, tracenie z pola widzenia). Niektóre
spośród składników przeszłości zostają wyniesione ponad czas,
by trafić do wspólnotowego imaginarium, inne giną w strefie
bezkształtu i ciszy, roztapiają się w półmroku. To, co
zapamiętane, staje się znakiem – zyskuje wyrazistą i trwałą
strukturę, dzięki czemu może się odróżniać i wyróżniać. To,
co pominięte, traci znaczenie.
Jeśli
procesy zapamiętywania i zapominania przebiegają w warunkach
normalnych, należy je uznać za niezbędny etap konstruowania
tożsamości – przecież żadna jednostka i żadna zbiorowość nie
są zdolne zapamiętać wszystkiego. Hierarchia zdarzeń, gestów i
postaci, które – zyskując rangę znaku – przechodzą do
imaginarium wspólnoty, powstaje na drodze selekcji i eliminacji.
Tam, gdzie wszystko byłoby równie ważne, nic nie miałoby
znaczenia.
W
polskiej historii ostatnich trzech wieków, przede wszystkim zaś w
ciągu kilku dziesięcioleci rządów komunistycznych, nie wszystko
przebiegało jednak w zgodzie z naturalnym biegiem spraw – część
znaków przeszłości celowo zatarto, by na ich miejsce wstawić
treści zgodne z ideologią, która (za sprawą przemocy
symbolicznej) zyskała pozycję dominującą.
*
O
nieporządku w warstwie symboli pomyślałem, kiedy wśród „obiektów
wiodących” wystawy Muzeum Narodowego w Krakowie zatytułowanej
#dziedzictwo ujrzałem tzw. meblościankę Kowalskich. Z
błędnym przeświadczeniem, że eksponat ów należy traktować jako
wstydliwy emblemat komunistycznej przeszłości, zapewne nieprędko
bym się rozstał, gdyby nie lektura książki Jacka Kowalskiego. Syn
Bogusławy i Czesława, poznańskich architektów wnętrz i
projektantów mebli, przedstawił w niej dzieje swojej rodziny.
Opowieść ta zmusza czytelnika do zmiany perspektywy – odtąd
będzie on oglądał minione wypadki (również dzieje literatury,
nauki, sztuk plastycznych) przez pryzmat indywidualnych ludzkich
doświadczeń, a obiegowe wyobrażenia i sądy chętnie zastąpi
krytycznym namysłem nad zadziwiającym losem jednostek wprzęgniętych
w koło historii.
